Ziemniaki

Ostatnio przejeżdżając przez tereny wiejskie, mąż wskazał palcem- O! Pole ziemniaków!- zwrócił się do naszych dzieci.

Przypomniały mi się wyjazdy na wykopki. Jechaliśmy ze szkoły autobusem na pole. Tam czekali na nas wojskowi. Wybieraliśmy wykopane ziemniaki, wrzucaliśmy do koszy, a żołnierze przenosili je i przerzucali zbiory na przyczepy. W przerwie była rozdawana bułka z kiełbasą i kawa zbożowa, która tam smakowała wyśmienicie. Wręcz nieziemsko!

Pamiętam tą szarość dnia, zapach mokrej ziemi, chłód. Ale też naszą radość, bo był to dzień bez lekcji. Czasem ktoś oberwał ziemniakiem i było dużo śmiechu.

Popatrzyłam na moje dzieci. Oni? Na wykopki? Mieliby tam dostać bułkę z kiełbasą i kawę z wielkiego metalowego gara??? Już słyszałam w głowie głos oburzonych rodziców, że się dzieci pochorują, gdzie sanepid, kto za to bierze pieniądze…

A zaraz potem uzmysłowiłam sobie, że moje dzieci nie wiedzą, czym jest ziemniak. Tak, miały rysunek w książce. Owszem- kupują w sklepie i uwielbiają ziemniaczki. Tak- znają słowo bulwa.

Ale… Nie zdawały sobie sprawy gdzie rosną i jak właściwie wyglądają…

Co za dziwne czasy…

17 myśli na temat “Ziemniaki

  1. Ja jestem dzieckiem miasta. Nie mam wspomnień z wykopków i sianokosów. Nie jeździłam na wozie i nie spałam na sianie jak moja mama czy choćby niemąż. Jeżdziłam do cioci na wieś ale w góry, gdzie były owce. I mnie się wieś z owcami kojarzy. Z kozą która chodziła za ciocią jak pies i potrafiła zjeść zarówno miotłę jak i szmatkę wiszącą na płocie 😂

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Wiosną było zbieranie kamieni z pola. Jesienią ziemniaki. A chleb z kiełbasą albo pasztetem. Do dziś pamiętam ten smak.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Przynajmniej Twoje dzieci wiedza jak wyglada ziemniak w stanie surowym; zakladam, ze nawet wiedzialyby jak i gdzie kupic. Jedna z tutejszych mlodych jednostek (ok 20lat) nie poznala ryzu, bo przynioslam w malej torebce, nieugotowany:)

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Ja też się załapałem na szkolne prace polowe. Zarówno w wiejskiej podstawówce, jak w szkole średniej w wojewódzkim mieście. Zakres prac był różny w różnych latach. Były ziemniaczane wykopki, sadzenie lasu, obcinanie liści wykopanych buraków, zbieranie kolb kukurydzy, wiązanie lnu. Raz trafiła się akcja pozarolnicza – całodzienne czyszczenie starych cegieł. Atrakcjami były w tym wszystkim: nieobecność w szkole, koleżeńskie wygłupy, świeże powietrze, kawa zbożowa z 50-litrowego termosu, bułki z pasztetówką, kiełbasą, żółtym serem, grochówka w wojskowego kotła. Największym minusem były zaś pęcherze na dłoniach, które pojawiały się przy niektórych pracach.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Zawsze sobie zadaję pytanie: A co nasze dzieci będą wspominać?
    Pewnie coś na pewno, ale przypuszczam, że będzie to dla mnie taką samą abstrakcją, jak dla nich moje wspomnienia.

    Polubione przez 1 osoba

  6. U nas był Państwowy Sad, wiosną chodziliśmy zbierać gałązki po przycinaniu drzewek, a jesienią zbieraliśmy spady jabłek (nawet każdy mógł coś tam do domu zabrać). I w sumie mimo jakiegoś zmęczenia to było fajnie 🙂 Teraz, masz rację, nie do pomyślenia bo przecież części dzieci (lub może rodziców) korona by spadła 😉

    Polubione przez 1 osoba

  7. Moja młodość tego rodzaju to chyba dwa razy sadzenie lasu i przynajmniej dwa razy wykopki.
    Las jest już bardzo wyrośnięty, co napawa mnie wielką dumą ilekroć tam jeżdżę. Miałem okazję pokazać to chyba raz dzieciom, ale miałem wrażenie, że nie bardzo rozumiały mojego zachwytu. Po tych pracach zawsze były odciski na rękach, bo chłopcy mieli za zadanie obsługiwać klin do robienia zagłębień w ziemi. Dziewczyny zajmowały się sadzonkami. Nie pamiętam dziś, co jedliśmy, ale pamiętam, że jeździliśmy lokalnie w lesie na przyczepie ciągnika. Dziś niewyobrażalne.
    Natomiast wykopki to była inna bajka. Mieliśmy nawet ziemniaki pieczone w ognisku na koniec tych prac… Co innego jedliśmy, nie pamiętam. Pamiętam za to bezkres tych poPGRowskich pól, wiatr, doświadczenie jakiejś nieskończoności na tych polach. Pamiętam, jak ktoś w przerwie śpiewał piosenki Cohena, jak dziewczyna ze starszej klasy w której się podkochiwałem, wystawiała twarz do słońca, a jej włosami bawił się wiatr…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s