jesień

Znikam, zanikam, umykam… ale jestem.

Drobne zawirowania zdrowotne, brak weny i czasu są tego powodem. Jesień nastraja refleksyjnie, niekoniecznie wszystkie moje myśli chcą ujrzeć światło dzienne.

***

Oglądając film a to jeden, a to drugi… notowałam sobie ołówkiem na kartce papieru wyrwane myśli „to była prawdziwa uczta dla zmysłów i ciała”, „jesteś kolekcjonerem kobiet?”, „nie potrafił dawać miłości, ani jej brać”, „niemoralna propozycja- przyjąć?”, „zdrada”, „rozkochanie”, itd… Czasem tak mam, że zapisuję myśl na kartce… potem kartkę gubię, a myśl zapominam… Tym razem jednak zapisałam i od razu zapomniałam porzucając kartkę na stercie z prasą… Kiedy mi się przypomniało? Podczas wejścia teściowej do domu. Ona w progu, a ja do gazet – przeglądając, gdzie jest kartka, która może świadczyć o tym, że otrzymałam niemoralną propozycję, zdradziłam i kocham innego w zatraceniu. Ona zawsze czyta wszystko i zawsze wie lepiej… I pilnuje mnie ogromnie, choć chciałaby, żebym nie była żoną jej syna.

Już raz była w rodzinie taka sytuacja, że Ta, która Wiedziała Wszystko, przeszukała męskie kieszenie (podobno prawo zezwala na to wkładając spodnie do pralki), odnalazła miłosny list i rozpętała wojnę… Działo się! Leciały gromy, przeszedł tajfun, gradobicie, ale wszyscy, choć poobijani wyszli cało. Zawsze się zastanawiałam, jak też mógł wyglądać ten list… Jak był napisany? Czy wart był tej wojny?

…Teściowa jest u mnie z dłuższą wizytą… a teściowi się ostatnio wyrwało, że chciałby u nas zamieszkać, gdybyśmy mieli o dwa pokoje więcej… dobrze, ze nie ma możliwości dalszej rozbudowy…

***

Poza tym chodzę na długie spacery. Generalnie jesień jest piękna, ale jak widzę na ścieżce rodzinę na rowerach, rodzinę karmiącą łabędzie, zakochaną parę (i to niekoniecznie w wieku młodzieńczej miłości) i moje na ścieżce samotne ślady, to stwierdzam, że ścieżka ma swoje wady. A jak przekraczam próg domu, dochodzę do wniosku, że wadliwa jest nie ścieżka, a to, jak zbudowałam własny dom…

***

Mąż przytargał wczoraj zakopane za siódmą górą i siódmą rzeką nasze zapomniane albumy ze zdjęciami. Pech chciał, że wzięłam najmniejszy, a ten (o czym totalnie zapomniałam) zawierał najbardziej kompromitujące mnie zdjęcia z przeszłości z moim do nich komentarzem. A to mnie z tłuczkiem do mięsa, niezdarnie robiącą pierwszą strawę dla męża z dymiącym garnkiem w tle… a to zdjęcie w półśnie w artystycznym ułożeniu ciała, zrobione przez ukochanego… a to moją minę, zaraz po wyjściu od fryzjera (od razu kazałam się wtedy wieźć do domu i nie wychodziłam z niego przez dwa dni, choć miałam iść na spotkanie towarzyskie) itd… Pomimo śmiesznych komentarzy, stwierdzałam, że nie miałam łatwo. Chciałam wrzucić album do kominka, bo nie powinno się przechowywać takich zdjęć, ale wrzuciłam do kartonu- ku przestrodze dla potomnych… Potem przewertowałam inne zdjęcia. O ile wspomnienia zwiedzanych miejsc przywodziły na myśl pogodne myśli, o tyle za swój wygląd na fotografiach nie mogłam wiecznie obwiniać fotografa. Coś ewidentnie nie grało… Zdałam sobie wówczas sprawę, dlaczego zakopałam albumy. Zawsze mam nadzieję, ze jak zerknę na zdjęcia z perspektywy czasu, to przynajmniej będzie śmiesznie. A nie jest…

Ale jedno zdjęcie wywołało uśmiech na mojej twarzy i szalenie się cieszyłam, że przetrwało. Zdjęcie moich trzech przyjaciół. Jednym z nich był mój pierwszy niemąż, drugim mój obecny mąż, a trzecim nałogowy zjadacz moich kopytek, któremu oddałam swój pierścionek zaręczynowy i jak na niego krzyknęłam, to mnie słyszano w całej dyskotece pomimo podkładu muzycznego- wiem, bo barman zabił brawo… Zerknęliśmy z mężem na to zdjęcie wzdychając refleksyjnie do minionych czasów, które niestety nie wrócą… A jacy oni byli młodzi!

***

A dzisiaj zamawiałam sobie prezent przedgwiazdkowy. Powiem mężowi, żeby mi nie szukał już prezentu. Na pewno zresztą zapomni do świąt, ale jak coś – to mu mówiłam. Zadzwoniłam do Pana Artysty i poprosiłam o coś dla siebie. On na to – eee…. a dlaczego tak? To może niech Pani kozę przygarnie. Kozy to bardzo towarzyskie zwierzęta, mają dobrą energię. Zachęcam.

  • Dobrze Proszę Pana, biorę Kozę! Przekonał mnie Pan!

Czekam zatem na kozę z niecierpliwością. Stwierdziłam, że kupowanie sobie prezentów niespodzianek, to straszna frajda 🙂 Bo przecież to nie kot w worku, tylko koza 🙂

 

 

 

 

26 myśli na temat “jesień

  1. Gdyby rozterki mogły przybrać materialną formę to na pewno by je zeżarła.
    My dosyć często to praktykujemy i wcale nie z powodu ignorancji czy braku zainteresowania sobą. Po prostu jest nam tak wygodniej i prezenty trafione 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. O Boże koza. To może być jak w tym starym a mądrym dowcipie.
    Przychodzi Żyd do rabina i płacze.
    Rebe ja już nie mogę żyć. Mam jedną izbę. Żona dzieci i teściowa. Dzieci płaczą żona cały dzień kłóci się z teściową.
    Rebe ja już nie mogę ja zwariuję. Poradz coś.
    Rebe pomyślał i mowi:
    Ty Jachim kup kozę
    Rebe ale na co mi koza.
    Ty kup kozę.
    Cóż rebe kazał Jachim kupił kozę.
    Za tydzień przychodzi do rabina i placze:
    Rebe ja zwariuję. Dzieci płaczą żona kłóci się z teściową i jeszcze koza beczy. Rebe poradz coś.
    Rebe pomyślał i mówi:
    Jachim ty sprzedaj kozę.
    Za tydzień przychodzi Jachim i mówi:
    Rebe jakiś ty mądry. Sprzedałem kozę i jak mi teraz dobrze w domu.
    A caly wpis bardzo mi się podobał. Buziaki

    Polubione przez 1 osoba

  3. A ja jestem w takim momencie życia, że wszystko inne przestało być ważne. Tzn. Przestałam myśleć tyle o sobie czas pożegnać przyjaciela.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s