Tak niewiele wystarczy…

Rozjechaliśmy się do swoich miejsc pracy. Mąż jednym autem, ja drugim, pożyczonym.

Pożyczyłam auto, bo mąż musiał w swoim wymienić szybę i nie wiedział, o której będzie wracał, więc nie mogliśmy- jak to robimy- jechać jednym.

Auto przy uruchomieniu puściło obłok czarnej chmury, uruchomił się alarm, choć miałam klucze, jechało jak koń. Galopem, truchtem, zrywem, kłusem…

Na wyświetlaczu masa zapalonych kontrolek, na które miałam nie zwracać uwagi, bo podobno to błąd systemu.

Kierownica kieruje sobie, ja sobie. Policja na poboczu…zatrzyma mnie i albo uzna za niepoczytalną, albo zabierze nie moje auto. Ufff udało się- dojechać i wrócić.

Po pracy próbowałam dodzwonić się do męża. Miał wziąć z chińskiej obiad dla dwojga, bo dzieci miały zjeść z kuchni polskiej. Mąż nie odbierał. Choć jego telefon połączony jest z zegarkiem i z radiem samochodowym. Nie odbierał, choć wielokrotnie próbowałam się dodzwonić. Syn podpowiedział, żebym zadzwoniła do teściowej. Nie mogłam jej tego zrobić. Dostaje spazmów, jak jej mąż wraz z synem oddala się od jej domu o kilometr. A przecież teściowie wracali pociągiem znad morza do domu.

W końcu mąż oddzwonił.

– Właśnie wracamy, Kotku.

– Ale kto „my”?

– No ja z rodzicami. Odebrałem ich w Szczecinie i wracamy sobie do domku. Nie słyszałam, jak dzwoniłaś, bo byliśmy w sklepie. Zostawiłem telefon w aucie.

***

Mąż pojawił się w domu o 18.30. Kupił dzieciom prezenty i dał, zanim zdążyłam wyjść z pokoju. Mi też dał wisiorek od jubilera, zatem spacer po galerii był owocny. Dziadek (teść) nie wszedł do domu, Babcia (teściowa) coś powiedziała, chyba „dzień dobry” i poszli. Nie zostali na kawie, choć proponowałam. Mąż synek taki dobry…

***

Nie wiedziałam, dlaczego go tak długo nie ma. Czy przywiezie ten obiad? Czy może zasnął za kierownicą i się zabił i leży w rowie, a przecież pada i grzmi… Nie powiedział, że odbierze rodziców (choć mieli pociąg bezpośredni ). Żona taka niedobra… Nawet dziadków pewnie przegoniła z domu…

***

Mąż nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie rozumie, dlaczego się nie cieszę. Ot, zwykłe nieporozumienie, nie wiedział, że odbierze rodziców ze Szczecina, przypadek…

23 myśli na temat “Tak niewiele wystarczy…

    1. Nie zrozumie. Jest niewinny. Pojechał do Szczecina wymienić szybę, tak, jak się umówìł. Pech chciał, że mu odmówiono. Na szczęście wracali rodzice, zabrał ich po drodze, a kiedy wstąpili do galerii po prezenty, zapomniał telefonu, bo nieszczęścia chodzą parami.

      Polubienie

  1. Ledwo z sobą sam wytrzymuję, ostatkiem sił wręcz, ale coś mi się zdaje, że mężem przedstawionym we wpisach to już całkiem bym nie wytrzymał. Bym wyszedł na spacer i nie wrócił. I to jeszcze zanim się dzieci pojawiły. I nie oznacza to wcale a wcale, że byłbym bez winy, bo takich to chyba na świecie już dawno nie ma. No ale bym nie wytrzymał. Raczej. Pewno przez to, że ja to narwaniec jestem. Melancholijny, ale narwaniec.

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s