Pytanie

Hej, bardzo bym chciała, żebyście mi odpowiedzieli, jak to jest z obowiązkami domowymi w Waszych domach lub domach, które znacie.

Wiem, że są różne style zarządzania i różny podział obowiązków.

W domu mamy, to ona pierwsza, gotuje i sprząta- poza łazienką- tą tata wziął na siebie z uwagi na bardziej drażniące środki chemiczne. Mama ma ustalone godziny w ciągu każdego dnia, w czasie których odkurza, ściera kurze, prasuje. Codziennie.

Tata wiosnę spędza na ogrodzie. Lato w kuchni robiąc przetwory. On dba o porządek w garażu i piwnicy.

Wydaje mi się, że jakoś to funkcjonuje. Choć większość robi mama, to jednak tata dba o porządek.

U mojej siostry raz w tygodniu przychodzi sprzątaczka. W ciągu tygodnia siostra dba o to, by był porządek. Jej mąż jest pedantem. Wymaga. Układ zabójczy dla siostry, ja bym zwariowała. Wiele rzeczy ląduje po prostu w koszu, zanim się ktoś zorientuje 🙂

U szwagra tworzona jest lista- kto, co ma zrobić. Robią wspólnie wg listy i wykreślają kolejne zadania.

U mnie jest tak, że domem zajmowałam się zawsze sama. Wszystko było na mojej głowie (poza prasowaniem męskich koszul) i w końcu powiedziałam dość. A nawet więcej- zaczęłam robić minimum. Oczywiście, że trochę się to na mnie zemściło. Mąż nie przejął obowiązków. Niby go też denerwuje bałagan, ale jak się już zmobilizuje, ogarnia z wierzchu. Nie jest w stanie zrobić nic więcej poza schabowymi na obiad, kawą na śniadanie i kanapką z pomidorem. Chciałabym jakoś go obronić, ale nie potrafię. Jedyne, czego się nauczył, to opieki nad dziećmi- nie boję się ich z nim zostawić. Daje radę nawet z większą ilością dzieci. Ja nauczyłam się odpuszczania, bo inaczej bym zwariowała. U mnie jest nieidealnie. Ale też my jesteśmy nieidealni.

Jak jest u Was? Jaki model podziału obowiązków preferujecie? Czy jest tak, że czujecie, że Wasz partner zrzuca na Was zbyt wiele?

Trochę Was znam. Muszę przyznać, że w większości zaskakują mnie mężczyźni, którzy odwiedzają mojego bloga. Jeden z nich to miłośnik prasowania, drugi woli opiekę nad domem od pracy zawodowej, trzeci uwija się od samego rana z prasowaniem, gotowaniem i sprzątaniem łazienki, by zdążyć przed pracą, a także by jednocześnie odciążyć żonę. A żona jeszcze innego nigdy nie wykąpała swoich dzieci, nie gotuje, nie piecze, nie wiem co robi… I czasem się zastanawiam, gdzie jest normalność…?

42 myśli na temat “Pytanie

  1. U nas był stały podział obowiązków. Z biegiem lat jednak gdzieś zaginął. A teraz przy zakupie kosiarki Małżu wybrał taką żeby była łatwa w obsłudze dla kobiety (podobno sprzedawca zapytał czy to dla niego czy dla żony), widocznie zbyt często marudziłam, że trawa sięga Juniorce do kolan… I to by było mniej więcej na tyle 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jak byłam młodsza i tata był zdrowy, to on gotował (na co dzień i od święta – wszelkie imprezy, święta – w kuchni było jego królestwo), ale nic poza tym. Nawet gniazdka czy szafki naprawiać musiała mama sama. Nie mówiąc o całej reszcie ogarniania domu i dzieci. Teraz, jak jesteśmy we dwie, to każda robi „wszystko”. Sprzątamy i gotujemy raz jedna, raz druga. Chociaż ja częściej sprzątam tak „sobotnio”.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Gotowanie, zdecydowanie! 😉 Mogę sprzątać po, byle on gotował. 😉 I zostawiłabym mu odkurzanie i mycie podłóg, bo nie lubię. 😉 Ale wiadomo – założenia swoje, a życie swoje. Jak to hipotetycznie będzie (jeśli w ogóle), to czas i życie pokaże.

        Polubione przez 1 osoba

        1. :-))) miałam opracowany idealny podział obowiązków. Ba! Nawet uważałam, że mój schemat jest w miarę normalny. Najgorzej, kiedy poznałam facetów, którzy robią tak wiele w swoich domach! W głowie mi się to nie mieści! Mało tego, myślę, że to moja wina…

          Polubienie

          1. Otóż to… Tu pole do popisu zostaje dla Mam, czego nauczą swoich synów. Jeden z moich kolegów, dopóki się nie ożenił, nie wiedział, jak włączyć odkurzacz… Żona musiała spełnić rolę żony i matki… Smutne to trochę.

            Polubione przez 1 osoba

  3. Ja wszystko robię sama. I nawet nie mam kogo obwinić o poplamione szafki w kuchni (bo przecież niemożliwe, że to ja!). 😉
    U rodziców obecnie tata zajmuje się odkurzaniem, myciem podłóg i wynoszeniem śmieci, mama gotowaniem (tata niewiele umie i chyba się boi – chociaż podstawy typu ugotowanie ziemniaków czy brokuła to zrobi, obieranie ziemniaków za to zawsze jemu przypada) i innymi porządkami. Jeszcze myciem wanny i parawanu na niej, przejął to, jak się wyprowadziłam – resztę łazienki chyba mama (do wanny trzeba się bardziej schylać). Zmywanie za to jak się trafi, jak u nich jestem to też często zmywam. A prasowaniem każdy zajmował się swoim.
    Kiedy jeszcze lokatorzy myli na zmianę klatkę, też robił to tata i jeden sąsiad się dziwił i trochę podśmiewał – niedługo później też dostał przydział mycia. 🙂
    U brata z kolei przychodzi pani raz w tygodniu, poza tym chyba i jedno, i drugie, podobnie, jeśli chodzi o dzieci – chociaż tak dokładnie to nie wiem. A jak był na dłuższym urlopie, bo i tacierzyński, i jakiś zaległy, to też stwierdził, że mógłby sobie jeszcze tak w domu posiedzieć. 🙂

    Polubienie

      1. Wczoraj kazałam mężowi wynieść śmieci…. oczywiście, że się przy tym pokłóciliśmy…
        Więc żeby unikać tłumaczenia, proszenia i sporów robię sama tyle, ile mogę.
        Nie znajduję rozwiązania na zdrowy układ…

        Polubienie

  4. Ścisły podział od zawsze.
    Dla mnie męskie zadania: pranie, sprzątanie, prasowanie, mycie podłóg, łazienek, naczyń, odrabianie lekcji
    Dla żony babskie fanaberie: koszenie trawnika, mycie, tankowanie i odwożenie auta do mechanika, przybijanie gwoździ, wkręcanie śrubek, kupno telewizorów i innych głupot.
    Wożenie dzieci fte i wefte już wymaga konsultacji, gotowanie też.
    Sytuacja może zmieniać się dynamicznie, ale raczej chodzi o to, żeby mniej-więcej o podobnej godzinie położyć się spać (i zamiast zostawiać tego drugiego z czymś do zrobienia zwyczajnie pomóc)

    Polubione przez 1 osoba

    1. A ja myślałam, że choć Ty wybronisz mojego męża. Powiesz, że nie trzeba odkurzać, bo się nie kurzy, czy coś… 😉 Jestem już bardzo wrogo do męża nastawiona, a zbliża się w PL ku zachodowi słońca!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Sorry…odkurzanie zawsze do mnie należało…nawet jeśli się nie kurzy…pozo tym ściele i rozścielam łóżko…nauczyłem się w wojsku..moja dziewczyna w tym zakresie nie ma zielonego pojęcia…może zmiana środowiska dobrze zrobiłaby mężowi….jak najdalej od rodziców. 😂😂😂

        Polubione przez 1 osoba

  5. Będąc niepracującą żoną, męża prowadzącego działalność gospodarczą, dom ogarniałam sama. Po pierwsze on naprawdę harował, a po drugie ambitna byłam. Do kuchni nie wpuszczałam, bo choć gotował, robił mnóstwo bałaganu. Zemściło się kiedy zaczęłam pracować. Nie pomagał płacz ani awantury. Poza posiłkami nie wymagał. Ja sprzątałam kompulsywnie. Dziś ja pracuję, nie wymagam, bo nie mam już siły na to, po 37 latach i o dziwo on się włącza. Nie jest to po mojemu, ale o dziwo jest.
    Jedno muszę mu oddać, samochody, naprawy domowe i wszystkie techniczne sprawy robił zawsze od ręki.

    Polubione przez 1 osoba

  6. W bloku jest o tyle prościej, że wszelkie kwestie poza mieszkaniem ogarnia wspólnota. Tyle teorii bo doproszenie się o naprawienie skrzypiących drzwi to długie tygodnie przepychanek bo na przykład jakaś ważna osobistość twierdzi, że to przeszkadza jednemu mieszkańcowi i nikomu innemu więc po co się nad tym pochylać.

    Poza tym to w latach dawnych obowiązywał podział kto za co odpowiada. Królowa swym zarządem objęła kuchnię we wszelkich aspektach, a mi przypadła konserwacja powierzchni płaskich plus ogarnianie szaletu. W efekcie różnych zbieżności losu podział ten uległ licznym modyfikacjom. Dziś tym obszarem rządzi przypadek.

    Mnie więcej nie ma niż jestem. Jak już przyjadę to rezyduje w swoim gabinecie od rana do wieczora. Jak pojawi się chwila to z chęcią uruchomię samochód aby wyrwać się gdzieś gdzie nie ma betonu, tłumu, hałasu.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ja jestem typowo gotujaca. Króluję w kuchni i niezbyt często oddaję berło. Niemąz pod tym względem nie robi prawie nic. Ale śniadanie w wolną sobotę czy niedzielę to jego działka. Zwykle to jest jajecznica, awocado, pomidory.. Ale nie narzekam bo lubię. Jeśli chodzi o sprzątanie jestem kiepska. Umiem utrzymać porządek, wiadomo. Ale nie przepadam za sprzątaniem. Całe lata nienawidziłam odkurzania. Aż niemąż kupił nam odkurzacz pionowy. Długo nie chciałam się zgodzić. Ale dobrze że się uparł. Zdejmuję ze ściany i już.
    Moja mama zwykle zleca mycie łazienki właśnie jemu bo on jest dokładny. Ja wszystko robię w locie.
    Poza tym pan złota rączka jest od wszelkich napraw. Zanim z nami zamieszkał to moja mama robiła wszystko sama. Jej skrzynka na narzędzia była lepiej wyposażona niż niemęża.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Kiedy się urlopowałam wychowawczo – ciągnęłam sama, co dnia ciepły obiadek na stół, potem dzieci, a Xżę znów przed monitor, bo dodatkowe fuchy… I nie miało znaczenia, że on gotuje dużo lepiej, bo jego czas był droższy. A teraz walczę o każdą minutę pazurami. Po prostu dlatego, że nienawidzę kuchni. W końcu wywalczę, bo on jest reformowalny, jeszcze chwila… minutka… jak to, cały miesiąc się szarpię już i poprawy nie widać?!
    ALE: on robi wszystkie zakupy, wszystkie siłowe, ogarnia ogród, szklarnię, samochody, uszczelnianie okien, malowanie, dachówki… kosiarkę przejęłam, bo mnie bawi… no co? Spacerujesz z maszyną i to się nazywa praca? fajne to…

    Polubione przez 1 osoba

  9. Wydaje mi sie, ze jednego-idealnego podzialu nie ma, Wszystko zalezy od tak wielu czynnikow, ze chyba w kazdym domu wglada to inaczej. I w kazdym zwaizku;) Ja mam mame-mozna powiedziec feministke, ktora lubi sprzatac;) I od niej nauczylam sie to robic bardzo szybko, sprawnie i efektywnie;) Choc byl czas, ze klelam w kazda sobote;) Bo oczywiscie musielismy jako dzieci pomagac:) Natomiast gotowanie i zakupy absolutnie jej nie interesowaly i od tego byl moj ojczym. Pozniej nastala taka sytuacja, ze obowiazki dzielilismy w trojke, mama, ja i moj brat. Nie bylo zadnej roznicy, jesli chodzi o plec, jedynie duza roznica wieku wplywala na zadania.
    Z moim ex rozstalam sie m.in. dlatego, ze nie cierpie brudu i (przesadnego) balageanu, a jemu to nie przeszkadzalo i nie robil nic sam z siebie. Wszystko bylo okupione awanturami i przypominaniem.
    Natomias moj maz, choc wychowany przez mame-kwoke, poswiecona domu, mezowi i dzieciom, robiaca wszystko w domu, bez zadnego protestu przejal podzial w prowadzeniu domu. Robi sam z siebie wszystko: glownie on robi zakupy i gotuje, wyrzucanie smieci (u nas jest to troche skomplikowane, bo konterery na papier i butelki sa kawalek od domu), ale tez: odkurza, mopuje podloge (mamy robota, ale przy 2 kotach od czasu do czasu trzeba samemu to zrobic;), myje okna, sprzata szafki kuchenne, ogarnia zmywarke i pralke tudziez suszarke, glownie on sprzata lazienke (wlacznie ze znienawidzonym przeze mnie myciem kabiny prysznicowej;) Ja mam alergie na wiekszosc srodkow czystosci, wiec kiedy trzeba ich uzywac, robi to glownie on. Za to ja skladam czyste rzeczy z prania i ukladam je w szafie, sprzatam w szafkach, robie porzadek „w papierach” i tego typu rzeczy, lacznie z dekoracja i upiekszaniem domu;) Na pewno nie zwiazalabym sie juz z kims, kto powodowalby we mnie poczucie niesprawiedliwosci, czy wyzyskiwania. Moj wolny czas jest dla mnie bardzo wazny i dostalabym szalu (jak bywalo to we wczesniejszym zwiazku) gdyby ktos tego nie szanowal. U nas nie ma tez rzeczy przypisanych wylacznie jednej osobie. Oczywiscie kazdy ma bardziej mniej, czy bardziej ulubione rzeczy, ktore robi sie w domu, ale kazde z nas jest w stanie zrobic wszystko. Nawet nie musimy sie specjalnie umawiac, kto akurat ma czas robi te rzeczy na biezaco. Mielismy przez krotki czas w poprzednim mieszkaniu pania sprzatajaca, ale byla niezbyt dokladna i sama odeszla, kiedy przygarnelismy koty;) Pozniej pare razy „wypozyczalam” sobie sprzatajaca pania od kolezenki, na grubsze porzadki, to bylo po przeprowadzce, kiedy mieszkalismy poniekad na placu budowy;) teraz wszystko jest tak urzadzone, i ogarniete, ze tego sprzatania nie ma za wiele, a biorac pod uwage, ze robimy to razem, jest duzy luz.
    i jeszcze jedno, my w ogole raczej pytamy te druga strone, czy nie jest jej za duzo i czy w czyms nie pomoc:) Wedlug mnie to jest szacunek, ktory powinien byc w kazdym kochajacym sie zwiazku.

    Polubione przez 1 osoba

  10. I jeszcze dodam, moze truizmy, ale z perspektywy lat i 3 zwazkow (mam na msli dlugoletnie mieszkanie razem):
    1) masz to, co wypracujesz na poczatku zwiazku/wspolnego zamieszkania. Pozniej zmiany sa bardzo trudne, choc nie niemozliwe, ale kosztuja duzo wiecej nerwow i czasu. U nas sprawiedliwy podzial byl od samego poczatku:)
    2) trzeba przymknac oko na niedoskonalosci i inny sposob podejscia do zadania;) Ja czasem wole nie wodziec JAK moj maz sprzata, wazne, ze jest to zrobione. Niewazne, ze ja zrobilabym to szybciej, sprawniej i dokladniej;) tego uczylam sie najdluzej;)
    3) jak nie ma szansy na wypracowanie kompromisu, to trzeba znalezc inne rozwiazanie, np. pania dochodzaca-sprzatakaca (a w sumie dlaczego nie pana?) Ustepowanie i branie wszystkiego na siebie prowadzi do frustracji i poczucia niesprawiedliwosci, a czasem do rozpadu zwiazku. Inna metoda jest po prostu nicnierobienie w domu (oprocz tych dla siebie), az dotrze, ze samo sie nie zrobi;) ale to wymaga samozaparcia i mocnych nerwow, no i na pewno jest utrudnione, kiedy w domu sa male dzieci.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s