Drgania

Siedzę z Prezesem. Pitu, pitu, nagle zonk. Sobie myślę, nie jest dobrze, choć jest jak zawsze.

Z braku magnezu, potasu i nadmiaru kawy drga mi lewa powieka. Sprawdzałam w lustrze, jeśli nie patrzy mi się wnikliwie w oczy- nie widać. Szef mi teraz w oczy nie zagląda, bo mam kolorowe soczewki. One przyciągają wzrok innych swoją nienaturalnie niebieską barwą. Więc Prezes nie patrzy, by nie zostać przyciągniętym.

Zdenerwowany rozpoczął rozmowę telefoniczną w sprawie. Siedział naprzeciw i w trybie głośnomówiącym prowadził konwersację, szukając we mnie aprobaty, bądź sprzeciwu.

A mi powieka lewa drga.

W pewnym momencie Prezes zaczął krzyczeć. Tak na poważnie na kobietę po drugiej stronie słuchawki.

W tym momencie zaczęła drgać mi powieka prawa. Pomiędzy ich słowami, zaczęłam się zastanawiać, czy może to widać? Że mrugam do Prezesa na zmianę…

I chyba w mojej twarzy Prezes ujrzał wtedy coś trudnego do odczytania w danej sytuacji. Być może nie wiedział, czy na mojej twarzy maluje się zdumienie, zdziwienie, niesmak.

W każdym bądź razie przestał krzyczeć.

Tak na moje oko- sytuacja została opanowana.

Reklamy

Urlop P.

Pan P. się zniecierpliwił i zahaczył mnie na komunikatorze krótkim „Hej, co słychać?”. Też pytanie! Od razu mógł zapytać ” To kiedy wpadniesz na herbatkę, bo wróciłem z urlopu?”- przecież wie, że dla mnie skrót wydarzeń z dwóch tygodni, to co najmniej jedna herbatka, jak nie dwie. Może się bał zaprosić, bo sam wysłał mi tylko jedno zdjęcie ze swojego urlopu.

Jego pytanie skłoniło mnie jednak do refleksji… Niby naście dni, a tyle się działo… Pojechałam nad morze, tam chorowałam na grypę (albo coś; kto bogatemu zabroni?), goszczę teściową (jeszcze jest, przyjechała z teściem- nie wiem do kiedy będzie u mnie, może na dłużej, bo codziennie dokupuje sobie nową garderobę, teść daje radę z tym, co mu teściowa spakowała) i nawet na jej życzenie upiekłam kaczkę. Kaczka na szczęście pieczona przeze mnie po raz pierwszy w życiu, więc wyszła smaczna. Spotkałam się z koleżanką z podstawówki i z przerażeniem odkryłam, że jej synek jest ode mnie wyższy. Może moje chłopaki tak szybko nie urosną? Mam nadzieję, bo na przykład dzisiaj wpakowali się do mojego łóżka. Gdyby byli obcy, to co innego… Swoi- zabiorą kołdrę, zepchną na koniec materaca i obudzą o 6 rano pytaniem ” A ugotujesz owsiankę?”. W kinie byłam przecież…potańczyć… W pracy udało mi się załatwić kilka spraw, a nawet kilka zepsuć. A na dodatek poznałam mężczyznę!- mam ochotę zaintrygować Pana P., bo on sam poszukuje swojej połówki.

Pan P. na pewno nie zapyta o tytuł filmu, ani o przepis na kaczkę- na pewno zapyta: jak? gdzie? kiedy? I będzie domagał się szczegółów.

A nie szczegóły są ważne. Ciekawe jest jednak to, że napotkana przypadkiem osoba rozciągnęła mi czas co najmniej dwukrotnie.

Nie, nie, nie- odpowiadam od razu- nie jest to mężczyzna, w tym sensie, dziewczyny.

Więc dlaczego odnotowałam nową znajomość? Bo przy okazji odkryłam wiele rzeczy na swój temat. Zmieniło się trochę moje myślenie… I zaskoczyło, jak czasem niewiele potrzeba, by dostrzec świat w innym świetle. Jak ważne jest to, by wchodzić w interakcje z innymi… Że można mówić o sobie w sposób nieprzyzwoicie przyzwoity.

A może to tylko taka moja cecha? Może po prostu potrafię z pomocą innych kreować swoją rzeczywistość i tworzyć historie, a potem przelewać je na papier?

Tak, czy siak- powinnam iść spać. Bo jak przez niewyspanie podpadnę jutro Prezesowi, to rzeczywiście pozostanie mi pisanie książek! Do szuflady…

No i jeszcze tylko dodam, że się martwię o Wysoko Postawionego- jakiś taki cichy. Co prawda to on sprzedał mi chyba wirusa… Ale spokój w przeddzień wizyty Prezesa jest niepokojący… Widać czarne chmury nad moją głową?

Pozytywne myślenie- pamiętaj.

Dobranoc.

Podarek

Całkiem zapomniałam, że dzisiaj trzynasty dzień miesiąca.

Trzynastego dzieją się dziwne rzeczy. Najbardziej nie mogę przeboleć pierścionka z bursztynem, który zsunął mi się z palca podczas przymierzania włoskich torebek. Musiałam sprawdzić przecież każdą kieszonkę. Może Włoszka, a może jakaś inna turystka, ucieszyła się z takiego dodatku… Mam nadzieję, że tak. Bursztyny mają moc.

Dzisiejszy dzień jest wtorkiem. Jeszcze go nie odczarowałam. Zjadłam niezbyt smaczny obiad, wypiłam zbyt mocną kawę i czuję się trochę tak, jak ten statek.

Autor:

Krzysztof Szkurłatowski

„Dar Młodzieży”


Widokówka ma w sobie moc, którą dzieli się ze mną. Wierz mi, lub nie- ale ona ze mną rozmawia.

Trójmasztowcem jestem ja. Piękny, prawda? 🙂 jak ja 🙂 i jak ja sobie płynie w szarość bezkresnych wód… Spokojnie, nie bacząc na chmury, bo na horyzoncie… słońce. Woda mieni się brylantami…

Woda. Jesteś wodą…

Mogłabym być wiatrem.

Jestem łodzią.

Niespodzianki…. Moje życie pełne jest niespodzianek. Takich małych brylancików, jak te w tafli morza.

Narzekam na nijakość, a zaraz potem otrzymuję drobny pakunek przewiązany czerwoną kokardką. W dodatku całkowicie spersonalizowany! Zawsze czekam z otwarciem na właściwy moment. Jestem ja i pakunek. Pakunek i ja i ta chwila.

Dzisiaj mój dzień został zaczarowany inną pocztówką -dźwiękową. I kiedy myślałam, że jestem sama, jak ten trójmasztowiec- okazało się, że nie. Wcale nie jestem sama!

Powiem wiecej- mogę zaczarować swój dzień, nawet trzynastego!

A teraz Ty zaczaruj swój dzień, albo oczaruj kogoś innego.

PS. Pierwszy raz przytrafiło mi się takie coś… Nie mogłam opublikować wpisu :))) musiałam stworzyć go na nowo! Cóż, 13 🙂