Dla ciekawych Krakowa

Kraków powitał nas deszczem i chłodem.

Weszłam do starej kamienicy zziębnięta i mokra. Sprzątaczka myła podłogę. Właściwie zastanawiałam się, czy ona ją myje, moczyć, czy tworzy nową mozaikę na posadzce…

Mąż zrobił mi niespodziankę – nasze mieszkanko ( całe 30 mkw) wynajął w kamienicy we wnętrzu podwórka. Muszę przyznać, że podwórko mokre od deszczu, z paprociami przy ścianie, wyłożone kocimi łbami szalenie mi się spodobało. I ta cisza. Oraz zagadkowy układ kamienic. Drewniany taras, na który padało słońce, kiedy tylko niebo się rozchmurzyło. A po drugiej stronie kamienicy potężna, bo sięgającą czwartego piętra ściana bluszczu i kwitnące rododendrony. Świetna lokalizacja, niezapomniany klimat, spokój… A wszędzie blisko! Nawet pyszne śniadanie można zjeść dwie kamienice dalej. Polecam.

Idąc po bajgle, zauważyliśmy Biuro Kopalni Soli „Wieliczka” na ul. Wiślnej w Krakowie. Bez kolejki nabyliśmy bilety i udaliśmy się na autobus przy Jubilacie, który od tej pory stał się naszym punktem orientacyjnym 🙂

W Krakowie wszyscy byli dla nas niezwykle uprzejmi i pomocni. Musiała rzucać się w oczy nasza małomiasteczkowość, bo na przystanku pani podpowiedziała nam, że nie musimy czekać na autobus, możemy jechać busem. Podpytała kierowcy, gdzie się zatrzymuje i poprosiła, by wysadził nas najbliżej kopalni 🙂 na miejscu jakiś mężczyzna dodatkowo zaoferował, że nas poprowadzi 🙂

W kopalni tłumy. Wycieczka za wycieczką (bo deszcz, to wszyscy do kopalni). Podobno tłumy są też w czasie upałów, bo wówczas można ochłonąć. Najpierw zejście schodami, a potem długa trasa korytarzami kopalni w dość szybkim tempie. Niezłego zamieszania narobili Japonczycy, którzy musieli wszystko sfotografować, więc zatrzymywali się na dłużej i powodowali zakorkowanie tras 🙂

Ja odświeżyłam sobie obraz kopalni sprzed chyba 25 lat, choć teraz wygląda ona inaczej – ładniej. Młodszy kupił sobie solną lampkę ( tak wiem, to nie sól z Wieliczki), a starszy koniecznie pamiątkę, by pokazać kolegom, gdzie był.

O 21.00 odcięło nam prąd i ruszyliśmy do łóżek.

Kolejny dzień przywitał nas słońcem. Ruszyliśmy na podbój Krakowa. Jeden dzień, to mało, ale i tak udało nam się wiele zobaczyć.

Chłopcom bardzo podobało się Collegium Maius. Ogród, zabudowania, zegar…

Pod Wawelem młody, energiczny chłopak (tu nie dam namiarów, meleksów jest wszędzie zatrzęsienie- ten chłopak lubił Kraków, poruszał się energicznie, by jak najwięcej pokazać, był sympatyczny) zaproponował nam wycieczkę po Starym Mieście meleksem. Nogi mogły odpocząć, a dla dzieciaków była to też niezła atrakcja. Słuchali w słuchawkach opowieści i informacji o zabytkach. Podobało nam się tak bardzo, że zgodziliśmy się wynająć Pana (mama też lubi spełniać swoje marzenia 😉 ) na kolejną wycieczkę, tym razem po Kazimierzu. Pięknie tam!

Zjedzenie obiadu typowo polskiego- graniczyło z cudem. Wszędzie rezerwacje dla grup. Ale nie jest drogo. Tylko – co nas zaskoczyło- wszyscy preferują płatność gotówką! My pierwszego dnia gościliśmy w Gospodzie Koko- lokal warto zobaczyć i zejść na dół do piwnic. Jedzenie? Zupa smakowała, ale drugie mi nie podeszło… Kolejnego dnia byliśmy w Barze Mlecznym- tam się nic nie zmienia. Ale leciała mi ślinka na widok dań na Kazimierzu, gdyby dzieci były wszystkożerne- kto wie, czy bym się tam nie zatrzymała.

Po tym, jak zwiedziliśmy Wawel- oraz smoczą jamę (niektóre dzieci się bały)- odpoczęliśmy od upałów na godzinnym rejsie spoglądając na miasto raz jeszcze, tym razem od strony wody.

A wieczorem kolejna wyprawa na miasto… Było chyba bardziej tłoczno i głośno, niż za dnia. Moje małomiasteczkowe dzieci tego nie znają- żyjącego miasta nocą. Poczuły wakacje i nie chciały wracać. My też nie.

A lody bezowez malinami to podobno można kupić także w sklepie.

W Dzień Dziecka wiele atrakcji oferowało lotnisko w Krakowie. Dzieci cieszyły się z waty cukrowej, popcornu, możliwości zwiedzenia lotniska, wystawiono wszystkie pojazdy, które obsługują lotnisko, można było otrzymać bilet na lot, np do Chicago 😉 itd… A w Szczecinie cisza… Nikt o dzieciach nie pomyślał.

A lot? Ze startem sobie radzę, z płaczącymi dziećmi w samolocie mniej, a podczas lądowania denerwuję się trochę… Ale lot trwa tylko godzinę, a podróż innym środkiem komunikacji cały dzień…

Ps. Znalazłam coś extra
na innym blogu

9 myśli na temat “Dla ciekawych Krakowa

  1. dziekuje! na pewno skorzystamy z wycieczki meleksem, no chyba, ze sie nie zalapiemy. i bede szukac tych lodow, ale nie w sklepie 🙂 mamy jeden dzien na Krakow. malo, ale co zrobic kiedy trzeba zjechac z polnocy na poludnie (sciana wschodnia), potem Krakow, Zakopane i Warszawa na koniec? a na wszystko TYLKO 2 tygodnie?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Na lody trafiliśmy przypadkiem w Galerii Krakowskiej przy Dworcu Głównym, bo w ostatniej chwili przypomniało mi się, że muszę kupić soczewki 🙂

    Polubienie

  3. Prawie pozazdrościłam Ci wrażeń, ja mam je niemal na co dzień, ale teraz przypomniał mi się nocny spacer…. grudniowy, sprzed kilku lat, kiedy towarzyszyły mi podobne odczucia; łaziłam po Krakowie i odnajdywałam skojarzenia z czasów, kiedy Rynek był pusty, a pod Adasiem nikt! nie siedział 😊kocham to miasto, ale coraz częściej mysle, że nie to prawdziwe, dzis, tylko ze wspomnień. Co nie jest niczym zaskakującym, zapewne:)
    Pozdrawiam z Wrocławia 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s