Czas

W Wigilijny dzień biegałam jeszcze po mieście.

Chciałam na przykład oddać książki do biblioteki, by wyczyścić konto i nie przetrzymywać kilku pozycji przez Święta. Nie przeczytałam ich i już wiem, że nie przeczytam. Niestety- biblioteka była tego dnia nieczynna.

Weszłam obok do księgarni. Widziałam poprzedniego dnia na wystawie książkę, którą chciałam kupić. Okazało się, że została sprzedana. Zwolniłam jednak, by posłuchać świątecznych życzeń.

Księgarnia jest w tym mieście od zawsze (dla mnie). Jest nieduża, z klimatem, posiada duże grono zaprzyjaźnionych klientów.

Mężczyzna, lat około 45. Zwrócił moją uwagę swoją nerwowością. Biegał wśród regałów. „Dzień dobry. Szukam prezentu dla dziewczyny. Książkę chciałem kupić. Sęk w tym, że ona z tej księgarni ma już chyba wszystko. Literatura amerykańska, może być po angielsku” – beznadziejny przypadek, pomyślałam.

Przy ladzie natomiast taki dialog:

– Dzień dobry. Coś Tokarczuk poproszę.

– Wszystko sprzedane. Została tylko „Zagubiona dusza”.

– Dobrze. Poproszę.

– Ale to picture book.

– Ale po polsku? Jeśli tak, biorę.

Wyszłam.

Weszłam do Kika po świece, a tam… Wielkanoc.

Czas pędzi. Wieczna gonitwa… Nie mamy czasu na to, by pomyśleć, z czego ucieszyłaby się bliska osoba, bo przecież tylko bliskim sprawiamy prezenty… Kupujemy obojętnie co… Najchętniej w drogerii. Najlepiej od razu w formie prezentu. Obojętne. Podobno liczy się pamięć.

Był sobie raz pewien człowiek, który bardzo dużo i bardzo szybko pracował i już dawno zostawił swoją duszę gdzieś daleko za sobą. Bez duszy żyło mu się nawet dobrze – spał, jadł, pracował, prowadził samochód, a nawet grał w tenisa. Czasem jednak miał wrażenie, że wokół niego jest zbyt płasko, jakby poruszał się po gładkiej kartce z zeszytu do matematyki, kartce, którą pokrywają równiutkie kratki…

czytamy na stronach wydawnictwa Format opis Zagubionej Duszy…

Przez przypadek ktoś dostanie poruszającą rzecz o czekaniu, cierpliwości i uważności…