21 gramów

„Ja już nie mam siły, by żyć”- odważyłam się ostatnio powiedzieć to głośno. Tylko ja wiedziałam, ile te słowa ważą i jak bolą.

Usłyszałam w odpowiedzi „Daj spokój!”. Byłam przygotowana, że to usłyszę, więc mnie to nie zdziwiło. Ale w tej ciszy i niemożności prowadzenia choćby monologu poczułam dobitniej, jak wszystko boli.

Kiedy dopada Cię zły nastrój możesz coś z tym zrobić. Możesz skusić się na film, lody, lampkę wina, wizytę u przyjaciółki, spacer, rower, fryzjera, basen, seks…

Kiedy boli Cię głowa możesz wypić szklankę wody, położyć się spać, wziąć tabletkę.

Co zrobić, kiedy dopadają Cię obie rzeczy i nie ma na to tabletki…?. Choć myślisz sobie, że jeśli weźmiesz jedną, to przestanie choć trochę boleć, druga spowoduje, że zobojętniejesz, trzecia sprawi, że przestaniesz myśleć, czwarta, że poczujesz się błogo, po piątej może zaśniesz, może w ostatnim tchnieniu pojawi się uśmiech… Czy to są myśli samobójcze, jeśli wiesz, że tego nie zrobisz? A przecież nie można się poddawać, skoro można to leczyć…

A potem myślisz- zmienię pracę, dom, męża… Zmienię wszystko, by zacząć żyć na nowo. Tylko, czy sama też się zmienisz? Tym razem się uda?

A jeśli w ostatnim tchnieniu nie pojawi się uśmiech, tylko jeszcze większy ból?

Więc wyjmujesz mąkę, jaja, cukier, margarynę, jabłka… Nastawiasz piekarnik… Pieczesz szarlotkę i już wiesz, że w tym wieku tak szybko nie spalisz tych kalorii, a więc twoja dusza będzie cięższa, niż 21 gramów i tak szybko nie uleci…

Dla pewności posypujesz kruche ciasto cukrem pudrem, który przypomina padający śnieg, czas kiedy zima była zimą, a smutki dało się wymrozić… Wzdychasz refleksyjnie, i wtedy pojawia się uśmiech…

Przepraszam, delektuję się.