Hotelowe wygrzewanie

-Dzień dobry! Miło jest Panią widzieć ponownie w naszym hotelu. Pokój ten, co zwykle?- otrzymałam klucz do pokoju wraz z pilotem do klimatyzacji. Rzeczywiście z uwagi na plagę komarów, strach jest otwierać okna- pomyślałam.

Pokoj się nie zmienił, ale uwagę zwróciły ulotki oferujące nowe usługi.

„Wygrzewanie na telefon”

Zimna kołdra? W recepcji zabrakło termoforów? Nie martw się. Zadzwoń, nasz konsjerż odbierze kołdrę od Ciebie, podda wygrzewaniu w naszej nowej pralni samoobsługowej i odda ciepłą. Tylko do końca miesiąca, na czas wygrzewania kołdry, herbatka ułatwiająca zastąpienie -gratis.

Zaczął się sezon grzewczy, a wraz z nim problemy z ogrzewaniem w hotelu. Klimatyzacja też nie działa… na szczęście jest ciepła woda w kranie. Uparuję ciało i duszę pod prysznicem w lawendowym aromacie żelu pod prysznic, podobno też ułatwia zasypianie.

Brrr…

Edit*

Zainstalowano energooszczędny zestaw natryskowy- nie poszalejesz…

Jesień

Szłam wolno i widziałam pod swoimi nogami piękne liście, kasztany i patyki, czyli jesienne skarby 🙂 Odnotowywałam w pamięci miejsca, w których leżą, by zabrać je ze sobą, gdy będę wracać.

Oczywiście nie udało mi się wrócić tą samą drogą. Na drugą stronę jeziora ściągnęły mnie odgłosy jakiejś sportowej imprezy.

Już po raz drugi pasjonaci cyclocrossu mogli wziąć udział w cykl wyścigów przełajowych dla amatorów, rozgrywanych w Polsce północno-zachodniej.

W sezonie 2021/22 zaplanowano trasy na terenie Pomorza Zachodniego, Wielkopolski i Lubuskiego.

Niebko

Oglądam program „Daleko od miasta”. Podglądam tych, którzy odważyli się na przeprowadzkę i porzucili miejskie luksusy.

Widzę, ile zyskali, ale też ile pracy kosztuje ich stworzenie swojego miejsca na ziemi. Wychodzi tylko tym, którzy wierzą w to, co robią- czyli na przykład w permakulturę, zdrowe odżywianie się, mają hobby lub kochają zwierzęta, dla których tam mieszkają.

Podpatruję ich hobby. Praca w drewnie, ceramika, makrama, malowanie, zielarstwo i ziołolecznictwo, przetwory.

Dziś oglądałam historię ludzi, którzy kupili w górach dom- stoi tam od 300 lat!

Pani domu wspomniała, że wczasowiczom często w tym domu przypominają się zabawy, których uczył ich dziadek. Na przykład niebko.

Przypomniałam sobie, jak robiłam je mieszkając na Kaszubach. W dołku układało się kompozycję roślinną i przykrywało szkiełkiem.

Kto z Was tworzył takie widoczki?

Przemiany

W pracy rewolucja. Z Wysoko Postawionym znowu rozmawiamy w chmurze emocji. Znowu kończy się to tym, że wychodzę po wodę, on na papierosa, a reszta milknie.

Najgorsze jest jednak to, że kolejnego dnia doznaję blokady. Nie mogę nic zrobić, odrzuca mnie od spraw pracowniczych, plecy parzą, głowa boli i mam kaszel.

Problem jest bardziej złożony, bo praca zaczęła mi się podobać. Lubię miejsce, w którym pracuję oraz ludzi, z którymi pracuję. Poukładałam wiele procesów. Przy niewielkim wsparciu i zaufaniu do przełożonych mogłoby to trwać dalej.

Boję się, że stracę część swojego życia, jeśli zrezygnuję. Skończą się hotelowe przygody. A działo się tam trochę… Nie będzie już wspólnych przygód z Fabienne. A już się zrozumiałyśmy i pokochałyśmy. Co prawda nie potrafię tego, co Madonna potrafi w aucie, ale to kwestia ćwiczeń…mogę nad tym popracować… nie mówię o śpiewaniu, bo to mi wychodzi czasem całkiem nieźle.

Pracowałam już w sklepie, szkole, korporacjach bankowych i ubezpieczrniowych, w urzędzie, w księgowości, w administracji, w placówkach budżetowych, u prywaciarza, w korpo.. pisałam do gazety, prowadziłam szkolenia, byłam prawą ręką szefów. Po drugiej stronie biurka miałam gimnazjalistów, rolników, przedsiębiorców, przedstawicieli korporacji, ale też ludzi, którym pomagałam rozwiązać problemy. Mimo swojego doświadczenia oraz zdolności do szybkiego przystosowania się do nowych warunków nie jest mi łatwo zmieniać pracę. Znaleźć ją. Polubić. Ba, nawet nie wiem, co chciałabym robić. Trochę stałam się wygodna. Lubię niepełny etat, luźne godziny pracy, brak stałego nadzoru. Nie, nie nadaję się do prowadzenia własnej firmy.

Co będzie, jeśli przygoda z firmą się skończy? Nie ma tragedii. Będę szukać innej. Zajmę się domem i dziećmi. Boję się tylko, że zgasnę…

DEN

Z okazji Dnia Nauczyciela przedstawiam mój ulubiony fragment z zeszytu szkolnego.

Dodam tu głośno, że NIE LUBIĘ SZKOŁY . W domu tego głośno nie mogę powiedzieć.

W dzienniku elektronicznym (kiedyś nie mogłam się doczekać, by mieć do niego dostęp, teraz to dla mnie zmora) doczytałam dwie wiadomości „W zakładce uwagi znajduje się wiadomość” oraz ” „wiadomość w zakładce uwagi została skasowana”. Bardzo żałowałam, że nie mogłam tej skasowanej uwagi odczytać.

W domu syn zaczął opowiadać „wiesz mamo, ta nowa pani od polskiego to się niedługo wykończy. Strasznie dzisiaj na mnie się wydarła, aż się przestraszyłem. Krzyczała na mnie, że nie mam zadania domowego i wstawiła mi uwagę. Potem się darła na innych, ale i tak na mnie najbardziej. A potem się zorientowała, że nikt nie ma zadania. Ale nic nie powiedziała, tylko że usunęła uwagę.” Na to mniejszy syn „No, nasza się wykończyła. Ona tak mówiła na zdalnych, że ją wykończymy. No i też mamy nową.”

Życzę, by było łatwiej i przyjemniej!

petent

Przychodzi Obcokrajowiec do urzędu, bo musi mieć PESEL. Dostaje 4-ro stronicowy wniosek w języku polskim do wypełnienia, bo nie ma tłumaczenia. I kiedy już jest szczęśliwy, że udało mu się go wypełnić, na stronie 4 napotyka punkt 7, w którym musi podać podstawę prawną upoważniającą do otrzymania nr PESEL – wskazanie przepisu, z którego wynika obowiązek posiadania tego numeru.

Obcokrajowiec, który nie mówi w języku polskim bierze kogoś do pomocy i tłumaczą wspólnie urzędniczce, że zakładają działalność gospodarczą w formie spółki z o.o. i że to jest potrzebne i czy może pomóc wskazać taki przepis.

Urzędniczki nie interesuje historia. Ona ma dostać ten przepis, bo ona musi zweryfikować podczas rozpatrywania wniosku, czy na podstawie wskazanego artykułu może wydać PESEL.

Byłam zdziwiona historią, zapytałam w Google, co on na to i ze zdumieniem zauważyłam (tu wątek), że petenci mają z tym problem. Czy nie łatwiej byłoby udzielić jakiejś pomocy tym, których zmusiliśmy do nadawania sobie nr PESEL?

Np. taka lista:

Art.16 ustawy z dnia 24.09.2010 o ewidencji ludności (bo chcemy)

albo art.35 ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 roku o Krajowym Rejestrze Sądowym – bo składamy wniosek do KRS

albo Par. 5, ust. 3 Rozporządzenia Ministra Cyfryzacji z dnia 5 października 2016 roku w sprawie profilu zaufanego elektronicznej platformy usług administracji publicznej – bo chcemy ePUE

albo Ustawa o systemie oświaty z dnia 7.09.1991r. (Tj. z dnia 31.10.2016r. DZ. U. Z 2016r. POZ.1943 ART.92 K. Ust.2 pkt2f.)- bo potrzebne do szkoły; itd…

Pogoda

Wczoraj, podczas jazdy samochodem, towarzyszyła mi mgła. W pełnym słońcu mieniła się tak, jakbym docierała na sam koniec tęczy i musiała się jedynie zatrzymać i schylić po garnek ze złotem. Czasem unosiła się nad spokojnym jeziorem, innym razem była wyżej i wyglądała, jak chmura, która spadła z nieba.

Dziś świeciło piękne słońce, dodawało otuchy, energii, łagodziło ból. Morze było niezwykle spokojne i tym spokojem mnie zaraziło.

3/4 uncji

21 gramów… ” Jeśli wierzyć teorii Einsteina E=MC2, z tych 21 gramów powstałoby tyle energii, że nasza dusza rozniosłaby kosmos”- powiedział prof. Jerzy Vetulani.

4:18 w nocy w jakiś sposób zapisała się w mojej świadomości. Mąż powtórzył dziś ten sam czas. Być może jakaś odrobinka energii dotarła i tu. Chciałabym w to wierzyć. Myśl, że mógł dać mi pstryczka w nos, podnosi mnie na duchu. To, że nie odszedł całkiem bez pożegnania, działa na mnie uspokajająco.

Bo przecież nie zdążyłam zadzwonić… Nie odważyłam się na rozmowę ze strachu przed tym, że usłyszę złe nowiny. Czekałam na lepszy dla mnie moment.

Mieszkamy w różnych miejscach. W takich momentach Ci, którzy są daleko, czują bardziej, dotkliwiej. Wielu z nas nie pojawi się, ja jadę jutro powiedzieć „do widzenia”.

Bardzo mi przykro, że Twoje 42 lata były takie cierpkie. Powiedzenie „Karma wraca” na Twojej ścieżce życia nie funkcjonowało, jak trzeba. Ściągałeś na siebie całe zło tego świata, mam nadzieję, że teraz będziesz szczęśliwy, Kuzynie.

plum

Ciche plum po 4 w nocy wybudziło mnie ze snu. Chciałam jedynie zerknąć, która godzina. Przez okienko smartfona zerknęłam do znajomych. Saber nie mogąc spać – prasował. Pan z Ekwadoru czytał listy miłosne i podróżował w marzeniach. Nie spałam, myślałam.

Przypomniał mi się dawny znajomy, miał ciężki czas. Szukałam w sieci informacji i okazało się, że problemy nadal się nie rozwiązały. Jego żona za to rozkwitała. Jak ona to robi? Skąd u niej ta siła? Realizowała się nie tylko zawodowo, ale też społecznie. Może się rozwiedli?-przeszło mi przez myśl… Jak to możliwe, by w ich związku on sięgał dna, ona gwiazd?

Żona innego mojego znajomego, który mocno pobłądził towarzysko i zawodowo postanowiła odejść. Nie wiem, jaki był powód. Ubiegły rok nie był dla niego dobrym czasem. Ceny dryfowały szybciej, niż mógł wywiązać się z umów, zatem tracił. Stracił i pieniądze i dom i żonę i może dzieci…

Pomyślałam o moim mężu. Był czas, kiedy wydawało mi się, że robię wiele, by go wesprzeć – potem odpuściłam. Dawane wsparcie z mojej strony nie wracało do mnie. Podobnie było wczoraj, kiedy potrzebowałam jego obecności, a zobaczyłam tylko w korytarzu, jak biegnie z torbą sportową na trening. Kiedy wrócił – nie chciało mi się już z nim rozmawiać. Pewnie pomyślał, że nie mam humoru, bo coś tam. Jak zwykle. Jak to u kobiet – nie wiadomo o co chodzi.

Nieprzegadane problemy wrzały nocą w mojej głowie. Pomyślałam, że tak, jak te inne żony powinnam też umieć sobie radzić. Bo niby dlaczego nie? A jednak nie znam sposobu na to, by samodzielnie, pewnie stać na nogach. Dlaczego nie należę do grona tych silnych kobiet, którym się po prostu udaje?

A mogłam pomyśleć o jedzeniu lodów, bo przecież sezon dobiega końca…

osobiście i w sekrecie

Dzieje się wokół mnie dużo. Mało jednak takich rzeczy, które by mnie napędzały do działania. Zachęcały do wstawania z łóżka. Koiły nerwy i pozwalały na spokojne umoszczenie się w fotelu z książką lub na relaks podczas filmu.

Wkoło pojawiają się problemy, które rosną, jak grzyby po deszczu. Przyjmuję je z zadziwiającą dla mnie obojętnością. Zewnętrzną. Bo w środku wszystko się kumuluje i objawia na przykład uciskiem w klatce piersiowej.

Robię rachunek sumienia.

-Lęki są? – czy są? chyba nie? boję się? nie… no może tylko tego, że się pojawią…

-Śpisz? – śpię. Nie mam z tym problemów. Ostatnio nie spałam. Zdarzyły się dwie takie noce, podczas których nie spałam prawie w ogóle i za nic nie mogłam uspokoić myśli w głowie. Dopiero, kiedy nad ranem usiadłam na łóżku, by się dłużej nie męczyć – zasnęłam.

-Jesz? – jem. coś tam jem. Nie mam za bardzo na nic ochoty, ale jem. Obiegowa opinia głosi, że żołądek jest wielkości pięści, więc powinniśmy spożywać porcję, nie większe niż jego objętość. Mniej więcej tak to wygląda, choć tyję…

-Jesteś aktywna?- niby jestem. Przynajmniej tak pokazuje tarcza mojego zegarka, który mierzy aktywność. Zresztą, gdy się zasiedzę, zegarek wysyła impuls skłaniający do aktywności. Tak też robię.

-Masz ochotę? – o to jest pytanie! Nie mam. Już chyba nawet nie wiem, co to libido. Nie mam ochoty na przyjemności codzienne, na film, na książkę, na przesadzanie kwiatków, nawet ominęłam ostatnio kosz z tulipanami! – to wywołało u mnie alarm!

-Uśmiechasz się?- wydaje mi się, że tak. Syn wczoraj powiedział, że nie i pomyślałam, że właściwie na tym spotkaniu też byłam jakaś wyciszona. Ale wydaje mi się, że jednak dopisuje mi humor. Generalnie nie dzieje się nic.

Więc sama nie wiem… nie dzieje się gorzej, niż u innych. Nie jest gorzej, niż zwykle. Nie jest źle, więc dlaczego nie jest dobrze?

to zależy

Z początkiem lata zapisałam się na szkolenia skierowane do społeczników. Działania społeczne od zawsze mnie interesowały, choć raczej byłam obok nich. Zastanawiałam się, co takiego jest w tych procesach – chyba pociągająca jest ta energia, kiedy działa się w grupie dla osiągnięcia celu. To trochę inaczej, niż w zespole w firmie. Tu zbierają się osoby, które chcą, a nie muszą. Robią nie dlatego, że mają to w zakresie obowiązków, a z potrzeby serca. Nie liczą na zysk, a na uśmiech.

Tak, można zakwestionować to, co napisałam. Oczywiście, ze niektórzy działacze mają jasno sprecyzowany cel, jaki chcą osiągnąć – widzą, że mogą ugrać coś dla siebie: szybciej dojść do władzy, zarobić, coś pozyskać…

Najważniejsze, co wyniosłam z akademii to to, by zawsze robić to, co się lubi, a nie skupiać się na działaniach takich, które komuś są potrzebne. Realizując działania, w których nie czujemy się dobrze, możemy się szybko wypalić.

Organizacja różnych wydarzeń zazwyczaj na długo pozostaje w mojej pamięci. Przytrafiają mi się rzeczy dziwne i niezrozumiałe. Być może dlatego, że nie organizuję nic wielkiego -ot, zwykłe spotkania. A do zwykłych rzeczy potrzebuję zwykłych ludzi.

Tak więc zorganizowałam kiedyś polsko-niemieckie spotkanie w browarze. Okazało się, że niemieckim przewodnikiem był magnetofon na kasety, który zawiódł. Na szczęście szybko przeszliśmy do degustacji i znaleźliśmy wspólny język. Organizowałam wyjazd na imprezę. Kierowca busa zabłądził jadąc po nas i ciężko go było zlokalizować, bo błądząc nie odbierał telefonu; potem zabłądził wioząc grupę, a podczas imprezy musieliśmy dziadka odkarmić, by miał siłę nad odwieźć.

Tym razem komunikacja z hotelem przerosła moje zdolności pojmowania logiki pracowników. Naprawdę musiałam się nachodzić, by uzgodnić co, dla ilu osób, kiedy i za ile. Potem miałam jeszcze kilka stresujących sytuacji wynikających z tego, że nie miałam nic „na papierze” tylko „na słowo”. Takie czasy…

Jestem jednak z siebie dumna. Zorganizowałam spotkanie, ugościłam grupę, przygotowałam dla nich kolację, oprowadziłam po mieście. Kolacja to dla mnie wyzwanie…bo w grupie i wegetarianie i chłopcy, którzy regularnie jeżdżą na zloty motocyklowe i cenią sobie dobrą energię. A ze mnie żadna Hanja, czy Blubra… Zapakowałam lodówkę tak, że pękała w szwach (nowe lodówki są koszmarnie małe!) – a gdy wypakowywałam i w pośpiechu wiozłam ciepłe potrawy na salę – zapomniałam o ziemniaczkach w rozmarynie i o sałatce jarzynowej 😦 Z przyjemnością jednak odnotowałam pochrumkiwania panów przy mięsiwach i znikającą zielenienę na talerzach u pań.

A o czym rozmawialiśmy? O książkach 🙂 Jaki to piękny temat! Można zacząć rozmowę od okładki -naprawdę 🙂 Najważniejsze jest zawsze to, by zabierać ze sobą dobry humor i słońce.

Zrobiłam zdjęcie polecanych pozycji – oto one:

Jeszcze nie czytałam i nie wiem, kiedy znajdę na nie czas… Pomyślałam, że się jednak nimi z Wami podzielę.

Taki dzień!

Czy u Was też się dużo dzieje? Czy to tylko władca moich sznurków jest niezdecydowany, nie ma pomysłu, nie opracował strategii i bez namysłu pociąga za sznurki nie myśląc o konsekwencjach? W teatrze życia przeplatają mi się różne wątki, których logicznie powiązać nie można, a co za tym idzie- dzień jutrzejszy staje się jedną wielką niewiadomą. Może inaczej- jutro nadejdzie, ale nie wiadomo jakie.

Pomiędzy zawirowaniami , w kłębku nerwów jest też czas na miłe chwile.

***

Tiramisu

Pani Salmiakowa była na sympatycznej kolacji z Panem P. Było jak zwykle wesoło, miło i przyjemnie. Do tego smacznie. Niestety Pani Salmiakowa odnotowała z przykrością, że dzień zrobił się znacznie krótszy i wracała ciemną nocą (bo pieszo, dla zdrowotności) sama przez park, przez most i przez przejazd kolejowy. Drogę umilał jej słodki poczęstunek, który czekał na nich przy wyjściu.

Wczoraj dostała Pani Salmiakowa roślinność działkową, której pozbywał się Biurkowy Kolega. Krzaczki zajęły całą pojemność bagażnika Fabienne. Nawet ciut więcej. Jechała więc Pani Salmiakowa wśród zieleni, która z przestrzeni bagażnika wlewała się do strefy pasażera. Pani Salmiakowa miała w zamian do zaoferowania jedynie kilka cebul lilii.

A dzisiaj Pani Salmiakowa odwiedziła biuro nadleśnictwa, w związku z akcją #sadziMY . Dostała Pani Salmiakowa sadzonki świerków, a teraz czeka na Pana Salmiaka i Salmiakątka, by posadzili koło domu swoje drzewka.

Taka piękna niespodzianka!

Tak oto zostanie uczczony Dzień Chłopaka.

Wszystkim blogowym Chłopakom życzę samych pogodnych dni! Buziaki od Pani Salmiakowej.

Perspektywa

„Czasami wystarczy zmienić perspektywę i spojrzeć inaczej na swoje życie” – mniej więcej coś takiego napisał mój syn swojej znajomej.

Mądry chłopak pomyślałam wspominając swój dzień…

Biorę udział w pewnym projekcie. Musiałam zapewnić nocleg dla 10 osób. Wybrałam „hotel”, zadzwoniłam, zarezerwowałam miejsca. Próbowałam wynegocjować rabat, ale mi się nie udało. Cena jest stała.

Uzgodniliśmy budżet, żeby wszystko już było dopięte na ostatni guzik, poprosiłam o fakturę pro-forma.

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy cena okazała się wyższa o 15 procent! Od właścicielki obiektu usłyszałam, że pracownik podał mi starą cenę. Mam ofertę na dobrych warunkach, bo kolejne rezerwacje przyjmuje już z ceną o 30 procent wyższą od obecnej.

Zadzwoniłam do koleżanki, z wyczuwalnym wzburzeniem w głosie opowiedziałam o problemie, na co ona odpowiedziała:

-Trudno, chyba już nic nie zrobimy. Nie martw się, najwyżej zabierzemy ze sobą kolację. Nie psujmy sobie nastroju przez naszym wydarzeniem. Organizując kolejną akcję będziemy już mądrzejsze!

Jej słowa rozgoniły wszystkie czarne chmury nad moją głową. Równie dobrze mogła przecież powiedzieć „No jak to? Nie dopytałaś dokładnie? Zrób coś, przecież to przekracza budżet! Niech pracownik, który udzielił złej informacji pokryje różnicę”. Zamiast tego wsparła mnie i pomogła znaleźć inne rozwiązanie.