Autor: Zupełnie Inna Opowieść : Rozpoczął się Warszawski Festiwal Kryminału | W tym roku spotkania online. Notatka reblogowana.

Od dziś do niedzieli trwa Warszawski Festiwal Kryminału. W tym roku wszystkie spotkania odbywają się online. Wśród gości Graham Masterton, Katarzyna Bonda, Vincent V. Severski. A w sobotę poznamy laureatów nagrody Złoty Pocisk. To już czwarta edycja festiwalu. W tym roku – ze względu na pandemię – całość organizowana w formie online, nie zmienia się […]

Rozpoczął się Warszawski Festiwal Kryminału | W tym roku spotkania online

Niesiona

W całym kraju prognozowane są przelotne opady i ochłodzenie. Dla grzeszników przewidziano nawet gradobicie. Pogoda dla bogaczy niezmienna. Warszawa pozostaje ciepła. Dla zapracowanych-tradycyjny początek weekendu nie zapowiadający nic dobrego. U mnie zachmrzenie pełne i temperatura znacznie niższa-12 stopni, zawitał Bonifacy. Ale pogoda ducha dopisuje!

Dzień rozpoczęłam pyszną kawą podaną do łóżka- co prawda podaną przez męża, na którego się gniewam, ale kawa, to kawa, a mąż, to mąż.

Noc spędziłam w ramionach mężczyzny… Nosił mnie i było to baaardzo przyjemne uczucie. I tu ciekawostka- bardzo nie lubię, jak mnie ktoś podnosi. Nie cierpię od zawsze. Wierzę prawu grawitacji. Wydaje mi się, że jestem tak ciężka, że wręcz nie do uniesienia. A mój sprzeciw sprawia, mam wrażenie, że przyciąganie ziemskie działa ze spotęgowaną mocą. Nie pamiętam (lub wyparłam z pamięci) by mąż przenosił mnie przez próg (a wtedy ważyłam 54 kg). Nawet kiedy miałam zwichniętą nogę i miałam problem, by dotrzeć do łazienki – nie dałam się tam zanosić. Podobnie miałam z siadaniem komuś na kolanach. Już mnie teraz nikt nie zaprasza, więc problemu nie ma.

Tej nocy nosił mnie Peter Steele. Nie wiem, gdzie byliśmy, ani dokąd mnie niósł. To nie miało znaczenia. W takich ramionach…w takich ramionach kto by tam myślał dokąd zmierza?

Petrus T. Ratajczyk, zdjęcie z Onet.pl

Przy okazji przypomniała mi się historia, kiedy to na dyskotece straciłam przytomność. Nagle, niespodziewanie i całkowicie. Na trzeźwo urwał mi się film, a nic tego nie zapowiadało. Kiedy już taśma wróciła na rolkę, pojawił się w mojej głowie taki oto obraz „oto ja, Kleopatra niesiona w lektyce. Dwóch silnych mężczyzn u boku i trzeci, który poprawia mi suknię. Brakowało mi takiego z wachlarzem, by mnie trochę ochłodził, więc chyba zapytałam, czy się pojawi.” Serio- przywitano mnie brawami. Był Sylwester. Siedziałam na krześle wyniesionana na karkonoskie wzgórze, śnieg…. Mój chłopak próbował jeszcze ponaciągać na mnie moją sukienkę, albo mnie jakoś osłonić, bo materiał poprzesuwał się tak, że nie wiadomo było gdzie góra, a gdzie dół. Zapytałam, dlaczego on mnie nie wyniósł? Był postawny- 192 cm, silny i zawsze opiekuńczy. Powiedział, że się nie dało. Ochroniarze posadzili mnie na krzesło i wynieśli na powietrze. Bardzo miło wspominam to zdarzenie, bo kiedy się wybudziłam, jedyne co widziałam wkoło, to radość! Ochroniarze cieszyli się, jakbym wróciła zza światów, goście bili brawo i tylko mój chłopak stał zatroskany. Bo kochał.

Fotografia

W życiu widziałam chyba tysiące dowodów osobistych. Kawałek plastiku, nad którym zbytnio się nie skupiałam.

Pewnego dnia młoda kobieta podała mi do ręki swój dowód, a ja pomyślałam, że tak pięknego zdjęcia, jak to w dowodzie jeszcze nie widziałam. Podniosłam głowę znad biurka i zerknęłam z zaciekawieniem na właścicielkę, a potem raz jeszcze na dowód. Potem znowu na nią i uznałam, że muszę jej to powiedzieć „piękne ma pani to zdjęcie w dowodzie!”. Nie mogłam powiedzieć wprost, że ona jest piękna, bo to nie był ten czas i to miejsce na takie wyznania. Do zdjęcia mogłam się odnieść, bo zaczynał się właśnie czas zdjęć bez uśmiechu, z odsłoniętym czołem i widocznymi uszami.

Dziewczynie zrobiło się miło. Zaczęłyśmy rozmawiać. Była marynarzem. Wypływała w długie rejsy, na dalekie wody. Przez kilka miesięcy w roku mieszkała na statku w męskim gronie. Miała w sobie coś, co mnie hipnotyzowało, ale nie potrafiłam określić co… Ona natomiast była jakby skrępowana, z drugiej jednak strony mówiąc o swoim prywatnym życiu bardzo otwarta.

Czasem podglądałam ją na portalach społecznościowych. Parę dni temu przypomniałam sobie o niej. W rozmowie z wujkiem, który był oficerem na statku, dowiedziałam się, że ją szkolił. „Brzydka była”- odparł nie pytany. „Miała coś w sobie!” -odrzekłam. Chwilę nasze myśli powędrowały w jej stronę…

Ciekawe, co teraz robi i jak wygląda… Nie mogę sobie przypomnieć, by inna kobieta zrobiła na mnie takie wrażenie, jak ona. Sama nie wiem, co mnie w niej ujęło, bo pewnie gdybym się uważniej nie przyjrzała, to bym w niej nic nie dostrzegła…

  

Umajone…

Ależ to wszystko zaczęło rosnąć i kwitnąć! Jak pięknie się zrobiło! Jak ja się cieszę, że mam tyle kilometrów do pokonania jadąc do pracy… przez 1,5 godziny mogę się zachwycać tym, co wiosna uczyniła z krajobrazem!

Całe pole porośnięte mniszkiem lekarskim.

Zuroczyło mnie to miejsce. Co prawda dwa dni temu kolor kwiatów był żywszy, a słońce dodatkowo rozświetlało ukwiecone pagórki. Dziś nawet tak nie pachniało, ale zatrzymałam się, by zrobić zdjęcie. Szkoda, że nie mogłam ująć w jednym kadrze kwitnącego rzepaku- jest jaśniejszy. A już za chwilę pojawią się czerwone połacie porośnięte makami… i rozkwitnie czarny bez wzdłuż dróg i chabry…

A w ogrodzie królują tulipany…

Wczoraj witałam wiosnę!

Wczoraj oficjalnie rozpoczęłam sezon jazdy z otwartymi oknami.

Lubię czuć powiew wiatru, który przeczesuje moją czuprynę na wszystkie strony i łaskocze kosmykami twarz. Szum, a raczej huk wiatru, który potęguje dramaturgię szybkiej jazdy. Słodka woń mniszka lekarskiego i rzepaku przywołuje miłe myśli, a różne odcienie żółtego rozweselają soczystą zieleń. I lilaki rozkwitające…czekam na nie prawie tak, jak na truskawki- cały rok z utęsknieniem. Bez wpisał się w rodzinną historię tym, że mój tata kupił mojej mamie, w lutym (!), wiązankę ślubną z bzu!

A dziś przywitałam się z latem. Temperatura 30,5 stopnia. Na ulicach dominuje czerwień twarzy. Każdy ma mieszane uczucia, bo z jednej strony cieszy się, że jest ciepło, a z drugiej narzeka, bo za gorąco. Ja na dodatek mam pokój na poddaszu i okno dachowe…

Za to widok na przepływające nade mną chmurki rekompensuje zbyt wysoką temperaturę wnętrza.

Jak mnie Dorociński przestraszył!

Wspaniały poranek – pomyślałam, przejechałam przez rzekę bez większych problemów, szybko skręciłam do bankomatu po kasę firmową. Spakowałam do portfela i biegnę z portfelem w ręku do auta zaparkowanego nieopodal. Otwierając samochód zobaczyłam w szybie swoje odbicie – uśmiech na twarzy i rozwiany włos, ale… za moimi plecami także twarz mężczyzny!

Moje myśli poszybowały z prędkością błyskawicy, mniej więcej w tej kolejności:

przystojny 🙂

mężczyzna, trochę wyższy ode mnie (!)

za moimi plecami-dlaczego tam? (!!!!)

dlaczego się uśmiecha? (!?!?)

kasa? (!!!??)

napad?

Dorociński???? to on? serio? podobny…

tutaj???? (?????)

No i się odwróciłam….. i patrzę… jest i on! Na plakacie 🙂 Uśmiecha się 🙂

Uśmiechnęłam się i ja, choć miałam przyspieszone bicie serca z kilku powodów – że to napad i że mnie napadnie Marcin Dorociński……

Kiedyś Pan Dorociński napisał do mnie list z podziękowaniami, po tym, jak dołożyłam się do akcji ratowania wilków w Polsce… (oczywiście, że nie własnoręcznie, ale i tak miałam z tego dużo radości). Przystojny taki…

zdjęcie z https://www.menshealth.pl/sprawy/Marcin-Dorocinski-pokora-praca-sukces,10550,1

Dzień dobry 🙂 Miłego dnia!

Łapacz

Na moje motanki niektórzy musieli długo czekać, a łapacz słów przybył ekspresem! Pięknie zapakowany, czego niestety nie ujęłam na zdjęciach. Czułam się, jak mała dziewczynka odkrywająca tajemnicę prezentu, kiedy kolejno rozpakowywałam małe koperty i poznawałam ich zawartość, by w końcu dotrzeć do najważniejszego elementu.

Autorką łapacza słów jest mmzd

Ależ uśmiechnęła mi się buzia na widok czegoś, co od razu zaczęło ze mną współgrać. Perlicze piórka, drewniane elementy, koraliki, kwiatki, klamerki i plik karteczek na myśli ulotne, warte zapamiętania, ale też te, które potrafią zranić (takie należy spalić).

Miałam okazję chwilę pogawędzić przez telefon, dzięki temu upewniłam się, że COŚ/KTOŚ tam nade mną czuwa, bo otrzymałam prezent, którego technika wykonania podobna jest do tej podczas tworzenia motanek: materiały powinny być naturalne, nie można używać ostrych narzędzi (nożyczek, gwoździ), czy proces palenia ( złych słów/motanek, które spełniły życzenie).

Szkoda, że zdjęcia nie oddają całego uroku! Szkoda, że nie widać na nich mnie, ale wyglądałam tak, jak emotka na drewienku- z uśmiechem od ucha do ucha!

Teraz nie straszne są mi rzucane w moją stronę słowa! Tak myślę! Mam wierzyć, więc wierzę!

Dziękuję mmzd!

Całowanie się

Leżę, a obok mnie on. W przyjacielskim przytuleniu. Mieszam mu dłonią we włosach, a jemu sprawia to przyjemność…

– Wiesz- mówię- dobrze się czuję w twoim towarzystwie… Czy myślałeś, że może byśmy razem…? Bo wiesz, jak coś to ja mogę… Jeśli miałbyś ochotę moglibyśmy spróbować razem…- motałam się w zwerbalizowaniu tego, że chciałabym  stworzyć z kimś wspólne gospodarstwo domowe. Bo, jak się okazało ja, w tym wieku, nie otrzymuję już żadnych propozycji ze strony mężczyzn i jest obawa, że zostanę starą panną. Samotną i zdziwaczałą. On okazał się ostatnią deską ratunku.

– Wiesz- odpowiedział nadal poddając się pieszczotom- ja mam dziewczynę.

Zrobiło mi się smutno. On objął mnie i zaczęliśmy się całować. Krótko, bo go odsunęłam.

– Nie chcesz mnie całować, a chcesz być ze mną? – odepchnął mnie.

„Nie lubię się całować. Nie lubię już. Nie umiem. Zabiera mi oddech. Dawno się nie całowałam. Chyba już się nie będę całować” z taką myślą w głowie obudziłam się dzisiejszego poranka. Zaraz potem, zaczęłam się zastanawiać, kim był ten mężczyzna ze snu? Po co mi „wspólne gospodarstwo domowe”? I tylko tego przytulenia było mi żal, bo wraz ze snem zniknęło…

Dzień dobry 🙂

Obiad

Urządzanie imprez, to dla mnie spory stres. Nie umiem gotować, a ponieważ niezbyt często organizuję takie imprezy- nie radzę sobie z rozplanowaniem zadań w czasie.

Poza tym jestem z tym zawsze sama, bo dzieciom nie bardzo zależy, a mąż jest chory (tym razem po szczepionce). Na szczęście rosół stawia go szybko na nogi.

Jak sobie radziła z tym babcia? Zastanowiłam się przestawiając misę.

Huta „Ząbkowice”, misa z serii „Asteroid”

Babcia -zawsze opanowana, samodzielnie przygotowywała obiady, na których było czasem kilkanaście osób ( w tym dzieci). Ja pomagałam w dekorowaniu stołu i potraw. Znałam każdą jej miskę, talerz, kieliszki… Lubiła te swoje naczynia. Ja też. Po jej śmierci kilka takich rzeczy trafiło do mojego domu.

Rano postanowiłam, że podam obiad wykorzystując to, co odziedziczyłam po babci, a ona pewnie z zaświatów mnie wspierała, bo już o 11.00 miałam większość przygotowaną. Dopiero tuż przed przyjściem gości zestresowałam się, bo zgubiłam (!) makaron. Wczoraj kupiłam, dziś nie było 🙂 okazało się, że został w samochodzie 🙂

Zatem był typowy, niedzielny obiad: rosół z pietruszką z mojego ogródka ( wiem, niektórzy nie lubią, ja uwielbiam). Duszony schab, młode ziemniaki i do wyboru: kalafior gotowany na parze, boczniaki z pietruchą i czosnkiem, ogórki konserwowe dla tradycjonalistów. Potem kawa i tort czekoladowy, desery w pucharkach i małych słoiczkach, ciasto owocowe i sernik. Dla chętnych lampka czerwonego wina.

Po deserze poszliśmy na spacer. Było pięknie, ciepło i słonecznie. Pewnie dlatego każdy był w dobrym nastroju.

Tak…z pewnością duch babci brał udział w przygotowaniach, bo nawet nie byłam zmęczona.

Mistrzyni świata

Nie, tym razem nie piszę o sobie. Chciałam wspomnieć o Natalii Sadowskiej- dwukrotnej mistrzyni świata w warcabach stupolowych.

Jest o niej głośno w mediach, bo… przegrała. Nie została po raz trzeci mistrzynią świata. Przegrała z Rosjanką Tamarą Tansykkużyną. Chyba nigdy nie myślała, że stanie się sławna i rozpoznawalna dopiero po poniesieniu porażki!

Miałam dziś okazję posłuchać z nią wywiadu. Opowiadała o sobie, zawodach i oczywiście o warcabach, które szybko zdobywają dużą popularność dzięki tej rozgrywce.

W czasie jednej z partii miało miejsce wydarzenie związane z flagą Rosji, umieszczoną na stoliku ina stronie internetowej zawodów. Organizatorzy otrzymali w czasie rozgrywki telefon z prośbą o natychmiastowe usunięcie flagi Rosjii. Pozostawienie flagi miało skutkować przerwaniem zawodów. Wszystko za sprawą Decyzji Światowej Agencji Antydopingowej, która zabrania sportowcom Rosji występowania pod flagą tego kraju. W tej sytuacji nasza zawodniczka postanowiła też grać bez flagi. Do tej pory otrzymuje podziękowania z Rosji

Myślałam, że tacy sportowcy, jak ona- w czasie pandemii mogą skupić się na utrzymywaniu formy. Tak nie jest. Brak dochodu sprawił, że musiała podjąć pracę zarobkową (jako analityk w korporacji).

Teraz Natalia szuka sponsorów, a ja trzymam za nią kciuki.

domówka, bo można!

Jutro rodzę, po raz n-ty.

Na razie liczę na płodność w kuchni- niech się mnożą smakołyki, niech smakują, nie przypalą się, nie wyleją z gara podczas odcedzania, niech piekarnik nie zawiedzie.

Przy stole jubilat, jego brat, cztery dorosłe osoby zaszczepione pierwszą dawką i ja- nieszczepiona. Na wściekliznę bez potrzeby nie szczepią. Kielicha wypić nie mogę, bo biorę antybiotyk. Pozostaje melisa…

Spotkanie z teściową ostatnio sprawia, że na zbyt niskie ciśnienie nie będę narzekać.

Emocje

Codziennie ocieram się o niedobre emocje. Każdy jest jakiś przygaszony, zdenerwowany, poszkodowany, źle potraktowany, oszukany, zmęczony, zgorzkniały… skąd to?

W firmie sprząta Ukrainka. Bardzo ją lubię. Ona mnie chyba też. Czasem poplotkujemy, bo ona wie, co dzieje się w innych firmach. Zanim.zaczęła sprzątać, pracowała w biurze rachunkowym. Ostatnio podczas rozmowy powiedziałam jej, że powinna była zostać psychologiem. Potrafi obserwować ludzi i daje dobre rady. Powiedziała, że jej czasem jest bardzo ciężko. Idzie wówczas nad rzekę. Popłacze, popłacze, a woda zabiera smutki i leczy. Ciekawe, bo ja ze smutkami też zazwyczaj szłam nad wodę.

Kolega biurkowy walczy ze swoim ja. Czuje się zagrożony w pracy i choć na razie bezpodstawnie, to działa impulsywnie i nie zawsze jest miły. Nie lubię tego stanu u niego, bo czasem oberwie mi się za nic i to w nieprzyjemny sposób.

Siostra ma problem z nastolatkiem, który wie lepiej i z chorobą małego. Jest z tym sama. Potrzebuje pomocy, a nie bardzo wiem, jak jej pomóc. Dzieli nas 1000 km.

A ja powiedziałam dziś mężowi ze smutkiem, że źle się czuję w naszym domu, natomiast on powiedział, że wybuduje mi altankę w ogrodzie, żebym się wyniosła… To, że najbliższa osoba nie potrafi udzielić wsparcia, mogę zrozumieć,bo może nie potrafić. To, że mówi w taki sposób już nie bardzo pojmuję…

Przeczytałam ostatnio w komentarzach, że „nic nas już nie rozpieszcza”….

A tulipany rozkwitają…i buzia mi się do nich uśmiecha.

odbicie

Ostatnio moja aktywność w Internecie trochę się odmieniła. Przeprosiłam się z Facebookiem (choć nie lubię tego portalu), bo tam najszybciej mogłam dotrzeć do interesujących mnie materiałów na żywo. Czasem kliknę na materiał sponsorowany. Na Instagramie nie udzielam się, ale obserwuję sobie piękne miejsca. Dzięki obrazom podróżuję po Polsce. Na Pintereście rozbudzam swoją kreatywność. Czasem użyję jej, by odnaleźć informacje na podstawie jakiegoś zdjęcia.

Dygresja: Kupiłam ostatnio owoc, ale zapomniałam, jak on się nazywa. Zrobiłam zdjęcie, wstawiłam na Pinterest, wybrałam opcję wyszukiwania podobnych obrazów i znalazłam nazwę – Cherimoya. Potem już szybko mogłam odnaleźć informację, jak się do niej zabrać i czego się spodziewać. Zjadłam w całości, bo rodzina odmówiła. Mnie ten owoc zaskoczył, bo naprawdę smakuje, jak owocowy budyń. Niestety ilość pestek w moim owocu była ogromna…liczyłam do 26, a potem już przestałam. Ale doznania smakowe są ciekawe.

Buszowanie w ten sposób po aplikacjach sprawiło, że system podpowiadający materiał, który powinien mnie zainteresować, zaczął pojawiać się wszędzie i z każdej strony. I tu przypomniał mi się Zbit Fg, który zawsze pisał, że ma na ekranie same kobiety w bieliźnie.

Dygresja: Zbita spotkałam na bloxie w 2008 (?). Potem przez naście lat nie udzielałam się w Internecie. Kiedy powróciłam na bloxa, znowu przypadkiem na niego trafiłam (nie pamiętałam, że wcześniej wpadałam do niego na bloga), na nowo się zaprzyjaźniliśmy.

Dziś odkryłam, że świat przestał mnie zaskakiwać. Ale jak mógłby, skoro na ekranie mam albo sukienki, albo byliny i cebule ogrodowe. Aplikacje wcale mi nie pomagają, podpowiadają to, co już wiem, albo nadal przypomninają o tym, czego już nie chcę wiedzieć.

Na szczęście potrafię zbaczać z wyznaczonych dróg i od czasu do czasu odkryję coś, co pobudza moją wyobraźnię. Ostatnio, szukając tematu na opowiadanie, trafiłam na Wojtka i jego muzykę. Nawet pokusiłam się o napisanie do niego listu. Odesłał bardzo miłą wiadomość, choć dopiero dziś odkryłam, że to, o czym mu napisałam- doskonale wie 🙂

Właściwie dzięki ludziom, których spotykam na swojej drodze myślę sobie, że świat się nie zatrzymał. Nie jest nudny i szary, bądź monotematyczny, jak przestrzeń reklamowa na moim ekranie lub świat na trasie dom-praca-dom. Tam, po drugiej stronie zawsze jest ktoś, kto potrafi myśleć inaczej, zmieni nasz świat, podpowie, zaskoczy, wesprze… Wystarczy być otwartym.

Pulpit może i nudny, ale po zalogowaniu otwierają się wrota do ciekawych historii.

Matura

Okropnie bałam się matury z polskiego. Myślałam, że nie zdam. Zdałam, ale wyparłam z pamięci. Brrr…

Matematyka to była przyjemność. Ale w całkach musiałam się pogubić, bo nie zdałam na ocenę celującą. Za to bułki były pyszne!

Na angielskim pomyliłam nazwisko Guy Fawkes z Forrestem Gumpem, a tym samym unieszkodliwiłam komisję, która dzień wcześniej była w kinie i ze śmiechu nie mogła mi zadać kolejnego pytania wyobrażając sobie Forresta w roli Guya. Zwinęłam im pralinki z talerza, wychodząc.

Dni matury były dniami, kiedy po raz pierwszy i całkiem sama jechałam do LO Fiatem 126p w kolorze pustynnego piasku !!!

Potem chciałam się dostać na uczelnię do Krakowa… brałam udział w konkursie matematycznym, którego wygraną byl indeks. Niestety otrzymałam list, iż rozwiązałam zadania poprawnie, ale mogłam do tego dotrzeć krótszą drogą. Cóż…

Wybrałam co innego i gdzie indziej, choć chyba popełniłam błąd odrzucając propozycje, które posyłał mi los…

Niby można korygować drogę, którą się idzie przez całe życie…ale sił mniej.