Koncert

A z kim spotkam się dziś na koncercie?

https://fb.me/e/3HPBZjr18

Dziś 13. Pech, czy szczęście to, że odcięło w firmie Internet i szybciej wróciłam do domu?

Z drugiej strony…w domu sami kontuzjowani… mąż zapomniał o rehabilitacji, syn źle stanął, drugi jest poobijany…

W firmie małe szaleństwa wysyłkowe (bo magazynierzy zapomnieli spakować).

Czarnych kotów widziałam dziś tyle, że aż się zdziwiłam, skąd się biorą.

Ale, nie kraczmy przed zachodem słońca i odpukajmy w niemalowane- mam całkiem przyjemny dzień!

Szczecin w Warszawie

A to Ci niespodzianka! Namiastka Szczecina w stolicy.

Choć mam mieszane uczucia co do ekspozycji. Zastanawiam się, ile osób zrozumie taką promocję Szczecina… Na ile rozpoznawalne są Dźwigozaury?

Poza tym byłam wczoraj w centrum Szczecina. Katastrofa. Korkociąg przy tych korkach by nie pomógł. Ani żaden trener personalny. Ani nic.

Przy okazji mogę polecić Wam blog Pieing– jest to blog o architekturze, urbanistyce i gospodarce przestrzennej przeplatany memami. Do czytania przy kawie i ciastku- jak pisze o nim sama autorka. Ja akurat podglądam ją na Instagramie. Na wiele rzeczy otworzyła mi oczy!

A jeśli już o czytaniu mowa- miałam przyjemność poznać autorkę bloga Biblioteka Edymona, która właśnie organizuje konkurs na swoim funpage’u. Do wygrania zestaw książek.

A przy okazji zadano tam pytanie. Ja również ciekawa jestem Waszych odpowiedzi. Dopiszcie u niej w komentarzach pod postem. Być może współpracując z Biblioteką Edymona uda się zorganizować ciekawe wydarzenie!

Korkociąg

Pewnego dnia przeczytałam :

Żona przy całym swoim zorganizowaniu ma jeden nawyk, z którym zawsze próbuję walczyć. Otóż kiedy gdzieś razem idziemy, zamiast trzymać najważniejsze dokumenty i przedmioty przy sobie, to je niepotrzebnie rozdziela. Na przykład daje mi swoje klucze do mieszkania żeby mieć lżej, albo telefon, albo przekłada gdzieś prawo jazdy żeby go nie nieść ze sobą i… kończy się to jak się kończy.

Znowu jestem typową żoną- pomyślałam. Bo jeśli nie biorę ze sobą wielkiej torby, w której mam chusteczki higieniczne dla całej rodziny, picie, ciasteczka, plastry…no wiecie- to, co ratuje życie w każdej sytuacji- to drobiazgi daję mężowi, bo on ma większe kieszenie.

Zerknęłam w dokumenty i … prawa jazdy nie ma. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy mogłam je przełożyć i wyszło mi, że najprawdopodobniej od roku jeżdżę bez dokumentu. Najpierw kazałam poszukać mężowi w jego zakamarkach. Potem odnalazłam wszystkie swoje torebki i przeszukałam wszystkie ich kieszenie. W międzyczasie próbowałam nie myśleć, że skoro od 1994 nikt nie poprosił mnie o prawo jazdy, to pewnie mnie jutro, w drodze do pracy nie poprosi. Potem ściągnęłam aplikację, a w niej e-prawo jazdy. Potem znowu zapomniałam, bo zbyt dużo się działo, by zdążyć w tym czasie umówić się do fryzjera, zrobić zdjęcie, iść do urzędu.

Sytuację uratowało wczorajsze wino. Po szkoleniu z dziewczynami umówiłyśmy się na pogaduchy w pokoju hotelowym. Dziewczyny przyniosły wino, ale były pewne, że nie ma ono korka. Zaczęłyśmy się zastanawiać, jak je otworzyć. Przypomniało mi się, że powinnam mieć korkociąg w walizce. Szukam, przeglądam jej kieszonki- a tam?! Tadam! Jest prawo jazdy!

Wracając korytarzem hotelowym zapytałam trenera, czy nie ma przypadkiem pomysłu, jak otworzyć butelkę wina. Miał i otworzył!

Ja to mam szczęście 🙂

Kolega

Poznałam męża wczasach studenckich. Wraz z mężem poznałam jego znajomych. Tworzyliśmy świetną paczkę. Po studiach wynajęliśmy mieszkanie. Ile to razy w naszym wynajmowanym 38 m, dwupokojowym mieszkanku odbywały się domówki, spotkania, imprezy… Tylko na oglądanie filmów wybieralismy się do innych znajomych, bo nasz telewizor miał 14 cali…

Sielanka nie trwała długo, bo czasy zaczęły się zmieniać. My z mężem wyprowadziliśmy się chyba jako pierwsi. Potem rozjechała się reszta po kraju i zagranicy. Właściwie dobry kontakt mamy tylko z jedną parą. Z innymi- sporadyczna wymiana zdań na czacie.

Az tu nagle odczytałam na telefonie rzucone pytanie od kolegi męża „hej, co u Was?” Jak tu odpowiedzieć co u nas po 20 latach niewidzenia się? Od słowa do słowa i wyszło, że nas odwiedzi.

Bardzo jestem ciekawa spotkania. Kiedyś narzekał na moją kuchnię, ” że niezdrowa”, więc uprzedziłam, że nie gotuję lepiej. Odparł, że nie szkodzi- możemy coś wspólnie upichcić.

To był mój ulubiony kolega męża. Największy wariat. Bardzo się cieszę, że przyjedzie. O ile dojdzie do spotkania. Intuicja mi podpowiada, że musiało się u niego w życiu coś wydarzyć…

Koniec lata

Pogodnie i ciepło. Wczoraj o 17.00 było jeszcze 25 stopni! W moim ogrodzie mniej motyli, ich miejsce zajęły ptaki, które szaleją wśród słoneczników.

Rodzicom zafundowaliśmy krótki pobyt w Gdańsku. Są szczęśliwi. To pierwszy ich taki pobyt od bardzo dawna. Wcześniej ważniejszy był pies. Nie chcieli się z nim rozstawać, ani narażać go na stres. Teraz mają czas. Oczywiście nie chcieli wyjechać- bo to niepotrzebne, bo drogo, bo po co im hotel. Przed wyjazdem stres. Mamę rozbolała głowa, a tata powiedział do słuchawki „ja się chyba córeczko zestarzałem”. Ze zdjęć widać, że są bardzo szczęśliwi. Dzwonią i relacjonują na bieżąco. Dziś zaplanowali sobie rejs.

Przed wyjazdem do mamy napisał mój siostrzeniec, Mimi (tak na niego mówimy). Ma 5 lat. Urodził się i mieszka za granicą. Napisał tak:

Tłumaczenie z polskiego na polski: ja Ciebie kocham, ja chcę do Polski jechać.

Mały jest najmłodszym rodzinnym dorobkiem i rozmiękcza wszystkie serca 🙂

Wielkie kłamstewka

Wielkie kłamstewka -wciągnął mnie ten serial. Kochające matki, osiągający sukcesy mężowie, urocze dzieci, piękne domy. Za ich pozornie perfekcyjnym życiem kryje się jednak sieć kłamstw…

W sezonie 2 pojawia się teściowa (w jej roli Meryl Streep). Po jakimś czasie nie mogłam oddychać. Pomyślałam sobie, że to przez chorobę. Ale zrobiłam się też poddenerwowana i miałam spięte mięśnie. Zdałam sobie sprawę, że czasem przypominała mi moją teściową.

Zastanawiam się, jak to się stało, że nie potrafię już z nią normalnie rozmawiać… Choć łączy nas wspólny czas – nie krótki, bo 20 lat… to z roku na rok nasze stosunki psuły się coraz bardziej.

Nie wiem, jak można je nazwać. Ona pewnie nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy i krzywd, jakie mi wyrządziła. Potrafiłam za każdym razem ją jakoś wytłumaczyć, choć nie potrafiłam zapomnieć.

Tak naprawdę to powinnam za większość tych błędów winić mojego męża, nie ją. Gdybym miała jego wsparcie, jej podstępy nie miałyby znaczenia. Z drugiej strony, gdyby nie jej obecność i podszepty – żylibyśmy sobie wszyscy normalnie.

Nie mogę wypowiedzieć w obecności męża ani słowa na jej temat, bo powoduje to słowny atak mojej mamy, w dodatku bezpodstawny. Taką reakcję wywołuje nawet „Nie smakuje mi ten rosół z kaczki” – bo to zupa przywieziona w słoiku od teściowej.

Z drugiej strony teść przywoził nam zupę podczas mojej choroby. Więc na jakieś wsparcie mogę liczyć…

Niestety kiedy odkryłam, że obraz serialowej teściowej spowodował u mnie dyskomfort, zdałam sobie sprawę, że jest bardzo źle.

***

Choć nie jestem w pełni zdrowa, wracam jutro do pracy. Wysoko Postawiony napisał „wracaj, bo tęsknię”, to znaczy że moje biurko już ugina się od spraw ważnych i najważniejszych. Kto by pomyślał, że kiedyś też próbowaliśmy się pozabijać…

Przykrywka

Zezłościłam się na Salmiaka z dwóch powodów: że mam w końcu normalną temperaturę ciała (a więc odzyskałam siłę) oraz z racji głupoty.

Mam jedynie problem z określeniem, czy ta głupota leży po mojej, czy po jego stronie.

Może powinnam być nie tyle wściekła na niego, co na siebie. Na tą moją głupią wiarę w to, że rzeczy które się dzieją są dobre.

Jak na przykład wczorajszy telefon Salmiaka:

– Wiesz, wezmę urlop, bo mam jeszcze zaległy, a z pracą się uporałem. Pomyślałem sobie, że to taka ważna rzecz- jesteś naprawdę mocno chora, a ja tu siedzę w pracy, to bez sensu.

Trochę mu nie wierzyłam. Z drugiej strony ostatnie dwa tygodnie były przyjemne- może coś zrozumiał? Więc dałam się zmiękczyć.

Wyszło, jak zawsze. Nie zrozumiałam, że jestem jedynie przykrywką.

Kiedy ogarnęłam wieczorem kuchenny nieład, Salmiak odezwał się w momencie, kiedy myłam przykrywkę.

Iskra, zapalnik i wybuch. Że też on nie wie, że w kuchni…na noże.

Na noże– dobry film, podobał mi się.

No i znowu

Negativ

Wczoraj bylam jeszcze pewna, że z katarem mogę jechać do pracy. Całą noc nie spałam i gasiłam kolejne pożary: ból gardła, ból głowy, pragnienie, ból zębów i katar. Zasnęłam o 5.30 kiedy wzięłam kolejny lek i wysłałam SMS do Wysoko Postawionego, że mnie w biurze nie uraczy.

Najpierw lekarz- liczyłam na teleporadę, która polegałaby na wystawieniu elektronicznego zwolnienia. Lekarz chciał mnie zobaczyć osobiście. Zobaczył, dał receptę na antybiotyk i zwolnienie z pracy. Całość trwała chyba krócej, niż teleporada, na którą mogłabym się nie doczekać, a i w słowa była oszczędniejsza.

Potem wzięłam lek i wróciłam znowu do łóżka. Oczami wyobraźni byłam nad morzem. Jeszcze lato, jeszcze świeci słońce, jeszcze można odpocząć, a ja męczyłam się w łóżku, bo poza nim jest gorzej. Leżałam, patrzyłam na chmurki i wyobrażałam sobie, że odpoczywam 🙂 Trochę poprawiało humor, nic innego nie byłam w stanie robić.

Ruch w domu był, jak na Marszałkowskiej. Telefony oba dzwoniły i nie pomagało wyciszenie, bo na niektóre trzeba było odpowiedzieć. Koledzy chcieli wyciągnąć moich chłopców na grę w piłkę, ale ich nie przekonali. Teściowa przywiozła pomidorową. Wujek, który się dowiedział, że jestem chora podrzucił test.

A test poprawił mi humor. Co prawda zamiast robić na niego siku, trzeba było pogrzebać w nosie. Ale czekanie na dwie kreski (tu od 15 minut do 30) dawało te same emocje. Jedna trwa niezmiennie. To dobrze- pomyślałam. Choć choruję równie ciężko, to nie chciałabym już widzieć dwu kresek na testach.

Mam nadzieję, że antybiotyk pomoże (jest na wszystko, tak na wszelki wypadek). Jeszcze poprawy nie widzę.

I nie piję kawy. W ogóle. A z przesolonych placków teściowej dostarczonych po pracy przez męża bardzo się ucieszyłam- bo smak jeszcze mam.

Ten

Życie płata mi ostatnio figle. Nie mogę sobie przypomnieć, czy w noc spadających gwiazd marzyłam, a teraz te marzenia w kosmicznej interpretacji spełniają się, czy może biorę udział w programie „Z ukrytą kamerą”… Dzieje się dużo… Zdarzenia są zaskakujące i nie powiązane ze sobą. Jakby ktoś powyrywał z książki ulubione fragmenty i powklejał do zeszytu, by zachować esencję.

Kiedy go zobaczyłam tego ranka, pomyślałam „co jeszcze?”. Początkowo nie byłam pewna, czy to on. Gdybym nie zauważyła jego poruszenia, pewnie pomyślałabym, że wyobraźnia płata mi figle. W ułamku sekundy postanowiłam się upewnić, zrobiłam krok w tył, zerknęłam raz jeszcze. Ten, który Odszedł! Nie wiem, czy chciał mnie spotkać. Kiedy jednak mnie zobaczył, musiał się spodziewać, że do niego podejdę. Rozpromieniłam się i przepełniona dobrą energią zaczęłam mówić o tym, że go spotkanie, to dla mnie wielka niespodzianka, i zaskoczenie, i że bardzo się cieszę! Chciałam mu powiedzieć, że świetnie wygląda. Na pytanie, co u mnie- odpowiedziałam, że jest dobrze! Odrzekł, że się spieszy. Odszedł, ale kiedy myślał, że to już nie widzę, dostrzegłam jego uśmiech. Mam nadzieję, że uśmiechał się do wspomnień.

Uśmiech

Nie myślałam, że przejażdżka karioletem może sprawić taką przyjemność!

Droga prowadziła przez las, widoczny był schyłek lata. Wiatr rozwiewał moje włosy. To takie przyjemne! To takie seksi! To takie wspaniałe – czuć zapach lasu i móc oglądać korony drzew!

Uśmiech, który wywołała przejażdżka trwa nadal. Lubię moją Fabienne, ale biała perła skradła mi serce. Na szczęście pogoda się popsuła, więc nie będę tęsknić, przez jakiś czas.

Polecam, Pani Salmiakowa.

Przejażdżka była pomysłem Wysoko Postawionego. Zaskoczyło mnie to zaproszenie. Trochę się stresowałam. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Bez względu na to, dlaczego mnie zaprosił, jakie były powody i co chciał osiągnąć (bo już pojawiły się plotki) – bawiłam się świetnie, a do tego zjadłam pyszną kolację. To było popołudnie, które wpisuję do księgi dobrych chwil!

Zimniej

Nadeszło ochłodzenie, ale cały czas jeszcze mamy lato! Zatem spełniam swoje małe zachcianki.

Odkąd przeczytałam, że warto zobaczyć miejsce, gdzie Warta łączy się z Odrą, chciałam je zobaczyć. Dotrzeć tam nie jest tak prosto. Samochodem można, ale nie każdym. Rowerem też, ale trzeba znać drogę. Okolica nie jest przyjazna dla takich, jak ja. Powiem szczerze, że sama bałabym się tam pojechać. Miałam przewodnika. Wolną chwilę po pracy i odrobinę ochoty (tego dnia bolała mnie głowa, ale skoro się umówiłam, nie wypadało rezygnować).

Zauroczyła mnie przyroda- kto by się spodziewał tu takiego kwiatowego ogródka 🙂
Mój GPS wskazywał, że jestem już na wodzie. Nieprawda 🙂
Pani Salmiakowej zrobiło się zimno, na szczęście przewodnik miał w samochodzie jeszcze jedną bluzę- wiedział, że kobiety marzną!
Tak właśnie wygląda ujście Warty (tej na prawo) do Odry (po lewej). Warta płynie leniwie, Odra wartko i pewnie. Po lewej Niemcy, po prawej Polska.

Wiało niemiłosiernie, a temperatura powierza szybko spadała, przez chwilę padał deszcz. Byłam jednak zaabsorbowana zarzucaniem wędki na tysiąc sposobów tak, by choć jeden z nich okazał się skuteczny. Nic z tego! Ryby pluskały się w pobliżu, ale żadna z nich nie była zainteresowana moją gumową przynętą. Mówią, że wędkowanie odpręża, a ja mało nie połamałam wędki podczas moich nieskutecznych połowów.

Mogłabym mieć dom nad rzeką…

Odpust

Teściowa wyjechała, jest na odpuście. Święto parafii i odpust zupełny grzechów, za stawienie się na mszy.

Mi grzechy dziś nie zostaną odpuszczone, więc poszłam na szaber. U teściowej w ogrodzie fasolka szparagowa, papierówki, jeżyny, śliwki… A teraz smażę się w piekielnej kuchni za grzechy. Fasolka i kompot na obiad. Kolejny gar kompotu gotuję na jutro, bo nie będzie mnie w domu. Śliwki do słoików. Jeżyny do zamrażalnika. Mąż dołączył się z gotowaniem kukurydzy, a ja wstawiłam chleb. Okna nie można otworzyć, bo wpadną do kuchni nieproszeni goście. Czy to wszystko nie może pojawiac się zimą?

Promotorki

Bardzo lubię spacery w letnie, ciepłe wieczory, w dużym mieście.

W czasie urlopu miałam okazję. Miasto pięknie oświetlone. Ludzie niespiesznie spacerujący…

Ceramik pisał ostatnio o tym, że życie składa się z warstw. W tym mieście ktoś pracował, ktoś inny spał, ktoś inny odpoczywał. Każdy w swojej warstwie.

Na głównym deptaku warstwy nakładały się na siebie. Czasem trudno było zauważyć, kto się bawi, kto pracuje, kto wraca do domu z pracy, a kto spaceruje.

– Chodźcie chłopaki do naszego stolika. Dziewczyny mają wieczór panieński, jest alkohol- usłyszałam w Toruniu.

– Niby wszystko jest ok, promotorka zaprasza na wino, niby jest ładna, klient wchodzi, wypija jeden kieliszek i wychodzi- usłyszałam w Gdańsku.

Promotorki w pracy. Rozpoznawane były od razu przez stałych bywalców takich deptaków. Ja, małomiasteczkowa, nie zrozumiałam na początku, o co chodzi. Niby jest fajnie, niby zabawa, niby normalnie. Proste zaproszenie na dołączenie do stolika, na lampkę wina, do towarzystwa. Tak naprawdę miało na celu wprowadzić klienta do lokalu, bo za to promotorka dostaje prowizję.

Powiem szczerze, zasmuciło mnie to. To ja już wolę ten swój ciemny busz, gdzie trzeba iść spać po 22.00 żeby nie dostać po pysku.

Nieidealizm

Kim jestem i co robię? Znowu mnie naszło to pytanie z samego rana. Niby przez 60 stron kartek książki płynęłam z bohaterkami wypraw Bugiem, potem Biebrzą. Niby odpływałam od czasu do czasu w zakamarkach własnej pamięci do spływu Drawą i Regą I znowu było mi wspanialel. Wciąż jednak siedzący na ramieniu chochlik szeptał mi do ucha ” jaka Ty jesteś nieidealna”.

Może to przez przeczytany ostatnio post dziewczyny, która w książkowy sposób rozwiązała wiele swoich problemów, a potem w jednym poście w sposób bardzo konkretny, schematyczny i przemyślany spisała procedurę naprawiania własnego życia. Na koniec dodała wniosek, że się nie myliła i była to dobra droga patrząc z perspektywy miejsca, w którym jest teraz. Przez moment pomyślałam, że idealnie zrozumiałaby się z Saberem, ale taki układ nie zawsze jest szczęśliwy 😉

Nie umiem tak i uwierają mnie ramy-w zamian mam to, co mam. Lichość i marność nad marnościami.

Może jeszcze dźwięczą mi słowa Biurkowego Kolegi, który wykrzyczał ” jak ty mnie czasem wkurzasz!”. Nie bolały, bo wiem, że tak jest. Widzę, bo oburza się, kiedy nic sobie z tego nie robię, jeśli uważam, że to nie moja wina. Wkurzam go jeszcze bardziej, kiedy zostawiam go samego z jego emocjami. A mogłabym byc bardziej idealna i powiedzieć czasem wprost, że kij ma dwa końce i może wreszcie nauczy się dostrzegać też ten drugi…

Mam bardzo nieidealny ogród, Ceramiku- choć dużo wiem o roślinach. Wiem, jakie mają potrzeby, znam nazwy wielu z nich, lubię pracować w ogrodzie- a jednak teraz mój ogród nie zachwyca.

Nie jestem idealną żoną. Ostatnio powiedziałam mamie, że „rozwód byłby dla mnie życiową porażką”. Rozmawiałyśmy, nie na temat konkretnego związku, nawet nie na moj osobisty, ale mama wykrzyknęła „Ty chyba głupia jesteś, skoro tak myślisz. A co to takiego rozwód?” Sam rozwód jest rzeczą ludzką, ale już to, że nie potrafię stworzyć wzorowej rodziny i domu, już mnie boli. Bo niby wiem, jak to się powinno dziać.

Jestem nieidealną Panią Domu i to mnie gryzie. Zazdroszczę tym, którzy je mają, z drugiej strony wolę odwiedzać domy nieidealne. Bo chyba do nich po prostu bardziej pasuję.

Jestem nieidealną córkęą- wiem, bo słyszałam.

Od razu napiszę, że jestem wyjątkowo nieidealną kochanką, gdyby ktoś chciał liczyć choć na to.

A dziś, kiedy w końcu wyprowadzona z równowagi krzyknęłam i uderzyłam pięścią w stół mówiąc, że „jestem nieidealną matką!” – ktoś odrzekł „no co Pani?!”, a po chwili inaczej ze mną rozmawiał.

Dlaczego tak dobrze radzą sobie słabi? Idealni znajdują miejsce, choć podobno nie są w cenie, a nieidealni mają pod górkę? Wiecznie, jak Syzyf, pcham ten kamień pod górę, choć wiem, że on tam nigdy nie stanie. Nie chcę jednak odpuścić, bo wiem, że stać mnie na więcej. Tylko dlaczego pomiędzy czarnym, a białym mało kto dostrzega odcienie szarości? Wiele mówią słowa „TAK” , ” NIE”. Nie znaczą nic „nie wiem, nie mam zdania, nie dotyczy, wszystkie odpowiedzi są prawdziwe, inny bez dopisku jaki, nie chcę udzielać odpowiedzi”. Pomaga się słabym, silny powinien poradzić sobie sam.

Jestem nieidealna. Świat musi sobie ze mną jakoś poradzić.

http://www.bohater1.pl

Eskapizm?

To były ciężkie dni w pracy. Z różnych powodów wyczerpujące, ale na szczęście nie przeważał stres.

W momencie, w którym wszyscy wrócili z urlopów (bo nasza firma praktykuje taką sezonową przerwę) musiałam podzielić czas na przywitania i powroty, ale też na odgruzowywanie biurka i rozruch machiny.

Pierwszy dzień przytłoczył mnie ilością spraw do rozwiązania, na dodatek weszłam w pewnego rodzaju konflikt interesów. Dzień skończył się późno i nie najlepiej. Byłam przygnębiona.

Drugi dzień był dniem dziwnych zdarzeń, które powinny były cieszyć, ale w natłoku zajęć nie miałam na to szans. Koleżanka przyniosła mi opakowanie czekoladek, choć chciała mi kupić kwiaty. Poprzytulała mnie, a ja się zastanawiałam za jakie grzechy (jej, nie moje 🙂 ). Kolega biurkowy przyniósł mi garść brzoskwiń i jabłek, a wręczając powiedział, że to zamiast kwiatów. Wysoko Postawiony mnie przytulił, ale zdawało mi się, że to był przypadek i jakiś dziwny zbieg okoliczności. Naprawdę nie miałam czasu myśleć, o co chodzi i może dobrze, bo fantazja mnie czasem ponosi, w dodatku w niewłaściwym kierunku.

Wszystko mogłoby sprawiać, że problemy wydają się mniejsze, a świat weselszy. Ja jednak w pewnym momencie poczułam ogromne zmęczenie. Wyszłam z biura, usiadłam w innym, przy pustym biurku i otwartym oknie. Na przeciwko mnie siedział akurat Kolega Biurkowy. „Co tam?” -zapytał. „Nic, posiedzę chwilę”.

Po jakimś czasie usłyszałam „O czym pomyślałaś?”. Spojrzałam na niego. Nic nie odpowiedziałam. Po prostu przez chwilę byłam bardzo daleko. Ale jak długo? Nie wiem. Uśmiechnęłam się tylko, bo przypomniał mi się od razu film, który niedawno oglądałam.

Sekretne życie Waltera Mitty. Podobał mi się.