A ja…

To był długi i męczący dzień. Oparła się i przymknęła oczy.

Teraz wyraźniej słyszała, co mówił…

jestem zmęczony, dlatego ziewam… Sprawiasz, że oddycham pełną piersią…- uśmiechnął się, a ona słuchała dalej jego miękkiego i bardzo przyjemnego głosu- gdybyś podrapała mnie w kark, mógłbym pomruczeć Ci do ucha…- Tak, zna to uczucie. Sama ma wrażliwy kark. Na samo wspomnienie przebiegł ją przyjemny dreszcz. Uśmiechnęła się do siebie. On mówił dalej- twoja szyja, tu poniżej ucha… Poczułabyś mój ciepły oddech…

Niemalże poczuła. Jego słowa zaczęły żyć własnym życiem. Wędrowały po jej ciele rozbudzając tęsknotę za namiętnością, bliskością, czułością… Jego barwny głos w połączeniu z jej wyobraźnią płatał figle, więc dołączyła do gry. Poddała się fantazjom zanurzając w treści bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Nagle zapomniała, że zimno, że ciemno, że była zmęczona i chciała być niewidoczna. Poruszyła się i odchyliła głowę, bo sam głos przestał jej już wystarczać. Była ciekawa, jak on wygląda.

Pa kochanie, muszę kończyć- usłyszała i zobaczyła, jak mężczyzna pakuje telefon i wsiada do autobusu linii 152. Zniknął we wnętrzu zatłoczonego autobusu. Ona pozostała na ciemnym przystanku. Zerknęła na rozkład i upewniła się, że za dwie minuty nadjedzie jej autobus. Czasem warto być niewidzialną- uśmiechnęła się do siebie.

A panna Janka, już od rana, na gramofonie głośno gra, bo boi się sama spać…