Dentysta

Mam do nich słabość… Na czym to do cholery polega, skoro odwiedzam ich z dziurami w zębach? Nie najlepszy moment na poznanie mężczyzny.

W większości mają oni w sobie jakiś taki ujmujący mnie spokój, cierpliwość, empatię…? Kobiety dentystki takie nie są.

Dziś poszłam z synem. Młody, przystojny, wysoki doktor powitał nas uśmiechem. Końcem języka sprawdzałam, czy może mi się coś nie ukruszyło, czy ułamało- ale nie. Próbowałam nie łapać kontaktu wzrokowego, by nie nawiązała się dyskusja w stylu „A Pani nie musi umówić się na kontrolę?” Bo bym musiała. A czasu nie mam.

I kiedy syn był już po i ja już powiedziałam „do widzenia” – on podszedł, oparł się o ladę kiedy ja uiszczałam rachunek i pytał ” Widzę, że Pani czyta. A dobra ta książka? A coś innego Pani czytała? A co Pani poleca?”

Na co ja pomyliłam pin do karty, oglądałam się za synem, który z wrażenia wyszedł bez kurtki i plecaka, nie mogłam sobie przypomnieć, co czytałam i tylko zdałam sobie sprawę, że widzę, że cholera ten doktor jest przystojny, a ja nie mam głowy, by zagadać…i dukam i kolejny raz wpisuję pin do karty firmowej, zamiast ten mój…

I nie przejdę na audiobooki. Never.

****

A kiedyś już tu pisałam o dentystach…:

Miałam to szczęście, że mleczaki potrafiłam usunąć sobie sama. Na szczęście nie bałam się też dentysty. Bałam się o moich kolegów. Na przykład, kiedy słyszałam ryk Bobka z dentystycznego gabinetu szkolnego. Bobek strasznie bał się bólu, wyczytał, że jeśli nałoży na uszy klipsy kobiece, na skutek ucisku w innym miejscu nie będzie czuł bólu zęba. Darł się jednak w niebogłosy, nie udało mu się wyrwać z kleszczy higienistek i powiedzieć, żeby mu w cholerę zdjęły te klipsy, bo dostanie martwicy uszu. Rzeczywiście ból zęba przy bólu uszu schodził na drugi plan.

Zmieniałam dentystów, bo mnie denerwowali tym, że nie bardzo się znali na moich zębach.

W końcu trafiłam do dentysty, który się do nas sprowadził. Miły i delikatny. Ale kątem oka widziałam, że bardziej interesuje się teologią, niż zębami. Kiedy został pastorem, nie mogłam zapanować nad tym, żeby nie powiedzieć zamiast „doktorze” – „pastorze”. A potem wierni wypychali mnie z kolejki…

Kolejny dentysta okazał się doskonały na tyle, że po mojej drugiej wizycie u niego, zapisał się do niego mąż. I zapytał – czy ten balsam do ust jest tylko dla kobiet? Bo kiedy ja siedziałam u niego na fotelu, zawsze dbał o odpowiednie natłuszczenie moich ust. Brał balsam i palcem wmasowywał w skórę ust. Za pierwszym razem uznałam to za przekroczenie granic z jego strony, ale zanim ze ssakiem i tamponami w ustach udało mi się zaprotestować, uznałam to za przyjemną chwilę. Niestety ożenił się i wyjechał.

Udałam się do jego następcy. Przed pierwszą wizytą był u niego już mój mąż. Co za dentysta! Zatapiałam się w jego wzroku i zapomniałam o zębach. A ile przegadaliśmy! Nigdy nie sądziłam, że to możliwe. Chyba mnie bardzo polubił, bo kiedy zorientował się, że mam problem, zorganizował dla mnie fachową, bezpłatną pomoc. Kiedy wyjeżdżał, zadzwonił, żeby się pożegnać.

Przestałam szukać dentysty.

Dzisiaj przez przypadek dostałam się do Pani doktor. Młodziutka, piękna… Zazdrościłam jej. Miała takie oczy!!! Powiedziałam mężowi, że ona nadaje się tylko i wyłącznie do dzieci. Gdyby zobaczył ją mąż -zacząłby otwierać butelki zębami, żeby tylko mieć pretekst do wizyt.

Fryzjer

Poszłam dzisiaj do fryzjera. Zapragnęłam zmiany.

– Mogłabyś u mnie coś zmienić? Potrzebuję zmiany.

– Pasuje do ciebie i rudy i kasztan, ale najbardziej blond. Jedyne, co proponuję, to skrócić.

Jeszcze z samochodu wysłałam zdjęcie do siostry… A po wejściu do domu od razu usłyszałam od syna ” O, ścięłaś włosy! Wyglądasz młodziej, ale tylko z przodu. Tak w ogóle wyglądasz, jak babcia!”.

Naprawdę wyglądam, jak moja mama. Mogłybyśmy udawać siostry… Tyle, że nie chciałam w lustrze oglądać mamę, tylko nową wersję siebie!

Jeszcze tylko mąż nie powiedział, że wyglądam, jak mamusia. Powiedział inaczej ” Wyglądasz, jak pyza.” Nie wiem, co lepsze…

Genów nie oszukasz…

to tylko sen

Pani Salmiakowa ma dni, w których myśli, nie myśli lub rozmyśla. Wczoraj myślała intensywnie, to dziś – po pełnej snów nocy – rozmyśla.

Sny przedziwne, ale wszystkie odnoszące się do silnych emocji. Począwszy od tych najprostszych, jak strach po te bardziej skomplikowane acz w wyrazie dużo przyjemniejsze, jak miłość. A przy tym była w nich taka prawdziwa…

Po raz pierwszy śniło jej się tak wiele osób… Pamięta ze snu panią z pieskiem, radnego, nowego sąsiada, który nigdy nie wychodził z domu, księdza, nastolatkę, kobietę bezdomną, dostawcę piachu…

Teraz, kiedy sobie myśli- sen podobny był do tych, które sugerowały jakieś zmiany w jej życiu. Podobny, bo w tamtych snach była zagubioną osobą w mieście z przyszłości, nocującą w hotelu/hostelu/bunkrach. Teraz była w mieście z przeszłości i na kawałku podłogi we własnym domu. To miasto znała bardzo dobrze (choć w rzeczywistości nie widziała nigdy) i znała wszystkie osoby.

Najważniejsze w tym śnie było jednak to, że ze wszystkimi trudami radziła sobie tak, jak potrafiła – ale skutecznie. Przeżyła fascynację młodą kobietą i miłość mężczyzny, dla którego była pierwszą kobietą, którą pokochał… i wszystko to w czasie jednej nocy…

Tajemnicą Pani Salmiakowej jest umiejętność kreowania snu – nie zawsze, ale kiedy poczuje taką moc- tworzy na własne potrzeby. Ten mężczyzna pojawił się we właściwym momencie, a Pani Salmiakowa miała możliwość pofantazjować tak, jak tylko ona potrafi…

Dzięki- reblog Aksiny

Trochę w biegu, bo czas mnie dogania Salmiakowej dzięki za pomysł z kakao i pianką – realizacja poniżej Agajoz za pomysł ze srebrem do nosa. DZIAŁA!!! Dziękuję 🙂

Dzięki

Pani Salmiakowej tyle się śniło dziwnych rzeczy… Ale też taaaaaaaak przyjemnych, że widząc ten obrazek pomyślała, że jest takim pingwinkiem bawiącym się na piankach Marshmallow pływających po kakao :-)

A więcej prac Aksiny TUTAJ

musztarda po obiedzie

Spóźniona przyjechałam do pracy, z bólem głowy. Krótki telefon do męża nie polepszył nastroju, wręcz przeciwnie – dziś kolejne spięcie na linii. Stres- to on tu rozdaje karty, nie problemy związane z nami, ale czy któreś z nas to rozróżnia?

W hotelu pustki. Zresztą byłam spóźniona na śniadaniu. Na szczęście zjedli już Koreańczycy – nic do nich nie mam, ale odgłosy, jakie wydają są dziwne. Zasysają pokarm w dość głośny sposób, ziewają równie głośno i inaczej, niż się ziewa u nas 🙂 Na sali byłam ja i jeszcze jeden mocno zakatarzony mężczyzna.

Spotkałam go później w recepcji. Płacił za hotel… Poprosił, aby koszt posiłków zawrzeć w usłudze hotelowej – wówczas na fakturze widnieje jedynie cena za nocleg. Ale trzeba mieć na uwadze, że usługa hotelowa to 8% VAT, piwo na przykład to 23% VAT (pijesz-płacisz sam), ale… gość płacił dziś osobno za musztardę, którą wczoraj podano mu do obiadu- a musztarda proszę państwa ma obniżony do 5% VAT. Koszt hotelowej musztardy – 2 złote – do tego osobny przelew kartą, wydruk paragonu, potwierdzenia z karty, kolejny dokument w dokumentacji księgowej.

-Cóż, musztarda po obiedzie – odrzekł gość…

Ubiór kobiety

Jak ubrana jest ta Pani?

Zbyt wysokie szpilki, za krótka spódniczka, zbyt obcisłe rzeczy, za duży dekolt, kolory zbyt wyzywające.

Dokąd idzie? Nie na wykład, nie do pracy, nie do kościoła. Na zakupy- w szpilkach? Na Śnieżkę?

Nie jest mamą i pewnie nie ma męża…

Więc dlaczego jest symbolem kobiety?

A co mówi o stroju Internet? TU

Fine

– Dzień dobry, poproszono mnie o kontakt, zamówiłam u Pana kolację. Z tej strony Salmiakowa.

– Dzień dobry, chciałem zadać Pani kilka pytań, zanim przygotuję dla pani danie. Pierwsze: na ile osób ma być kolacja?

– Na jedną. Dla mnie tylko…

– Tu może być problem. Świadczymy usługi dla co najmnjej 2 osób…

– Świetnie, a zatem zje pan ze mną. Proszę nie odmawiać damie. Zarezerwował pan już dla mnie czas. Szkoda anulować tę rezerwację. Zapraszam.- powiedziała stanowczo.

-Bardzo mi miło, muszę jednak odmówić. Nie mogę łączyć…

– Proszę pana, skoro może pan łączyć różne smaki ze sobą i jest pan odważny w kuchni, to może się pan odważyć także na moje towarzystwo. Czytałam, że wyróżnia pana nie tylko technika, ale także wiedza, doświadczenie, talent, szacunek do produktu, a przede wszystkim zadowolenie klienta i poczucie dobrze spędzonego czasu.

– To ja się też pani do czegoś przyznam. Wyszukałem o pani informacje w internecie. Zauważyłem, że jest pani ciekawa świata i ludzi, lubi pani poszerzać horyzonty, próbować nowych rzeczy i jest pani otwarta na przygodę, Pani Salmiakowa. Skoro tak- proponuję kulinarną randkę w ciemno. To znaczy zaproponuję pani kolację składającą się z pięciu dań i w ich wyborze musi mi pani zaufać. Jeśli da mi pani przyzwolenie na eksperymentowanie, ja przyjmę pani zaproszenie.

Salmiakowa podskoczyła z radości, zaczęło jej od razu burczeć w brzuchu, ekscytowała się tak bardzo, że nie wiedziała co z sobą począć. W pokoju hotelowym mogła: albo położyć się na łóżku, albo usiąść przy biurku, albo wziąć prysznic. Wybrała to ostatnie.

***

Zaczęło się od stołu dla dwojga z porządnie wykrochmalonym białym obrusem i piękną zastawą. Podano pate z roślin strączkowych, kalarepę, oliwę lubczykową, chilli.  Kucharz sprawił, że kubki smakowe Pani Salmiakowej straciły pewność siebie i zaczęły własne poszukiwania prawdziwego smaku. Pozycję drugą stanowił gravlax, tost francuski, pianka z pigwy, mikro zioła… Danie zaskakiwało strukturą, pozwalało na zabawę i było różnorodne.

Pani Salmiakowa wyglądała, jak mała dziewczynka opierająca się o ladę z czekoladowymi pralinkami. Podano krem z dyni, oliwę homarową, szczypior. Mmm… pyszności! Cóż za uczta barw i smaków! Pani Salmiakowa zazwyczaj rozgadana, dziś siedziała w zamyśleniu, rozmarzeniu i z uśmiechem na twarzy. Propozycja czwarta to grillowany węgorz, ziemniaki Dauphinoise, cykoria, piklowany pomidor, sos maślany. Teraz Pani Salmiakowa wiedziała już, że wyruszyła w podróż w czasie. Pierwsze danie to początek-poznawanie smaków, drugie to etap dziecięcy, przy trzecim wstęp do dorosłości, natomiast czwarte danie to już dojrzałość. Węgorz- dla wielu rdzennych ludów z wysp Polinezji jest bogiem, który w mitach dotyczących stworzenia świata zastępuje węża. Jest też symbolem erotycznym… Legenda o cykorii natomiast głosi, że barwa jej kwiatów pochodzi od łez niebieskookiej dziewczyny tęskniącej za swoim ukochanym. Stworzenie świata i miłość… Jaka szkoda, że jego tu nie ma- westchnęła Salmiakowa ze smutkiem. W odpowiedzi na to kucharz postawił przed nią danie ostatnie-deser, który stanowiła szarlotka z owocami sezonowymi i kremem Mascarpone. Pyszne ciasto wprawiło ją znowu w dobry humor. Teraz szarlotka- jedyne ciasto, jakie Salmiakowa potrafi upiec- będzie zawsze przywoływało wspomnienia tej kolacji.

– Na wszystko jest w życiu miejsce- głośno myślała Salmiakowa- Najwięcej miejsca powinno być na przygodę, wtedy robi się naprawdę ekscytująco, nawet przy stole nakrytym idealnie wykrochmalonym obrusem! Czułam się, jakby mnie pan zabrał na kulinarną sztukę!

Kucharz zabierając ostatnie naczynia zdmuchnął świeczkę, co oznaczało nieuchronny koniec kulinarnej uczty.

– Tylko, że aby to przeżyć – powiedział w zamyśleniu- po pierwsze kucharz musi otworzyć się na odbiorcę, a odbiorca na dzieło kucharza. Bez pani zaufania, wrażliwości i wyczulonych zmysłów sztuka mogłaby się nie udać. Bardzo dziękuję za zaproszenie.

Powiedział i zniknął. Pani Salmiakowa nadal jednak podróżowała po krainie smaków. Wspominała menu myśląc o tym, ile by ją w życiu ominęło, gdyby restauracja hotelowa była czynna, a w niej serwowane by było danie dnia: dorsz pod zieloną pierzynką z grilowanymi warzywami-jak w każdy poniedziałek…

I pomyśleć, że trwa Fine Dining Week. Od 17 listopada do 5 grudnia 2021. Uczta w cenie 139 zł/osobę.

Kolacja

Szaro, buro i ponuro- pomyślała Salmiakowa spoglądając w wiecznie stalowe niebo. Byle do wiosny- skrzywiła się i nawet widok tu i ówdzie nadal kwitnących roślin nie wprawiał jej w lepszy nastrój. Nieznaczna już ilość żółty liści kurczowo trzymała się gałązek, pozostałe ostatni raz pachniały jesienią, ginąc powoli w brunatnej mazi pod nogami.

Wieczna szarość
Wrotycz
Dzika marchew (tak sądzę)
Nawłoć
Kto tu mieszka?

I tylko jemioła, która wraz z gałęzią spadła na ziemię poprawiła Salmiakowej humor. Potraktowała to jak znak, wzięła ją do domu licząc na szczęście w miłości tak, jak robi to każdego roku w okolicach świąt…

Wieczorem zadzwoniła do hotelu, aby zarezerwować pokój. Niestety nie było dobrych wiadomości. Rozchorował się szef kuchni, a reszta kucharzy przebywa na kwarantannie.

– Jasny gwint!- wyrwało się Salmiakowej- znowu będę musiała szukać czegoś na mieście…

– Nie! Mam propozycję, mogę zamówić dla pani personalchefa.- wesołym głosem zaproponowała recepcjonistka.

– Świetnie! Na 19.00 poproszę.

Facebook Juliusz Żebrowski personalchef

I tylko nie wiem, co zamówić…

Sen w pełni

Wczoraj wieczorem urządziłam sobie spacer po mieście. Wiatr przewiewał jesienne liście i zapraszał świat do zabawy. Nałożyłam słuchawki, założyłam kaptur i pomyślałam, że wcale nie jest tak nieprzyjemnie, jak się wydaje patrząc na ulicę przez okno. Wiatr wywiewał złe myśli i wprawiał w dobry humor.

W nocy jednak przeżywałam koszmar. Wybrzmiały rodzinne sprawy- być może dlatego, że myślę już trochę o przygotowaniach do Wigilii… I nagle pojawiło się on. Mężczyzna, który też mieszkał w moim domu, zgodził się na wyjazd ze mną i chłopcami nad morze. Znowu wiatr, tym razem nadmorski- przywołał dobry nastrój.

Lubię w czasie takiego wiatru iść w deszczu maleńkich żółtych kwiatów.

Od nowa

Kiedy powstawała firma, byłam ja, Najwyższy i Wysoko Postawiony, którego na początku znałam tylko z rozmów telefonicznych. Dzwonił do mnie, żeby zapytać, pogadać, pożalić się, wykrzyczeć.

Potem doszedł Kolega Biurkowy, który wtedy nie był moim biurkowym kolegą, bo był nim wtedy K., z którym mieszkałam… (jest tu ktoś, kto to w ogóle jeszcze pamięta??) Wraz z oddaniem kluczy do zakładu pojawili się też inni pracownicy.

Firma powstająca od zera, jest jak dziecko… Trzeba wszystko poukładać, stworzyć fizycznie, ale też wypracować kulturę organizacji, zasady, komunikację, wartości.

Miałam szczęście uczestniczyć w tym procesie. Mam teraz większy szacunek do twórców różnego typu organizacji, które działają bez większych zgrzytów.

Bardzo przywiązałam się, zwłaszcza do tych pierwszych pracowników. Tyle ze sobą przeszliśmy… Niektórzy już zmienili pracę, ale zdarza im się prywatnie zadzwonić, co jest dla mnie bardzo miłe.

Nadszedł czas na zmiany. Miejsce Najwyższego zajmuje ktoś inny, ktoś nieznany i ktoś, kto za plecami ma nieznane nam obszary wsparcia.

Pracownicy wytrąceni ze strefy komfortu, który sobie przez lata wypracowali- poczuli się niepewnie, a co za tym idzie-są rozdrażnieni.

W firmie zagościły niedobre emocje. Strach, lęk przed nieznanym, nieprzemyślane działania, wrogość, brak zaufania.

Wygląda na to, że ktoś z końcem roku przewidział apokalipsę. Jakie będzie zdziwienie, kiedy okaże się, że to nie był nasz ostatni Sylwester. Bo przecież nic poza nazwiskiem Najwyższego się nie zmieni.

A kiedy w bramie pojawi się nowy pracownik, nie będzie miał świadomości, co tu się działo. Przyjdzie, dostanie odzież roboczą i zacznie pracę na swoim stanowisku. Tak po prostu. Od nowa.

Nowy szef macha do mnie wesoło. Nie mam sił mu odmachiwać w przerwie pomiędzy sporami, papierami, kończeniem jednego i rozpoczynaniem drugiego. Trochę mi z tego powodu przykro.

Liścik

Był. Wszedł do pokoju, kiedy już spałam, wyszedł gdy jeszcze spałam.

Zostawił na poduszce karteczkę, dla mnie….

Nie taki to zły pomysł, by dzielić z kimś swój pokój… 🙂 Czasem sama obecność jest ważna-pomyślałam

A dziś pełnia Bobrzego Księżyca połączona z jego zaćmieniem. Zjawisko podobno pojawia się na niebie raz na tysiąc lat…A może raz na milion lat…Choć moja siostra twierdzi, że na niebie zawsze coś się dzieje. Ja dziś nie pooglądam, bo niebo zasnute chmurami…

podzielacz

Ciągnąc swoją walizkę do hotelowej recepcji pomyślałam, że tak niewiele mi trzeba. Życie jest dziwne. Połowę dnia spędzam w pracy, w której najważniejsze jest posiadanie kartki, długopisu i kubka z kawą. W kolejnych godzinach towarzyszy mi walizka 40x30x20. W niej kosmetyczka, suszarka do włosów (bo te hotelowe zabrała już pierwsza fala covidowa), książka – kiedy jej nie mam, korzystam z tych dostępnych w hotelowej biblioteczce. Wychodzi na to, że najmniej czasu spędzam w domu, a w nim mam o wiele więcej rzeczy, z którymi nie potrafię się rozstać.

-Pani to chyba dużo jeździ po hotelach?- zapytała recepcjonistka – a w innych też są zmiany? – podsunęła mi do podpisania kartkę.

Kartki z oświadczeniem w różnych formach pojawiają się na początku każdej fali. Tym razem treść była bardziej rozbudowana, po raz pierwszy postanowiłam przeczytać dokładniej. Poza pytaniem o samopoczucie, kontakty i certyfikat była informacja, którą o mały włos bym przeoczyła…

-Przepraszam, proszę dać mi chwilę, muszę przeczytać – odparłam przesuwając się na bok i zagłębiając w treść.

Zza pleców wyłonił się właściciel hotelu, przechodząc wskazał palcem na kartkę i rzucił przed siebie nie zatrzymując kroku:

-Ogromny problem współczesnego świata -samotność! W południowym Sztokholmie w mieszkaniu znaleziono zwłoki mężczyzny, który zmarł około dwa lata temu. Obojętność, anonimowość, brak bliskich relacji między ludźmi – dokąd nas to zaprowadzi?- usłyszałam.

Właśnie dotarłam do akapitu oświadczenia, w którym napisano:

„Dyrekcja hotelu w trosce o dobro klientów obiektu wprowadza nowe zasady dzielenia się przestrzenią. Nowy trend ma być odpowiedzią na zabiegany styl życia, a także rosnący problem samotności. W trosce o najwyższą jakość oferowanych usług do Państwa dyspozycji dostępne będą jedynie pokoje 2-, 3- lub 4-ro osobowe. W momencie meldunku zostaną Państwo poproszeni o wypełnienie krótkiej ankiety, która pozwoli nam jak najlepiej dopasować współspacza o profilu jak najbardziej zbliżonym do Państwa preferencji.

Życzymy Państwu udanego pobytu. Dyrekcja hotelu oraz Zespół Dobrego Samopoczucia*

*Jak podkreślają inicjatorzy projektu „Naszymi głównymi klientami są obcokrajowcy: praktykanci, którzy korzystają z wymiany międzynarodowej, oraz menadżerowie wyższego szczebla, którzy przyjeżdżają do Polski do pracy. Są to również zagraniczni przedsiębiorcy. Przyjeżdżając do nowego kraju, najczęściej nie znają jego kultury oraz miejsc, gdzie mogą na przykład coś zjeść. Wspólny pobyt umili Państwu czas.

-Sama nie wiem- oddałam podpisaną kartkę – Korzystałam w innych miejscach z colivingu, ale żeby pokój? Nie mam sił na wypełnianie ankiety. Kogo my tu dziś gościmy? Niech mi Pani kogoś wybierze.

-Dobrze. Zresztą teraz mamy niewielu gości. Dwa pytania: woli pani kobietę, czy mężczyznę i pokój 2, czy 3-osobowy?

-Niech będzie mężczyzna. Szybciej wstaje i krócej korzysta z łazienki. No i dwójka. Nie lubię składów 3-osobowych.

Weszłam do „swojego” pokoju. Byłam w nim pierwsza. Trochę żal mi było tej niewielkiej przestrzeni, którą będę musiała się teraz dzielić. Nie czułam się samotna, bo jakby przebywałam w tym pokoju z parą zza ściany, która już od jakiegoś czasu swój pokój dzieli ze sobą. Dobrze się dogadują. Może byli pierwszymi testerami nowej usługi?

Wzięłam słuchawki i kolejny już raz dołączyłam do zespołu Trimar :

https://fb.watch/9lOCZOJ54o/

W pełni złe wiadomości

Wysoko Postawiony nie zauważył zbliżającej się pełni. Potrzebował sojuszników i poklepywaczy pleców. Odczekał, aż zrobię sobie poranną kawę i zaprosił do biura.

Poważnym tonem ogłosił przegraną, która miała nas nieuchronnie doprowadzić do zagłady. Po czym oddał mi głos, a ja na to:

– Nie można być takim mięczakiem i trzeba powiedzieć to innym. Albo bierzemy dupę w troki, albo pakujemy walizki. Zabieram swoją kawę i idę do pracy.

I nie poklepałam, a Wysoko Postawiony już wiedział, że lepiej do mnie nie podchodzić.

A potem nacisnął mi na odcisk kolega, który uważa, że uchodźcy planują przyjazd do Polski, by tu gwałcić (to tak w bardzo dużym uproszczeniu). I ręce mi opadły.

A potem już była seria złych wiadomości, a na koniec telefon z Sanepidu z informacją o kwarantannie mojego dziecka i Wysoko Postawionego też.

Nastał niedobry czas…

Niedziela

Dobrnęłam do końca długiego weekendu. Czas przeleciał mi przez palce. Nie zrobiłam nic. Nic kompletnie. Do tego nie odpoczęłam.

Próbowałam zrobić coś dla siebie. Skończyłam książkę, wzięłam udział w 2 koncertach jazzowych online, przeglądałam strony w sieci w poszukiwaniu pomysłu na życie. Wszystko na nic. Nie doznałam olśnienia ani podczas słuchania audycji na temat tego, jak w Norwegii walczy się o dobry nastrój, ani czytając w sieci skąd się bierze nieszczęście.

Gdyby ktoś popatrzył na mnie z zewnątrz, pomyślałby, że jestem jedynie jakaś rozleniwiona i rozkojarzona. Gdybym miała powiedzieć, czy to depresja- pokręciłabym przecząco głową. Jeśli miałabym odpowiedzieć co mi jest, powiedziałabym że się poddaję. Z białą flagą skaczę w przepaść.

Dlaczego? Bo znowu nie mam punktu zaczepienia. W pracy problemy i w domu problemy i z dziećmi problemy. Ciało protestuje. Boli.

Wysłałam mężowi na telefon ofertę sprzedaży działki, o której sobie marzę. To tylko marzenia… ale zapytałam „widziałeś?”.

– Kotuś! Nie oglądałem. Wiesz, że nie mamy pieniędzy, kredytu nie możemy wziąć, a najprawdopodobniej wpadłem w kłopoty i chyba swój kredyt będę spłacał do końca życia. Przecież widzisz, że od tego wypadają mi włosy! Powinnaś już szukać lepiej płatnej pracy!- warknął, a nawet krzyknął na mnie.

„Kotuś” sprowadziło mnie na ziemię w ułamku sekundy. Nie cierpię tego. „Kotuś” miało efekt bardziej mrożące, niż sprawa z finansami, o których się przy okazji dowiedziałam. Jasne, że każdy spadający z jego głowy włos wykrzykuje swój powód upadku. Oczywiście, że to moja wina, tylko nie powiedział tego głośno, bo mu nie dałam do tego okazji. Jak mogłam chcieć sobie z nim po prostu pogadać o bzdurach? Głupia jestem i tyle.

Nie taka głupia. Nie rozmawiamy ze sobą. Chciałam tylko sprawdzić, co na to mój mąż. Bo dokładnie wiedziałam, co na to mój Biurkowy Kolega. Usiedliśmy sobie któregoś dnia z kubkiem kawy podczas przerwy śniadaniowej. Ja pokazałam mu swoje marzenia, on mi swoje, a na koniec oboje stwierdziliśmy, że się dogadaliśmy i mamy wizję, której ani ja, ani on nie zrealizuje, ale przynajmniej samo surfowanie w marzeniach sprawiło nam wiele frajdy.

– Może gdybyś rozmawiał ze mną w domu, byłoby Ci łatwiej? Skąd mam wiedzieć, że masz jakiś problem?- odpowiedziałam mężowi. Tak naprawdę nie chciałabym słuchać. Zawsze jego praca była cięższa, trudniejsza i bardziej wymagająca. Zawsze groził, że ją straci, a ja będę musiała utrzymać rodzinę. Mi przy tym wytyka, że ja się w swojej zawsze dobrze bawię. I tylko za mało zarabiam.

Chciałam dołączyć do jakiejś grupy… Warsztaty szycia aniołów 220 zł, warsztaty świątecznych ozdób ceramicznych 200 zł… czas spędzony na pracy twórczej nie jest czasem straconym, ale…zawsze to kolejne godziny, podczas których nie ma mnie w domu. Pomyślałam, że takie pieniądze mogłabym przeznaczyć na kupno zestawu do wykonania biżuterii i pobawić się w domu. Ale zaraz dopadł mnie mąż, który zerkając zza moich pleców zbombardował mój pomysł mówiąc „Po co ci to? To bez sensu”.

Wszystko jest bez sensu… Wszystko bez sensu… Wszystko bez sensu…

Ale może od poniedziałku będzie normalnie? 🙂