Truskawkowy Księżyc

Zapraszam dziś na seans pełni księżyca i jego półcieniowego zaćmienia. Mam nadzieję, że niebo będzie dziś dla mnie łaskawe i nie zasłoni spektaklu kurtyną z chmur.

Na razie obserwuję, że pełnia odbiera co niektórym zdrowy rozsądek, rozum, innym zdrowie, a mi siłę na cokolwiek. A taką ma ta pełnia piękną nazwę. ..

Praga

Do Pragi pojechałam kiedyś sama, przy okazji pobytu w Karpaczu, czy może w Szklarskiej Porębie… Weszłam do biura turystycznego, wykupiłam wycieczkę z przewodnikiem (busem,jednodniową). Pamiętam, że mało co widziałam, bo musiałam biec wśród zatłoczonych uliczek i pilnować misia zawieszonego na kijku, który niósł przewodnik. Nie chciałam się zgubić, bo nikt by mnie nie szukał… Zapamiętałam, że trzeba iść prosto przed siebie z punktu A do punktu B. Postanowiłam, że jeszcze się tam wybiorę.

Kolejnym razem pojechałam tam z mężem, który mężem wówczas nie był, właściwie tam się dopiero poznaliśmy. Tym razem w Pradze byłam przez tydzień. Spałam w akademiku. Bez pośpiechu poznawałam miejsca, smaki i zwyczaje. Zakochałam się w Pradze. Ale ostatniego dnia chciano mnie aresztować…. 100 koron załatwiło sprawę (wówczas ok 10 złotych).

Potem byliśmy ze znajomymi. Nie było już tak przyjemnie, bo znowu zwiedzaliśmy w pośpiechu, a na dodatek do oblężonych knajpek nie chciano nas wpuszczać. Brak miejsc. Tak naprawdę wiedzieli, że młodzi Polacy wiele kasy nie zostawią…

Mimo to, że z celnikami czeskimi zawsze miałam na pieńku, to lubiłam podróże do Czech. Do Pragi chciałam wrócić, choćby dlatego by odwiedzić Muzeum A.Muchy.

Ale dlaczego wspominam Pragę? Dlatego, że teraz nie można buszować samemu wśród półek w bibliotece. Można książki zamówić. Zamówiłam więc książki niespodzianki.

Pani bibliotekarka (ona zawsze na dobrą rękę!) wybrała dla mnie „Osobisty przewodnik po Pradze” Mariusza Szczygła. Nie dość, że książka ciekawie wydana, to nie sposób się od niej oderwać. Nabieram przekonania, że do Pragi powinnam pojechać raz jeszcze- z tym właśnie przewodnikiem w ręku. A teraz wracam do lektury…

Drogie Dzieci

Dziś jest także Dzień bez Alkoholu. Proszę zatem świętować z umiarem!

Takie święto zostało uchwalone w Polsce w 2006 roku, a w uchwale czytamy:

Radość i szczęście naszych dzieci to najważniejsza z idei, o której winniśmy pamiętać zawsze, a szczególnie w Międzynarodowym Dniu Dziecka.

Zielone Świątki

Pamiętam czas, kiedy maj był majem… soczysta zieleń, kwiaty, zapach i magiczny stukot w szyby, kiedy majowe chrząszcze próbowały dostać się do oświetlonych wnętrz domów…

Może dlatego tęsknię za Kaszubami…a raczej za przeszłością…

Dziś mówię w innym jezyku. Teściowie wyrwali na moim skrawku zieleni całą dziką trawę, maki i inne badyle pozostawili gołą ziemię, a mąż, na niewyrównanej połaci ogołoconej z godności ziemi zasiał trawę gatunkową. Może podchodzę zbyt emocjonalnie, ale strasznie mnie to przygnębiło.

Nie mam więc sił na ścinanie tataraku, majenie domu, wspinanie się na pal, wieczorne swawole przy ognisku…

W wigilię Zielonych Świątek zostałam spalona na stosie…

Do poczytania dla chętnych O tradycji

Kolejność zdarzeń

Nie pomyślałam.

Z zamiarem zadbania o uzębienie dziecka dałam się namówić na zajęcie miejsca w fotelu stomatologicznym i przegląd. Młody twórca pięknego uśmiechu namówił mnie na wizytę – dzisiaj.

Ale dużo wcześniej wisiało na lodówce skierowanie na badania laboratoryjne. Stwierdziłam, że skoro dostałam je w marcu, to najwyższa pora, by się poddać testom na obecność cholesterolu i żelaza w organizmie. No i znaleziono oba pokłady. Z cholesterolu ucieszyłam się mniej.

Poszłam za ciosem do rodzinnego, potem na EKG, wróciłam po skierowanie do kardiologa, dostałam telefon do poradni. Zadzwoniłam, odebrano natychmiast i usłyszałam, że mogę przyjść za rok (mam nie tylko ładny głos, ale i zdrowy). Ozdrowiałam.

Poszłam do dentysty. Za 1,5 godzinny seans z panem higienistą i panem dentystą otrzymałam rachunek, po którym… mogłabym zadzwonić po karetkę.

No wiec gdybym najpierw poszła do dentysty, potem zawołała karetkę, byłabym już na oddziale kardiologicznym, omijając całą procedurę ze skierowaniem…

Następnym razem idąc do dentysty na wszelki wypadek pokażę mężowi, gdzie wisi czarna sukienka (juz ją powiesiłam w JEGO szafie) , bo z drugiego zawału wychodzi się dużo rzadziej.

Tymczasem dziś wieczór w tv „Zakochani w Rzymie”. Lubię. Za pierwszym razem byłam w kinie ja i jeszcze jakaś dziewczyna. Bileter powiedział, że muszą być trzy osoby, by seans się odbył. Już chciałyśmy się zrzucić na trzecią osobę widmo, ale jakaś pani z obsługi zdecydowała się wejść na salę. Dziś zobaczę po raz kolejny ten film, o ile nie usnę… kazałam kupić mężowi czerwone wino, bo podobno sercu kieliszek czerwonego wina nie szkodzi…