Koza c.d.

Szukałam prezentu idealnego. Nie było to łatwe, bo wyszłam z wprawy. Mąż mnie tego nauczył. Cokolwiek by nie odnalazł pod choinką, zawsze bardziej cieszył się z tego, co sam sobie kupił… I tak już zostało… Prezenty kupuje sobie sam, bardzo chętnie, na okrągło…

W tej sytuacji prezent miał być wyjątkowy, ale też symboliczny. Musiał posiadać duszę i nieść przekaz. Zaczęłam odwiedzać księgarnie w poszukiwaniu tego, co jeszcze nieodkryte. Była cała masa publikacji, jednak bez duszy, bez słowa, jakiego szukałam. Przeglądałam artykuły papiernicze- notesy, kalendarze, pióra, długopisy…

W poszukiwaniach zapytałam siebie- A Ty co lubisz? Lubię jeszcze szkło- pomyślałam. Wówczas przypomniało mi się dwóch artystów- jeden mieszka na terenie Niemiec i wykonuje szklane zawieszki na okna- na przykład niebieskie łezki z zatopionymi wewnątrz bąbelkami o nazwie „szklany deszcz”. Drugiego poznałam osobiście podczas zimowych warsztatów. Dlaczego nie sprawić sobie samej prezentu? Zadzwoniłam do Pana Artysty, by zamówić dla siebie coś, co będzie moje, jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne. Lubię tego artystę, bo tworzy coś, co nie jest odbiciem matrycy. Dodatkowo to, co jest jego dziełem ma duszę i przekaz. Gdybym mieszkała bliżej, pewnie chciałabym móc częściej oglądać go w pracy… i wypić w jego towarzystwie herbatę słuchając jego historii. Zadzwoniłam bez konkretnego pomysłu na siebie, a on szybko zaproponował kozę. „Dla mnie to piękne, magiczne zwierzę o tajemniczych oczach”- powiedział.

Kubek okazał się strzałem w dziesiątkę! Pijąc z niego herbatę w towarzystwie kozy uśmiecham się do siebie. Trzymam ją (na kubku) na sznurku, by nie narobiła zniszczeń. Unoszę się nad ziemią, bo tak działa na mnie miłość (skąd Artysta o tym wiedział?). Niestety koza nie przyniosła mi jeszcze bogactwa- sprawdzałam w kolekturach lotto. Ale… obecność kozy w domu zapewnia płodność… I tu mam zagwozdkę, jak to rozsądnie rozegrać, by koza zbyt wielu szkód jednak w moim domu nie poczyniła…