czas

Cofnęłam się w czasie – za sprawą kilku ocalałych notek bloga, którego prowadziłam w latach 2005/2006. Głównym tematem bloga był mój mąż.

Przypomniało mi się, jacy byliśmy kiedyś… …chudsi. Poza tym niewiele się zmieniliśmy. Dziwne uczucie. Kiedyś nie przeszkadzało mi tak wiele rzeczy, jak teraz…

-Pamiętasz, jak nosiłam Ci kanapki do pracy? – zapytałam męża wczoraj wieczorem – Pamiętasz? Dzwoniłam, schodziłeś na dół i odbierałeś ode mnie śniadanie… Czasem jedliśmy wspólnie u Ciebie w biurze, pamiętasz?

-Nie pamiętam, serio?- zapytał mąż.

-Tak… , czasem, jak nosiłam te kanapki, mijałam sędzię od rodzinnego. Mówiła, że spotkamy się kiedyś na sali rozpraw… – dodałam popadając w zamyślenie.

– Nie sądziła, że przeżyjemy ze sobą dwadzieścia lat! – odpowiedział uśmiechnięty.

Uśmiechnięty… Wcale nie było mi do śmiechu.

Wciąż nie potrafię sobie poukładać w głowie tej naszej relacji. Tkwię. Słucham o relacjach innych, widzę, jakie popełniają błędy, a swoich nie umiem ani naprawić, ani zrozumieć. I jeszcze ten stary blog… Nic się nie zmieniliśmy! Poza tym, że kanapki do pracy robi mężowi teraz jego mama… Spędzaliśmy ze sobą czas – to główna różnica – wspólny czas… Teraz pojęcie „wspólny czas” właściwie nie istnieje. Początkowo bardzo mi to przeszkadzało, z czasem zaczęłam się przyzwyczajać, aż doszło do tego, że wolę czas spędzać bez niego.

Noce i dni bez męża.

Kiedy usłyszałam od niego wczoraj „Fajnie, że jesteś w sypialni tu ze mną. W końcu mogę się przytulić.” Pomyślałam, że teraz jemu jest fajnie. TERAZ. JEMU. Za późno. Jeszcze niedawno cieszyłabym się z tych słów. Teraz nie wywarły żadnych pozytywnych uczuć.

Już jakiś czas temu wyprowadziłam się z sypialni. Dosłownie i w przenośni. Nawet odkurzaczem tam nie wjeżdżam. To chyba jest ten etap, w którym przekracza się kolejną granicę i nie ma powrotu.

Terapia? Znowu musiałabym włożyć wiele wysiłku w naprawę relacji. Czyli musiałabym nauczyć męża, czym jest podział obowiązków i chwalić jego osiągnięcia na każdym kroku. Tak jak wczoraj, kiedy pochwaliłam, że łazienka jest ładnie wysprzątana, ale dodałam, że to chyba nie była jego praca (pewnie mamusi), bo nawet lustro było umyte (nigdy mu nie przeszkadzało pochlapane lustro po tym, jak czesze na mokro swoje włosy).

Kiedyś… cztery lata po ślubie pisałam blog o swoim mężu. Teraz wspominam mężów cudzych…