Z budki

Pod koniec XX wieku (jak to brzmi :)))) żeby zadzwonić do ukochanego, trzeba było nabyć kartę magnetyczną do aparatu telefonicznego. Takiż oto aparat można było zlokalizować pod budynkiem poczty, w większych instytucjach lub w przejściach pomiędzy blokami…

Czasem wiało, lało, a ja stałam pod daszkiem i wpatrzona w znikające impulsy prowadziłam miłosną rozmowę o tym, co u mnie tu i teraz. Najgorsze były chwile ciszy, kiedy to chciałam wsłuchać się w bicie serca po drugiej stronie słuchawki, a impulsy znikały nieubłaganie swoim tempem. 3,2,1,0…. i cisza. Niedosyt, bo chciałoby się jeszcze chwilę, jeszcze skończyć słowo „Kocham”… Zazwyczaj ostatnie impulsy zawierały słowa ” Muszę kończyć, bo zaraz skończą mi się impulsy, ale powiedz coś jeszcze bo mam jeszcze trzy” :)))

Ilość impulsów była też dzielona na kolejne spotkania przy aparacie. Rozmowy często były krótkie i zaplanowane. Impulsy drogie…

Najgorzej rozmawiało się, kiedy za plecami ustawiała się kolejka do telefonu… Czasem czekałam przy budce na rozmowę przychodzącą… Umawialiśmy się na przykład „Zadzwonię do Ciebie na ten numer w sobotę o 20.00. Bądź” I byłam. I pamiętałam. I pogoda nie miała znaczenia.

Teraz? Teraz to nie do pomyślenia…

Jedno się nie zmienia… Nadal nie można przedostać się na drugą stronę…

Choć pewnej nocy mi się to udało… ale to już całkiem inna historia…

18 myśli na temat “Z budki

  1. Ba, do ukochanej było podobnie😍 Natomiast zadzwonić z morza(dalekiego oceanu) do domu było jeszcze trudniej. Czasem luka polegajaxa na tzw. Korzystnej propagacji fal radiowych wynosiła 1-2 w ciągu doby, a praktycznie, czasem raz na dwa tygodnie . O różnych porach dnia tam i tu, w kraju. Na rozmowy czekało zwykle 3/4 zalogi. No i jeśli się udało to zwykłe kilku pierwszym i po dwie, trzy minuty….
    No ale to był ten straszny xx wiek. Gdy Jeszcze chciało się chcieć! 😻

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bylam szczesciara. W domu byl zawsze telefon. Kiedy juz wyszlam za mąż i czekalam na telefon, to jest zalozenie telefonu we wlasnym mieszkaniu na szczescie ukochany byl w ze mną. Ale byl z gatunku towarzyskich i czesto wracal późno. Namierzyć go było nie sposób. 😄

    Polubione przez 1 osoba

  3. Też pamiętam swoje budkowe salony. Nie wspominam ich miło. Nigdy nie lubiłem rozmów telefonicznych. Nie polubiłem ich także wówczas, gdy zmieniła się radykalnie dostępność telefonów.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Mnie czasem też mają za złe – zwalam na technikę, zasięg, aparat telefoniczny, baterię, czynniki nieznane – dorzucając nieśmiertelne – co ja mogę… A w myślach dodaję – a pocałujcie wy mnie wszyscy w… sygnet 😉 Nawet poprawy nie obiecuję, bo to by dopiero było łgarstwo 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s