Co w trawie piszczy…

Siedzę i podglądam sekretne życie kaczki. Wcześniej podglądałam sekretne życie ryb, choć pewnie to one mnie pierwsze zaczęły obserwować.

Zanosi się na deszcz, zapowiadano burzę.

Burza to jest od wczoraj w moim umyśle.

Trochę mam pietra, że się znowu wszystko posypie. Bo w pracy ciężej, choć Wysoko Postawiony zaciska zęby i pomija milczeniem wszystkie moje ostatnie niedociągnięcia. Nawet uśmiech skieruje w moją stronę… Ba! Nawet chce mi kupić nowy telefon służbowy, a do tego PYTA, w jakim on ma być KOLORZE! Boże!

Mimo to złożyłam swoje CV na pakowacza paczek. Naciskając enter miałam łzy w oczach, bo dotarło do mnie, że tak naprawdę tego nie chcę. Robię to dla synów, dla męża, dla choroby. Nie, dla siebie nie. Wysłałam i sprawdzam co jakiś czas, czy przyszła odpowiedź. Pewnie nie nadejdzie. Kto by chciał pakowacza paczek z wyższym wykształceniem…. Sama ostatnio czytałam takie CV, kiedy to prawnik chciał zostać kierowcą, a ekonomista monterem. I nawet tego ekonomistę z angielskim przyjęłam, ale niestety zbyt dużo czasu poświęcał na myślenie, a za mało na pracę fizyczną. A rozmowa kwalifikacyjna? Wcale się jej nie boję, Martwię się tylko w co ja się na nią ubiorę, bo pewnie będzie oczekiwany strój, jak na blue collar worker przystało, a ja w szafie mam już tylko kolorowe sukienki, bo miałam już serdecznie dość bialo- czarnych lub granatowych korpo-mundurków.

A w domu czuję się jak wół. Zaczęłam notować wszystkie, niemalże codzienne niedyspozycje mojego meza na kalendarzu przyczepionym do lodówki. Sądziłam, że skoro nie slyszy- może przeczyta i zauważy, że albo jest lekomanem, albo hipochondrykiem, albo zacznie się leczyć. Przecież do lekarza lubi chodzić tak samo, jak do apteki… Nic chyba nie pomogło… A może? A może to, że dziś umył podlogę to skutek tych moich notatek? Nie wiem, bo chyba od miesiąca prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Ktoś z zewnątrz pewnie by powiedział, że nie rozmawiamy ze sobą od paru lat. W domu nie ma jednak kompletnej ciszy. Pozostała komunikacja na niezbędnym poziomie. Na minimalnym. Już nikomu to nie przeszkadza, ale on sobie z tego nie zdaje sprawy, że stracił kontakt. Nawet nie chce mu się przeczytać wiadomości wysłanej na telefon…

A ja potrzebuję skrzydła, które mnie osłoni.

O TkO od 3 miesięcy i 22 dni nie mam informacji. Przestał niespodziewanie przecinać ulice, którymi uczęszczam. Nie ma go w miejscach, w których bywał właściwie regularnie. Nie dzwoni przypadkiem, nie wysyła maili z prośbami o pomoc w sprawach urzędowych, nawet jakby przestał istnieć w sieci… Podobno u niego wszystko OK. Zniknął.

Tydzień temu słyszałam znowu Coma- Spadam. I znowu mi się to kołacze po głowie.

8 myśli na temat “Co w trawie piszczy…

  1. Czytam i widzę siebie sprzed 4-5 lat. Może będziesz mądrzejsza niż ja. A może wszyscy popełniamy takie same błędy… Sama wiesz, co dla Ciebie najlepsze i niestety sama musisz o to zadbać

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też mogę Cię przytulić. Nic że wirtualnie. U mnie za to odwrotnie. Za głośno i też nic nie dociera. Jakies to wszystko poplątane . Czasem marzę o planecie kobiet. Chociaż ten pomysł już nie nowy. ❤❤

    Polubione przez 1 osoba

  3. Tak, zauważyłam już, że ciężko jest się pozbierać. Dobrze, że to zaakcentowałaś.
    Ale czy ja jestem twarda? Może po prostu w inny sposób daję upust swoim emocjom. Bo wydaje mi się, że twarda byłam kiedyś i to doprowadziło do tego, że pękłam i się rozsypalam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s