G.

Grzesiu zmarł w 2009 roku, w wypadku samochodowym. Niedługo po tym, jak po 10 latach poszukiwań odnaleźliśmy siebie… Wówczas powiedziałam mu to, co przez te 10 lat chciałam mu powiedzieć – że nie przysłał mi kartki na urodziny, choć obiecał.

Odkąd jestem na Woodstocku spotykam Grzesia w swoje urodziny. Ja wiem, że to zabrzmi głupio i infantylnie. Ja wszystko rozumiem…

W tym roku pojawił się znowu… i mówcie mi, co chcecie – ja po prostu wiem, że to on. Wiem to.

Tym razem udałam się na koncert nieznanego mi zespołu, udało mi sie zająć dobre miejsce pod dużą sceną. Reggae – pobujam się jak na Jamajce, na spokojnie -pomyślałam. Nadciągał niesamowity tłum, ktoś powiedział, że już się stąd nie da wyjść. Wszędzie taki tłum… Zaczęło się. Kiedy usłyszałam „jump, jump, jump”, a moje nogi przestały mieć kontakt z gruntem, pomyślałam, że nie dożyję tych swoich urodzin. To nie było rege.

Zginiemy! – krzyknęłam do jakiejś dziewczyny z boku, a w myślach dodałam – o matko! jaka ja głupia jestem, skończę w wieku 43 lat na rockowym koncercie i nie zostanę zapamiętana, nawet jako legenda rocka…

Ona bezsilnie wskazała tylko, że wybrała się w klapkach (!) na ten koncert…

Na całe szczęście jakiś mężczyzna zaczął przemieszczać się przez tłum, a mi się udało do niego przykleić i tym sposobem dostałam się na festiwalowy obszar, w którym można było stanąć na własnych nogach, a nawet oddychać.

Muzyka okazała się ciekawa, trafiła w mój gust. Zaczęłam tańczyć, okoliczne osoby też.

Znowu to poczułam. Za moimi plecami był ktoś, kto bardzo dobrze się bawił, ale też miałam wrażenie, że chce zwrócić na mnie swoją uwagę. Nie miałam ochoty zawierać nowych znajomości. Północ. Miałam na sobie czarną czapeczkę z daszkiem, który przysłaniał moje oczy. Jego córeczka w wieku ok 8 lat zaczęła mi się przyglądać, a ja jej – bo mała tańczyła rewelacyjnie. Czułam, że on też. Zrównał się ze mną i zaczęliśmy w tym tłumie tworzyć trójkę. Wiem, to niemożliwe, by nawiązać z kimś w tłumie kontakt nie nawiązując go. Byliśmy razem, czułam się z tym dobrze. W końcu nie wytrzymałam i spojrzałam na niego. Jak wygląda mężczyzna, z którym tańczę już od godziny?

-o Jezu!- wyrwało mi się, mam nadzieję, że nie na głos – jego oczy. To były jego oczy. Chciałam zatrzymać się na nich na dłużej… chciałam w myślach powiedzieć, że wiem, zauważyłam, że…

Uciekłam. Zresztą chyba wówczas skończył się koncert. Nie oglądałam się.

W tym momencie dostałam wiadomość od KK „jestem”. Szalenie się ucieszyłam, KK nie widziałam od dwóch lat. Przyjechał – tak wpadliśmy sobie w ramiona, że aż mnie podniósł do góry i nie chciał puścić. Bałam się, że jego dziewczyna będzie nam miała za złe, ale nie – tym razem pozwoliła nam się bezkarnie wyściskać 🙂

*****

cytuję stary wpis z poprzedniego bloga… nie będę edytować…

Młodość. Letnia noc. Siedzimy na plaży. Dłonią można wyczuć ciepło zgromadzone za dnia w małych ziarenkach piasku. Równomierny szum morza nadaje rytm biciu serca. Aromat soli morskich miesza się z żywiczym zapachem sosen.

Siedzimy oparci o siebie i spoglądamy w niebo z nadzieją ujrzenia spadającej gwiazdy. One spełniają życzenia.

Intensywnie myślę, które z życzeń chciałabym, by zostało spełnione. Odszukuję w pamięci te, które już wymawiałam biegając z wodą w ustach wkoło studni, wrzucając monety do fontanny, czy klęcząc w miejscach sakralnych – by ich nie powielać…

W głowie pojawiają się myśli – „zostań” , „nie- to niemożliwe”, „ciekawe, o czym on myśli?”, „myśli o domu?”, „nie mogę myśleć o nim, obiecałam”, a może by tak zaryzykować?

– Nie spadają. Nie wiem czy to właśnie nie jest dla mnie szczęściem… Mówi się – ostrożnie z marzeniami… – przerwałam ciszę.

Westchnął – Pamiętaj, warto marzyć. Może to jeszcze nie czas. Popatrz, jaka piękna jest dzisiaj Droga Mleczna. To, co widzimy to granica świata żywych i krainy śmierci. Dusze pokonują daleką drogę, mówi się, że najpierw pokonują wodę, muszą płynąć wpław, by zapomnieć o wszystkim. Oczyszczają się z szaleństwa i przygnębienia, nabierają mocy witalnych. Stają się lekkie i ulatują w stronę nieba, by zatrzymać się w raju, to tam – na końcu Drogi Mlecznej. Droga, jak widzisz jest długa, a dusz jest bez liku. Każda duszyczka otrzymuje małą latarenkę, by nie błądzić… Tłoczno na tej Drodze Mlecznej… i pięknie… Niektóre dusze wracają na ziemię, przylatują pod postacią ptaków…

Pamiętam, że mówił długo i przejmująco. Podążałam za jego palcem po mapie nieba. Odwiedzaliśmy gwiazdy, gwiazdozbiory… Nikt inny nie potrafił tak opowiadać, jak on.

Od pewnego czasu, kiedy widzę nocne niebo, szukam Drogi Mlecznej i wypatruję go wśród nieskończoności gwiazd. Gdybym biegle znała alfabet Morse’a, jak on – pewnie znaleźlibyśmy sposób, by powiedzieć sobie „dobranoc” mrugając latarenką.

 

12 myśli na temat “G.

  1. Mam problem z wchodzeniem na Twojego bloga i nie tylko Twojego. Problemy techniczne jakieś. Ale się udało tylko droga bardziej skomplikowana.

    Polubione przez 1 osoba

  2. W moim zyciu bylo sporo dziwnech zdarzen, mozna by powiedziec, ze takich z pogranicza zjawisk paranormalny … nic dla mnie nie jest dziwne.
    Problemy z wejsciem na bloga w WordPress zglosila mi jedna z moich czytelniczek, ona pisze na bologgerze, potem okazalo sie, ze inne osoby majace tam blogi rowniez maja problem z wejsciem na moj blog, moga to zrobic tylko przez google. Nie wiem o co chodzi, nie znam sie na tym ….

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s