…gdy odejdę…

Wujek, starszy człowiek, siedział w pokoju na łóżku i spoglądał w moją stronę. Po tym, jak całkiem sprawnie wykonał przegląd prasy leżącej na stoliku, zamilkł. Po chwili powiedział zmienionym głosem, wpatrując się we mnie: ” Nie mogę Ciebie poznać. Zmieniłaś się. Zmieniłaś się nie do poznania.”

Popatrzyłam uważniej na niego. „Jeszcze nie umierasz, nie- nie widzę TEGO”- zastanowiłam się, przypominając sobie TO, co kiedyś zobaczyłam w oczach jednego, czy drugiego dziadka. Uśmiechnęłam się za to do niego, ciesząc się w głębi duszy z tego odkrycia, a on zauważył, że marszczy mi się nos, ale znowu dodał „Nie mogę Cię poznać” i ta myśl była dla niego tak uporczywa, że tego dnia powtarzał ją jeszcze kilka razy, lecz kierował już do innych osób. To był taki żal, wyrzut. A ja w myśli powtarzałam, by się nie bał, to tylko chwilowy strach.

Umieranie bliskich osób w moim życiu to coś, czego bardzo się boję. Z nimi odchodzi cząstka mnie, choć tak naprawdę oni pozostają ze mną na bardzo długo. Ze znikaniem znajomych- w wyniku przeprowadzek, zmiany pracy- poradziłam sobie w ten sposób, że staram się nie zaprzyjaźniać. Nie mam przyjaciół, by ich nie tracić.

Kiedy wydawało mi się, że już sobie z tym całkiem nieźle radzę, otrzymałam wczoraj telefon. Całkiem niespodziewanie ktoś mi bliski poinformował, że może zdarzyć się tak, że zniknie.

Serce przestało mi bić. Struchlałam, a potem wpadłam w panikę, że cały mój system obronny właśnie stał się nieszczelny, bo o nim zapomniałam. Złamałam ustalone zasady. Zbyt mocno się z kimś zżyłam. Na szali porównałam wagę tego, co mam dziś z jego obecności z tym, jak bardzo by bolało przy stracie.

Taki ból jest dla mnie nie do zniesienia.

10 myśli na temat “…gdy odejdę…

  1. Dwukrotnie odległość spowodowała, że ktoś bardzo bliski został daleko. Dzięki temu odkryłam, że prawdziwej więzi nie zerwie odległość. Tym bardziej w naszych czasach.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja od kilku dni chodze dziwnie otumaniony, zdarza mi sie niewiadomo dlaczego nagle bardzo posmutnieć, po czym stan przygnębienia znika, by pojawic sie w postaci nieplanowanego płaczu…
    mysle sobie że to jakis system obronny więc pozwalam tym łzom po prostu płynąć, ale zupelnie nie jestem ja

    Polubione przez 1 osoba

  3. Na poczatku grudnia po 12 wspolnych latach pozegnalismy naszego psa… Wszyscy troje przysiegalismy, ze juz nigdy, przenigdy zadnego psa… Tak bardzo boli odchodzenie, ze wolimy dom bez psa niz znow to przezywac… Minely trzy miesiace, a my uwazamy, ze jednak wolimy kochac i potem cierpiec niz nie kochac wogole…
    Ludzi to dotyczy tak samo, wole kochac i cierpiec po stracie niz nie kochac wogole…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Poruszyłaś trudny i bolesny dla każdego temat, każdemu przychodzi się z nim zmierzyć… A ja jak Matylda, mogę się podpisać pod jej komentarzem…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s