Fachowcy

– Przyjadą w piątek, cieszysz się?- zapytał mąż, a ja zastanawiałam się, jaki grymas twarzy mogło wywołać na mnie to pytanie.

Który to już rok trwa ta przebudowa i czy w ogóle się skończy? Czy ja dożyję tego momentu, czy znowu w złości kolejnemu majstrowi będę próbowała przywalić w nos? (Ostatnio to poskutkowało).

-Weź urlop- zażądałam. Pomożesz im, może się przy nich czegoś nauczysz.

Piątek. Mąż szura nogami po kuchni w rozciągniętym T-shircie.

-Ubierz się. Zaraz przyjadą, zadzwonią do drzwi, a Ty nie będziesz wiedział, czy się perfumować, czy uczesać!

Przyjechali, mąż wyszedł. Ja wstałam. Poszłam do łazienki, weszłam do kuchni po kawę. Patrzę na zieleń w ogrodzie przez kuchenne okno. Pisałam, że mam dużą wadę wzroku? Mam. Nie noszę okularów, a z soczewkami rano zwlekam, bo do ekspresu do kawy trafiam po omacku.

No więc sytuacja wyglądała tak. Stałam w oknie kuchennym w bardzo skąpej koszulce (koszulkę lubię, choć zastanawiam się, czy mi się biust powiększył, czy koszulka skurczyła). Piję kawę, wzrok mi się wyostrza i dociera do mnie, że w tej zieleni siedzi dwóch majstrów, pali papierosy i patrzy w okno…kuchenne.

Oni siedzą, więc gdzie mąż? Dopijając kawę usłyszałam, że chodzi wkoło domu z szefem i gada, gada, gada…już godzinę.

– Mały, biegnij do taty i powiedz, żeby przyniósł szczypiorek z ogródka- krzyknęłam.

-Ale ja nie chcę szczypiorku!

– To mu powiedz, że już trzeci raz dzwoni Rabarbar (akurat zadzwoniła)

-Ale czemu tak, mamuś?- nawet Starszy przestał grać, bo wyczuł, że coś zaczyna się dziać…

-Musimy ściągnąć tatę do domu, bo razem z nim urlop mają pracownicy, którzy w końcu do nas przyjechali.

Jak kawa, to siku. Weszłam do łazienki. Ubrałam soczewki, usiadłam na muszli i … pomachałam do majstra, który właśnie rozpoczął pracę przy oknie łazienkowym…

Wybiegłam z łazienki i usłyszałam Starszego, który znowu oderwał się od gry:

– Miałem Ci mamuś powiedzieć, żebyś uważała. Ja też się za późno zorientowałem.

Tak… nie tak łatwo znowu się przyzwyczaić do nowych gości… Mąż mój biegał po ogrodzie w bucikach ze skóry i wizytowej koszuli… Choć kupiłam mu ostatnio strój roboczy (właściwie to mój kolega z pracy zamówił mi sprawdzoną odzież, którą noszą nasi pracownicy). Przed wyjściem do dentysty rzuciłam więc, by odgrzał obiad. A kiedy wróciłam…mój obiad stał na stole, ale pracowników już nie było…

16 myśli na temat “Fachowcy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s