próba sił

Pora obiadowa i prosty plan.

Wsiąść w auto, pojechać do restauracji na obiad. Zjeść tam drugie danie, a zupę zabrać na wynos. Jeśli zupy nie uda mi się zjeść następnego dnia, chętnie zjadają ją pracownicy.

Podjechałam. Wysiadłam. Kliknęłam pilota, by zamknąć zdalnie auto, a wraz z kliknięciem pojawił się obok mnie mężczyzna.

– Pani Kochana, Pani się na momencik zatrzyma i posłucha. Bo my nie chcemy pieniędzy ani nic nie chcemy. My się pogubiliśmy i jedziemy do Kłodzka, tylko nie mamy pojęcia, jak się tam dostaniemy…- zagadał mężczyzna.

No Panie, ja też pojęcia nie mam– prowadziłam wewnętrzny dialog, bo mężczyzna miał jasno zarysowany plan i nie dopuszczał mnie do słowa.

-Pani Kochana, jakby Pani tak zorganizowała mojej żonie jakąś zupę, bo żona głodna – wskazał na kobietę siedząca na ławce.

Oj, Pani, Pani to rzeczywiście przesadziła – rzuciłam szybko wzrokiem na kobietę w pełnym makijażu, która roztrzęsioną dłonią usiłowała trzymać w ustach papierosa.

Poszłam w stronę restauracji. Zastanawiałam się, czy ja w ogóle odezwałam się do mężczyzny słowem, czy tylko niewerbalnie dałam znak, że rozumiem? Bo cały czas mnie zastanawiało, skąd on wiedział i czy rzeczywiście mógł wiedzieć, że zupę będę miała w drodze powrotnej, idąc do auta… W restauracji zjadłam obiad patrząc na zupę w styropianowym pojemniku. Zupa, jak zupa. Dzisiaj ryżowa. Mogłabym im dać, podzielić się, poratować, nawet, jeśli historia o zgubieniu drogi jest prawdziwa, czy też nieprawdziwa… Ryżowa nie należy do ulubionych, choć mało kaloryczna, to dobrze dla mnie, dla nich gorzej…

Wczoraj było takie kazanie w kościele. O tym, że nie można być głuchym, że trzeba się dzielić, bo można znaleźć się w piekle. Przewracałam oczami na kazaniu ze zdumienia, jakie to historie mogą się przytrafić i że jak się już trafi poza bramy tego świata, to powrotu na Ziemię nie ma, by zmienić swoje zachowanie i odkupić winy.. i można się smażyć w piekle… A tu taka historia z zupą… Z moją zupą! Co robić…? Oddać zupę, dzieląc się z potrzebującymi, czy zostawić zupę na czarną godzinę, kiedy to ja jutro będę w potrzebie. Iść do nieba, czy smażyć sie w piekle i za jakie grzechy?

Miałam plan – upchałam styropianowy pojemnik z zupą w mojej damskiej torebce, przeszłam na drugą stronę ulicy, podeszłam do samochodu od tyłu i wsiadłam nie patrząc na mężczyznę. Udałam, że zapomniałam o zupie, bo przecież tak długo jadłam drugie danie, że zapomnienie przeze mnie było wysoce prawdopodobne. Odjechałam.

Dwa tygodnie temu, w innym miejscu, ale w tym samym mieście i też przy restauracji, podszedł do mnie mężczyzna i mówiąc biegle po niemiecku oznajmił, że ma euro, ale tylko bilon mu został i za mało, by sobie kupić cośtam (powiedział, ale wiedziałam, że chce piwo lub papierosy) i czy ja bym mu dołożyła. Też nie wiem, czy zdążyłam coś odpowiedzieć, czy tylko pokiwałam przecząco głową, kiedy to podszedł do mnie jego kolega i poprawną polszczyzną powiedział „Przepraszam Panią za kolegę, bardzo przepraszam”. Pamiętam, jak wsiadłam wtedy do samochodu i zastanawiałam się co mnie zdradziło lub co ich wprowadziło w błąd… i czy ja byłam na tyle niegrzeczna, żeby nic nie odpowiedzieć w żadnym języku?

Ostatnim razem dałam dziadkowi kasę, bo brakowało mu, by wykupić receptę. Nie wiem, co mu ten lekarz przepisał, ale dziadek nie przeżył takiej ilości alkoholu…

12 myśli na temat “próba sił

  1. Zawsze wystarczy sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. I wcale nie chodzi tylko o żebranie. Chodzi o każdą ludzką sytuację. Być dla innych takim jak by się tego oczekiwało od innych.
    Nic więcej i nic mniej!
    To odpowiedź zarówno dla tych co ” nigdy nie daję”, jak i dla tych którzy dają się naciągać pijaczkom.
    Bycie człowiekiem nie powinno boleć! 😻

    Polubienie

  2. Ja z tych co nie daja pieniedzy, JUZ nie daja nauczeni zlymi doswiadczeniami.
    Dokladam do recepty czy w spozywczym, dzieciakom albo staruszkom, tu sie nigdy nie zawiodlam. Do konca zycia nie zapomne miny 8-moze 9 latka ktoremu zabraklo na slodka buleczke – kupowal chleb, olej, cos tam jeszcze… – niosl te bulke w reku jak skarb jakis…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kiedyś zrobiłam wpis na ten temat. Mój poziom agresji skacze jak na trampolinie w takiej sytuacji. Ale jak ktoś mi mówi, że jest głodny to mięknę jak serek topiony w słońcu. Wtedy zaczyna się walka rozumu ze współczuciem.
    Na ogół kupuję bułkę i coś jeszcze.
    Sytuacja z ostatnich zakupów. Największe centrum handlowe w wielkim mieście. Na parkingu od strony sklepu LM podchodzi mężczyzna i prosi o kupienie posiłku dla siebie i siostry. Mówi, że od trzech dni jedzą tylko bułki suche a noc zapowiada się chłodna. Przystanęłam i mówię, że chętnie ale tu przecież nie ma sklepu. A on na to Jak to przecież na terenie galerii są trzy trzy strefy restauracyjne.
    ???
    Dlaczego głodny nie stanie przy barze mlecznym? Wie, że z zakupami nie będę się z nim cofać kawał drogi do restauracji. Wie, że jeśli zmięknę to dla własnej wygody dam mu żywą gotówkę.
    Nie zmiękłam!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Nie chcę Ciebie martwić, ale żebranie „na receptę” to u nas codzienność. Kiedy po raz pierwszy się z tym zetknęłam chciałam zwyczajnie po ludzku pomóc, ale pani potrzebowska nie chciała pójść ze mną do apteki, ale bym dała jej „ze 100 zł, bo leki drogie”. Wzmogło to moją czujność, więc następnym razem, śledziłam pana z receptą (wiem, że to nieładnie, a innego sposobu nie było, a pan stał pod apteką). Po pół godzinie podjechało autko, a pan wsiadł i odjechał.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Jeszcze żeby to żebranie rzeczywiście dotyczyło jedzenia, ale jak zbierają kasę, to raczej na alkohol, a jeśli naprawdę na jedzenie, to po to, żeby było zagrychą do alkoholu.
    Ludzie naprawdę biedni szukają pomocy inaczej.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Każdy przerabiał podobne historie. Każdy dał się naciągnąć na kasę lub zakupy, które po wyjściu ze sklepu lądowały w koszu na śmieci. Na kilkadziesiąt historii tylko raz zdarzyło mi się, kiedy kobieta z wdzięczności za chleb i coś do chleba całowała po rękach, a po łapczywym jedzeniu dzieci widać było ich głód.

    Cóż, każdy działa według swojego rozumu. Lub intuicji.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Na Kubie naciągnęli mnie na mleko skondensowane… Że dla dziecka, że nie ma dla zwykłych Kubańczyków… Nakupiłem za trzydzieści CUC-ów (tyle samo dolarów). Potem się dowiedziałem, że to tradycyjny sposób naciągania turystów. Mleko sprzedają taniej, ale i tak zarabiają. Przynajmniej intencje miałem dobre:-)

    Polubione przez 1 osoba

  8. Dawałam grajkowi z psem z zaznaczeniem, że dla psa. Nie chodzę już tamtędy i nie wiem czy jeszcze tam jest. Ostatni raz dałam gdy ten ktoś wziąwszy monetę zatoczył się i chuchnął… brrr . Od tego czasu nie. Na konkretną osobę, na zwierzaki – ale w sprawdzone miejsca, fundacje.
    Jedzenia nikt nie chce, każdy pieniądze. Niestety, na alkohol najczęściej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s