Zatrzymałam się

Zabierz mnie stąd. Schowaj mnie sobie.

Choć pociąga mnie zmienność, potrzebuję stabilności. A może Twojej siły? Może poczucia, że nic nie muszę, a wszystko mogę…

Jestem silna, odważna i pełna energii- to ja zewnętrzna. Taką siebie cenię. W środku jestem krucha, delikatna i wrażliwa. Taką siebie lubię. Jak pogodzić ten dwa światy? Jak nie ranić siebie? Jak być sobą?

Znowu wraca pytanie- kim jestem? Stale mnie ono dręczy… podobno wystarczy słuchać tego, co mówią o nas inni. Zdań na mój temat jest tyle, ilu autorów wypowiedzi. Od skrajności w skrajność… Karmię się wybranymi, wierzę w te, w które chcę… W chwilach słabości zastanawiam się, czy nie powinnam wziąć pod uwagę też tych skrajnie odmiennych od siebie zdań i wówczas się zatrzymuję. I wiem, że nie jestem sobą… I nie wiem dokąd iść…

Wydaje mi się, że jestem jeszcze z miękkiej gliny. Mogę być przy Tobie wszystkim lub nikim. Musisz pamiętać jednak, że żyję w dwóch światach- w Twoim i w swoim.

Za chód

„Chodzenie szkodzi zdrowiu” zachrypiał mężczyzna, którego mijałam. Właśnie wydychał pierwszą chmurę dymu po odpaleniu papierosa. Miałam odpowiedzieć, ale stałabym się biernym palaczem pochłaniając dym. Machnęłam ręką.

Zgubiłam na mapie aktywności Czarnookiego. Żałuję, bo on trenuje z taką lekkością, choć przebiega 12 km.

Biegnąc robię dziubek z ust, jak wszystkie dziewczyny z Instagrama. Boję się, że wejdzie mi to w nawyk, jak chrząkanie. Przyczyna jest prozaiczna. Wpadam w chmurę muszek i latających żuczków. Chyba wciągam powietrze nosem, wydycham dziubkiem. Jak podaje portal kobieta.onet.pl „Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że codziennie zjadają robaki. Naukowcy zbadali tę sprawę i okazało się, że przeciętny człowiek w ciągu roku konsumuje od 453 do 907 gramów robaków„. Chyba jestem ponadprzeciętna, bo po spacerze nie jem już kolacji. Wydaje mi się, że ich chitynowe pancerzyki usztywniają mnie od wewnątrz, a co za tym idzie- proces starzenia postępuje, pomimo aktywności. Lustro nie kłamie. Mąż podobno też nie.

Chyba…

Istnieje taka emocja, jak zachwyt. Jest niedoceniana. Zachwycając się, chcemy bliżej/bardziej poznać, uczyć się, zrozumieć, związać…

Ponadto zachwyt sprawia, że nie skupiamy swojej uwagi już tylko na sobie. Zapominamy o tym, co jest w nas. Zapominamy o stałym rozpamiętywaniu, czarnowidztwie i beznadziejności.

…bo tkwimy w zachwycie… W tym, co piękne i co karmi nasze zmysły. Co pozwala głębiej oddychać, uśmiechać się i marzyć. Wyzwala energię, napędza działania…

Chyba się Tobą zachwyciłam…

Stres

Gardło. Ściśnięte, jakby czasem poparzone. Niekiedy chrypka, chrząknięcia i kaszel. Lekarz rodzinny wysłał mnie do laryngologa. Termin miałam na dziś, więc poszłam sprawdzić stan gardła, choć gorzej było, kiedy szłam do rodzinnego. A to było trzy miesiące temu. Dziś czułam się dobrze, co nie znaczy, że nie powinnam tego sprawdzić.

Poczekalnia, która teraz należy do gabinetu endokrynologa i laryngologa- kiedyś obejmujmowała pacjentów przychodni psychiatrycznej i stomatologicznej na NFZ. Niewiele się zmieniło. Nadal jest to dziwne miejsce.

Z poradni tych korzystają osoby starsze, dziś same 70plus, plus ja z przyklejonym uśmiechem na twarzy i słuchawkami w uszach.

Do poczekalni wszedł starszy pan i zapytał:

-Kto ostatni do ..oologa?- wskazano mnie.

Usiadł. Po jakimś czasie weszła kolejną osoba i pyta – Kto do laryngologa?- wskazałam tego pana, a on wzburzony odkrzyknął:

– Ale ja nie do laryngologa! Ja do urologa!

No tak… dziadki siedzące do laryngologa z przypchanymi uszami nie dosłyszały, a ja w słuchawkach nie byłam zorientowana.

W pewnym momencie do poczekalni wybiega ktoś w fartuchu z gabinetu laryngologicznego i krzyczy:

– Proszę się nie ociągać i wchodzić bezpośrednio po osobie, która wychodzi. Nie zwlekać. Ja nie będę wołać, bo mnie gardło boli.

Kolejne dziadki siadały więc pod drzwiami, by szybko zebrać swoje klamoty i poderwać się z krzesła. Sama byłam w stresie, że nie dobiegnę w porę do drzwi :-)))

Weszłam. Opowiedziałam historię. Pani doktor zerknęła w gardło. A potem zaczęła odczyniać czary. Odpaliła palnik z denaturatem. Wzięła narzędzie, opalała z każdej strony. Siedziałam na krześle, jak mój starszy syn u dentysty i zastanawiałam się, czy wiać. Pani doktor sprawdziła ciepłotę narzędzia na własnym policzku, czym mnie nieco uspokoiła i kazała otworzyć buzię.

A potem już było bardzo nieprzyjemnie, bo one we dwie wrzeszczały, że mam oddychać i nie słucham, a ja próbowałam ten oddech złapać, ale jak, skoro się zdenerwowałam i najchętniej bym się porzygała, za przeproszeniem.

Uff… dostrzegły to, co miały zobaczyć i odpuściły stawiając diagnozę zaczynając od zdania:

– Nie ma pani raka (a nie pytałam). Może ten kaszel od oskrzeli. Chrząkanie to nawyk, trzeba się go oduczyć jak najszybciej. Pić wodę. Nie stresować się, bo ten dyskomfort pewnie od stresu. No i przyjść, jak pojawi się chrypka (ale jak, skoro trzeba długo czekać…?)

Physalis, czyli miechunka peruwiańska, Zawarte w physalis witaminy z grupy B zwiększają podatność na stres, poprawiają samopoczucie, nastrój i sprawność intelektualną.

W ramach walki ze stresem kupiłam sobie miechunkę. Uwielbiam ją. Nie wyjaśnię, dlaczego. Po prostu zniewala mnie ten suchy lampionik skrywający w sobie złotą rodzynkę (złotą jagodę Inków) o smaku (jak mówią) pomidora z pomarańczą. Dla mnie to jak rozpakowywanie z szeleszczących opakować soczystego cukierka. I tak też je jem. Po prostu, bez dodatków. Bo można wrzucać do sałatek, albo zanurzać w czekoladzie…. mmmmm…. a potem odcięło mi prąd i poszłam spać.

Dzień Niezapominajki

Dziś Dzień Niezapominajki. Powiedz komuś coś miłego 🙂

-Ja nie potrafię.- pomyślała Pani Salmiakowa.

Przegrała dziś z Igą Świątek. Nie, żeby rywalizowała. Ale Pan Salmiak bał się jej (Idze) odmówić swojej obecności. A Salmiakowa nie wiedziała, że dziś jest jej czas.

W wyniku tego nieporozumienia, Pan Salmiak stojąc pomiędzy młotem, a kowadłem (nie wiem co lepsze- zastanowiła się Salmiakowa- być młotem, czy kowadłem?)- zwiedzał ogród botaniczny z Panią Salmiakową w słuchawkach oglądając na ekranie smartfona mecz z Igą. Pani Salmiakowa miała głośno powiedzieć, że Pan Salmiak chodzi z nawigacją, by się nie zgubić, ale nikt nie pytał. Pani Salmiakowa szukała natomiast wiązów. Znalazła jedynie szypułkowy.

Z pozdrowieniami dla @miedzianagora

Dzień nie zapisał się więc do tych mile spędzonych. Ale dnia jeszcze nie koniec 🙂 Barman znając się na kobietach i ich humorach, do zamówionego piwa dał lizaka :-)))

I Salmiakowa zaczęła się uśmiechać 🙂

Zabawa

Do zabawy w chodzenie wciągnęłam moje młodsze dziecko. Ścigamy się na jednej mapie. Mobilizuję go do ruchu…

Mąż mi pozazdrościł wychodzenia z domu, zaczął chodzić na basen, bo innej aktywności odmawiają jego stawy.

A starszy syn zaprosił dziś kolegów do domu. Jeden z nich tak się spieszył, że rozbił kolano. Przyszedł zakrwawiony, ale nie dał się dotknąć, nawet zobaczyć rany nie mogłam. Na szczęście nie mdlał. Zresztą…za bardzo nie wyobrażałam sobie, że obmywam kolanko koledze mojego synka, który ma 1,90 wzrostu…

Chłopcy 6,5 godziny grali w różne gry! A to karciane, a to planszówki. Zrobili sobie krótką przerwę na piłkę nożną i grę we frisbee. A wszyscy podobno uzależnieni od internetu… Do komputera nawet nie podeszli! Baterie wyczerpały im się dopiero wtedy, gdy napili się pepsi, a energia uszła wraz z głośnym pozbywaniem się nagromadzonego gazu w organizmie.

Przypomniało mi się, że zdziwiłam się oglądając zdjęcia nastolatków jednej z klas w naszym mieście. Wychowawca przygotowuje ich do wyjazdu w góry. Spotykają się po lekcjach na spacerach, placach zabaw i różnych aktywnościach ruchowych. W końcu zobaczyłam zdjęcia uśmiechniętych dzieci! One mają z tego frajdę! A jakiś czas temu mówiłam mamie, że nie rozumiem, ale nie ma szkolnych zdjęć na portalach, na których widać dobrą zabawę. Brawo dla wychowawcy! Te dzieci naprawdę nie mają kondycji.

Tylko dlaczego nie chcą same z siebie spędzać czasu na dworze, jak my kiedyś?

Niepokojąco dobrze

Nie może być za dobrze, bo się wydaje, że za chwilę będzie bardzo źle.

Pierwsze dni w pracy są niepokojąco miłe i spokojne. Szefowie niepokojąco zrównoważeni i wyrozumiali.

Własne biuro jeszcze mnie cieszy, choć siedzę przy otwartych drzwiach, by widzieć ruch na korytarzu. Piszę- jeszcze, bo można się w nim schować, ale samotność czasem jest niepokojąca. W moim biurze mam ekspres do kawy… firmowa kawa jest bardzo dobra. Zestaw firmowych herbat także.

Z nowymi prezesami czuję się tak, jakbym już z nimi nie raz konie kradła. Niepokojące jest to, że nie czuję strachu przed nowym i nieznanym. Jedynie lekki niepokój.

W firmie są rzeczy, które mnie pozytywnie zaskakują, ale też takie, na widok których tylko się uśmiecham. Mam ochotę to zmienić, ale poczekam z tym chwilę.

Sposób zarządzania całkowicie odmienny. Samiec Alfa chyba jeszcze nie do końca przeze mnie rozpoznany, ale może ja się nie znam. Zauważam deficyt ołówków.

Znowu mam klucz otwierający wszystkie drzwi…

No fajnie

Nie wiem, czy poszłabym dziś na spacer, gdybym nie usłyszała od Marcina „A może ja też zacznę biegać?”. Skoro on chce zacząć- ja nie mogę przestać…

Nie ma szans, by prędkość mojego chodu się jakoś znacznie zwiększyła. Ale…

Dzisiaj zostałam przyjęta do grupy aktywnych! Czarnooki, którego widziałam ostatnio na ścieżce- dziś wskazał gestem „bądźże pozdrowiona”- czyli już jestem w społeczności aktywnych. A na końcu spotkałam na ścieżce Zająca, który mnie poznał i wesoło pomachał, choć nie widzieliśmy się z jakieś 25 lat! Czyli nic się nie zmieniłam :-))) I jak tu zrezygnować z aktywności? 🙂

Zestaw do pracy

Najważniejsze jest to, by dobrze rozpocząć nowy etap w życiu. Mam więc nowy kubek, herbatkę ziołową i kisiel na piękne włosy, skórę i paznokcie.

Herbatka ziołowa będzie ostrzeżeniem dla panów, że może zdarzyć się tak, że Pani będzie zdenerwowana. A to nigdy dobrze nie wróży.

Zresztą zestaw ewidentnie dla czarownicy. Zabiorę ze sobą jeszcze woreczek z kamieniami i ustawię je obok klawiatury.

A dla niewierzących zabieram ze sobą puchar, który świadczy o tym, że strzelam bez pudła.

Mam nadzieję, że na początek to wystarczy.

Spotkania

Lubię chodzić na spotkania z autorami książek. Zawsze wychodzę z nich z głową pełną myśli.

Wsłuchuję się w to, skąd czerpią pomysły, jak tworzą postaci, jak wygląda ich życie, gdy tworzą.

Bardzo często „odchorowują” napisanie książki, w której zagnieżdża się zło- podobnie, jak aktor, który wciela się w trudną rolę.

Każdy autor książek dużo czyta i robi to od zawsze.

Słucham o współpracy z wydawcą. O terminach, z których muszą się wywiązać, o okładkach, które muszą zaakceptować, o fragmentach książek, które muszą poprawiać.

Pierwsza książka, która albo nie wychodzi z szuflady albo ląduje w koszu, choć wydawała się być znakomitą historią. Zaskoczenie, że z niewyjaśnionych przyczyn coś drgnęło. Sława i zdziwienie, że nikt nie chce wydać książek pod prawdziwym nazwiskiem, bo na rynku rządzą książki wydawane pod pseudonimem literackim.

Ciekawie wygląda też rozmowa autora książki z jej odbiorcą. Prośby czytelników, by bohaterka nie chorowała oraz zarzuty, że bohater jest bez werwy- i tłumaczenie się autora… albo pomysł na zmianę koncepcji 🙂

A potem sobie myślę, że to dobrze, że nie piszę książek, jednocześnie cieszę się, że mogę poznać tych, którzy z pisania żyją.