Kierunek Wschód

Wybrałam kierunek Wschód. Z ciekawości. Spotkało się to z kręceniem nosem ze strony kolegi, który zapytał: ” czy Ty Salmiaki MUSISZ zawsze wybierać jakieś zimne kierunki? Jak nie Północ, to Wschód?!”

Ale prawo wyboru, organizacji i wszystkiego, co się z tym wiąże oddano w moje ręce. A tak chciałam, żeby ktoś się tym zajął i wręczył mi bilet- to nie. Wszyscy zapracowani.

Dokąd tym razem? Na Wschód. Tam mnie jeszcze nie było. Padło na Wilno.

Mijając Augustów, gdzie leżał śnieg, czułam, że będzie kosa…

Mijając granicę usłyszałam, że było minus 9, ale będzie cieplej, nawet minus 1. Kolega zazgrzytał zębami. Za oknem zaczęły pojawiać się drewniane, litewskie domy… Nic nie zapowiadało, że może być pięknie.

Spacer po Wilnie rozpoczęliśmy od zwiedzania Cmentarza na Rossie. Smutne jest to, że jest on w takim kiepskim stanie…

Natomiast Stare Miasto mnie zachwyciło. Trzęsłam się z zimna, telefon nie reagował na dotyk moich zimnych palców i nie mogłam robić zdjęć. Żałowałam, bo zrobiło się słonecznie, a w tym słońcu pastelowe kamienice wyglądały pięknie.

Pilot wycieczki zaopatrzył nas w zestawy słuchawkowe, dzięki którym był doskonale słyszalny. Kiedyś trzeba było skupiać się na słowach przewodnika. Teraz nie…same płyną do ucha…lub tylko przez ucho przelatują… No więc minęłam Ostrą Bramę, potem cerkiew ze zmumifikowanymi trzema świętymi (?), potem kościół Św. Kazimierza (zapomniałam zobaczyć trzecią dłoń, która pomimo tego, że została zamalowana i tak się pojawiła), potem celę, w której więziony był Mickiewicz, Pałac Prezydencki, ambasadę Polski, zamek… A potem rozpoczęliśmy własną wycieczkę. Najpierw obiad. Cepeliny, inaczej kartacze. Piwo Litewskie- dobre! Grzane wino na deptaku. Wdrapaliśmy się na wzgórze, a dalej na wieżę, by zobaczyć panoramę miasta. Grzany kwas chlebowy. Ciemny chleb z kminkiem… A stragany kusiły! Ciasta, pieczywo, wędliny, sery, słodkości, ryby, zioła… Potem wyroby rękodzielnicze: wiązanki ziół, palmy wielkanocne, bukiety z suszek, budki dla ptaków i inne wyroby drewniane, ceramika, tekstylia, pamiątki, starocie… Znajomych wchłonął kaziukowy festyn, a ja z mężem ruszyłam na podbicie Republiki Zarzecze. Raj dla mojej duszy. To coś jak kopenhaska Christiania, albo ulica Lenona w Pradze lub też Montmartre w Paryżu… W takich miejscach, w których wszystko można dzieje się i czas płynie inaczej…

Kolacja z widokiem na główną ulicę, wieczorne odwiedziny Pani w Ostrej Bramie i szczęśliwy powrót do domu.

Baterie naładowane.

7 myśli na temat “Kierunek Wschód

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s