Stres

Gardło. Ściśnięte, jakby czasem poparzone. Niekiedy chrypka, chrząknięcia i kaszel. Lekarz rodzinny wysłał mnie do laryngologa. Termin miałam na dziś, więc poszłam sprawdzić stan gardła, choć gorzej było, kiedy szłam do rodzinnego. A to było trzy miesiące temu. Dziś czułam się dobrze, co nie znaczy, że nie powinnam tego sprawdzić.

Poczekalnia, która teraz należy do gabinetu endokrynologa i laryngologa- kiedyś obejmujmowała pacjentów przychodni psychiatrycznej i stomatologicznej na NFZ. Niewiele się zmieniło. Nadal jest to dziwne miejsce.

Z poradni tych korzystają osoby starsze, dziś same 70plus, plus ja z przyklejonym uśmiechem na twarzy i słuchawkami w uszach.

Do poczekalni wszedł starszy pan i zapytał:

-Kto ostatni do ..oologa?- wskazano mnie.

Usiadł. Po jakimś czasie weszła kolejną osoba i pyta – Kto do laryngologa?- wskazałam tego pana, a on wzburzony odkrzyknął:

– Ale ja nie do laryngologa! Ja do urologa!

No tak… dziadki siedzące do laryngologa z przypchanymi uszami nie dosłyszały, a ja w słuchawkach nie byłam zorientowana.

W pewnym momencie do poczekalni wybiega ktoś w fartuchu z gabinetu laryngologicznego i krzyczy:

– Proszę się nie ociągać i wchodzić bezpośrednio po osobie, która wychodzi. Nie zwlekać. Ja nie będę wołać, bo mnie gardło boli.

Kolejne dziadki siadały więc pod drzwiami, by szybko zebrać swoje klamoty i poderwać się z krzesła. Sama byłam w stresie, że nie dobiegnę w porę do drzwi :-)))

Weszłam. Opowiedziałam historię. Pani doktor zerknęła w gardło. A potem zaczęła odczyniać czary. Odpaliła palnik z denaturatem. Wzięła narzędzie, opalała z każdej strony. Siedziałam na krześle, jak mój starszy syn u dentysty i zastanawiałam się, czy wiać. Pani doktor sprawdziła ciepłotę narzędzia na własnym policzku, czym mnie nieco uspokoiła i kazała otworzyć buzię.

A potem już było bardzo nieprzyjemnie, bo one we dwie wrzeszczały, że mam oddychać i nie słucham, a ja próbowałam ten oddech złapać, ale jak, skoro się zdenerwowałam i najchętniej bym się porzygała, za przeproszeniem.

Uff… dostrzegły to, co miały zobaczyć i odpuściły stawiając diagnozę zaczynając od zdania:

– Nie ma pani raka (a nie pytałam). Może ten kaszel od oskrzeli. Chrząkanie to nawyk, trzeba się go oduczyć jak najszybciej. Pić wodę. Nie stresować się, bo ten dyskomfort pewnie od stresu. No i przyjść, jak pojawi się chrypka (ale jak, skoro trzeba długo czekać…?)

Physalis, czyli miechunka peruwiańska, Zawarte w physalis witaminy z grupy B zwiększają podatność na stres, poprawiają samopoczucie, nastrój i sprawność intelektualną.

W ramach walki ze stresem kupiłam sobie miechunkę. Uwielbiam ją. Nie wyjaśnię, dlaczego. Po prostu zniewala mnie ten suchy lampionik skrywający w sobie złotą rodzynkę (złotą jagodę Inków) o smaku (jak mówią) pomidora z pomarańczą. Dla mnie to jak rozpakowywanie z szeleszczących opakować soczystego cukierka. I tak też je jem. Po prostu, bez dodatków. Bo można wrzucać do sałatek, albo zanurzać w czekoladzie…. mmmmm…. a potem odcięło mi prąd i poszłam spać.

34 myśli na temat “Stres

  1. Kiedyś miechunki (chyba bez owoców, nie wiem) kładziono pomiędzy szybami w starych podwójnych oknach.
    A z laryngolog kilka razy tak miałam. Krzyczała na mnie, a ja miałam odruch wymiotny, łapałam ją za rękę, na co ona jeszcze bardziej krzyczała. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. „Zawarte w physalis witaminy z grupy B zwiększają podatność na stres, poprawiają samopoczucie, nastrój i sprawność intelektualną.”
    No jak ty dużo tego jesz to nic dziwnego, że stres ci rośnie. Wszystko przez te physalis 😛

    Polubione przez 1 osoba

  3. Pamiętam, że nazwę phisalis pierwszy raz usłyszałam od mojego ulubionego ukraińskiego współpracownika – nikt nie wiedział, co to, a on powiedział „to jest phisalis. ja tego nie ljublju”. No i ja też nie ljublju. 🙂 Ale nie wiedziałam, że to na stres.
    Z wizyt medycznych zawsze mnie stresowało badanie pola widzenia: trzeba pilnować, żeby patrzeć w jeden punkt, po jakimś czasie w oczach się mieni, a niektóre pielęgniarki dodatkowo wywierają presję, że jak się nie skupię, to badanie będzie do niczego, przez co jeszcze trudniej tymi oczami nie ruszać…

    Polubione przez 1 osoba

  4. W czasach dawnych domyślnym sposobem leczenia wszelkich przypadłości wokół układu oddechowego było stawianie baniek. Mi jakoś nie było z tym zabiegiem po drodze.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Mnie kiedyś próbowała przekonać jedna pielęgniarka do tego abym dał postawić sobie bańki. Usiadła na łóżku, odpaliła pochodnię, chwyciła za bańkę, zaczęła ją rozgrzewać. Nalegała abym podniósł górę od piżamy. Zadzwonił dzwonek. Bańka poleciała na spódniczkę po czym toczyła się między nogami, aż rozbiła się w kontakcie z podłogą. Zapach spalonego materiału, przypalonych rajstop, uwędzonej skóry oraz przyfajczonego parkietu był bezcenny.

        Polubione przez 1 osoba

              1. Mój ostatni pobyt w szpitalu to jakieś kilkanaście lat temu. Oddziałowe które wymuszały jednolity dresscode odeszły na emeryturę.

                Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s