Jesteśmy we dwie

Przez lata szukałam zapachu perfum dla siebie. Przeszukiwałam delikatne kwiatowe aromaty, wracałam do cytrusowych.

W perfumerii dostrzegłam kobietę, która zachwycała się zapachem. Przez pewien czas patrzyłam na nią. W jakiś sposób mi się podobała. Mówiła do swej koleżanki o perfumach tak, jakby nie chciała, by ktoś jeszcze usłyszał, co odkryła. Miała piękne dłonie i ładny kolor karnacji. Blondynka. Błyszczała w pewnym sensie w tej perfumerii. Była zauważalna w tłumie szarości. Kiedy odeszła wzięłam tester do ręki. Spróbowałam i ja. Nieeee…. Pomyślałam. To nie moje. Chyba śmierdzą.

Ale następnego dnia coś skłoniło mnie do tego, by podejść do nich raz jeszcze. I jeszcze. Przesiąknięty perfumami szal nie dawał mi spokoju.

To pierwsze perfumy, które nie są moje, ale potrafią mi towarzyszyć. A więc mam je. Pachnę teraz liściem rabarbaru, kwiatem pomarańczy, wanilią Bourbon i wilczym drzewem.

Perfumy są dokładnie jak ja. Można je lubić lub nie. Nie można być obojętnym.

Nie wiem jak długo będzie mi towarzyszyć ten zapach. Bo z nim czuję się tak, jakbym była z drugą kobietą. We dwie możemy więcej. Możemy przerzucać się odpowiedzialnością. Uwodzić i zniechęcać. Przyciągać i odrzucać. Jesteśmy siłą i słabością. Niedelikatne i uwodzicielskie.

Na pewno razem nie jesteśmy obojętne i nijakie. To dziwne uczucie czuć przy sobie inną kobietę, ale na razie mi to pasuje. Poszalejemy zimą, a potem się zobaczy…