poniedziałek

Może jednak od wtorku będzie normalnie? Bo od poniedziałku się nie udaje. Wczorajszy poniedziałek był pasmem klęsk. Moja frustracja rosła wprost proporcjonalnie do odwiedzanych firm i instytucji. Bardzo się hamowałam, by kogoś nie urazić. Jednej pani się niestety nie poszczęściło, w dodatku znajomej mojego męża. Tym samym mąż zdobył świadka na to, że w związku może być ze mną nie do wytrzymania.

Latem lubię Ciemną Stronę Jeziora. Jest tam w miarę spokojnie, jeszcze dziko i trochę chłodniej. Jasna Strona Jeziora tętni życiem. Jest hałaśliwie, brudno i tłoczno. Wieczorem postanowiłam pojawić się po Jasnej Stronie, spróbować tego, czym żyją i cieszą się inni. Bar pod chmurką zlokalizowany na plaży jest przyjemnym miejscem. Wygodne kanapy, leżaki, krzesła, huśtawki – dla każdego coś miłego. Zawieszone nad głowami żagle lub rozwieszone sznury żarówek z ciepłym światłem. Na stolikach donice z żywymi kwiatami. A w barach- rozmaitości (nie Saber-nie ma tam owoców morza i wykwintnych potraw).

Usiadłam wygodnie z widokiem na jezioro. Zimny, kwaśny napój gasił pragnienie. Zbiór niechcianych felietonów Talki, który kupiłam za śmieszne pieniądze w księgarni poprawiał humor. W aplikacji, na grupowym chacie, pojawiały się zdjęcia i komentarze znajomych z pracy, którzy przebywają na urlopie. Cudownie. I nagle pojawiła się obok młoda kobieta. Dymiąca, jak parowóz i…. z własnym głośnikiem. Głośna muzyka w ogródku wcale nie przeszkadzała jej w tym, by móc zaprezentować własną. Nie chciałam wchodzić w rozmowę, gdyż w pyskówkach (której można było się spodziewać) jestem kiepska. Przesiadłam się.

Wracałam po 21.00. Miasto ciemne i puste. Zerknęłam, jak zwykle, na wystawę księgarni, a potem na wystawę z manekinami. Nigdy już nie będę taka szczupła, westchnęłam. A potem zauważyłam, że ktoś zaczepia mnie czerwonym światełkiem i wykrzykuje swój nr telefonu. Jak dobrze, że w tym mieście jest tak ciemno… przez chwilę można się poczuć, jak gimnazjalistka, bo chłopcy chyba starsi nie byli :)))

Dorosłam do tego, by nie nosić długich spódnic ani spodni w czasie takich upałów. Noszę najczęściej krótkie spodenki. Ani lato, ani starość nie są dla mnie łaskawe. Lato wyciąga na wierzch wszystkie niedoskonałości skóry. Teraz mam je już gdzieś. Są częścią mnie, po prostu. Kogo interesują moje „pozdzierane” kolana i poobijane nogi? Patrz w oczy, jeśli chcesz mnie poznać. Choć oczy też się zmieniają…Trochę czuję się, jak Maja Hyży (kimkolwiek jest…), która pokazała bliznę. Piękna kobieta, piękne zdjęcie, więc i blizna piękna. Nie do końca jest dla mnie czytelne też to, co ona chciała tak naprawdę powiedzieć. Łatwo jest powiedzieć „jestem nieidealna”, trudniej jest uwierzyć w swoje piękno. Warto wierzyć. Jest łatwiej.

Bielactwo

Samotnia

Mam ogromną potrzebę wyrwania się z domu. Od dwóch dni jestem już spakowana, tylko najpierw pomagałam mężowi, potem jeszcze obiad, potem jeszcze wsadziłam kwiatki, potem kuzynka wpadła w odwiedziny, potem znowu obiad, bo mąż jakoś myśli, że dzieci jedzą w tych restauracjach, które prowadzą w sieci…

Przeglądam portale..hotele nadmorskie pełne. Nie wiem jednak, czy mam ochotę na taki hotel. W tłumie czasem uczucie samotności się potęguje. Agroturystyki nastawione są na rodziny. Łodzie za drogie, zresztą może bym się bała? Domek na drzewie odpada w czasie burzy. Mogło by być takie coś:

Bo las, rzeka i blisko po jajka na śniadanie. Hamak i święty spokój.

Cisza i spokój w środku lasu w wyjątkowo klimatycznym tiny house. Czyste powietrze pełne jodu i śpiew ptaków. Blisko do rzeki Liwiec w której można się schłodzić a nawet po niej spacerować. Na działce miejsce na ognisko oraz dostępny grill elektryczny.

Na piechotę:
12 min do rzeki
20 min do sklepu
5 min po jajka prosto od kury
30 min restauracja gospoda z pysznym jedzeniem

Wspaniałe miejsce na odpoczynek i wyciszenie. Bardzo korzystny i szybki dojazd z Warszawy.

I tylko terminu brak…

Sama

Ostatnio zastanawiałam się, jak teraz szuka się drugiej osoby (nie to żebym szukała). Doszłam do wniosku, że powinno się najpierw zadbać o siebie, tzn. o swoje szczęście, pokochać siebie, a druga osoba szybko sama się znajdzie.

Pamięć jednak podsuwa mi inny scenariusz. Męża poznałam w okresie, w którym niemalże przez Historię Myśli Ekonomicznej nie zakończyła się moja przygoda ze studiami. Byłam w wielkim stresie, być może dlatego nie zapaliła mi się czerwona lampka…

Oferty pójścia z kimś do łóżka dostawałam na ulicy, na przejściu dla pieszych po powrocie z egzaminu oraz na chodniku przed urzędem pracy. W obu przypadkach wyglądałam na siedem nieszczęść. W obu przypadkach strzał był nietrafiony, bo nawet gdybym miała ochotę, do komunikat docierał do mnie z dużym opóźnieniem. Tak dużym, że oferent był już poza horyzontem.

Z pytaniami „czy wyjdziesz za mnie?” spotykałam się od przedszkola, może dlatego z obecnym mężem zaręczaliśmy się dwa razy… dwie pomyłki, co za pech… nawet pierścionek z brylantem to lipa, powiedział złotnik, kiedy mu go dałam do naprostowania.

A w momencie, w którym mam ochotę złożyć pozew rozwojowy, odzywa sie nieznajomy z geocachingu. Nie mam pojęcia, jak tam można kogoś znaleźć, no ale ja jestem kiepska nawet w szukaniu keszy. Zatem chwilę po tym, jak mąż doprowadził mnie do stanu krytycznego zaplumkał telefon:

Właściwie kusząca propozycja, kusząca. Co prawda jedyne, czego się mogę domyślać na temat tego mężczyzny to to, że jest ode mnie młodszy o jakieś 20 lat i pewnie nadal lubi sport… to możemy skoczyć na kesze… możemy… tylko czy w moim wieku jeszcze mi się chce?

Blokada

Znowu. Znowu zaserwowana z lekkością w głosie informacja rozsypała mnie na 1001 drobiazgów.

Znowu pojawiły się w głowie niszczące mnie myśli. Niby to wszystko takie proste- żyj tak, jak chcesz. A ja wciąż jeszcze ufam i liczę na drugą osobę.

Niby mogłam się tego spodziewać, ale moje ciało nie. Odcięło mi siłę w nogach, sparaliżowało lewą stronę pleców i zabrało oddech. Nic na to nie poradzę. Nie pomógł spacer, bo nie mogłam iść. Nie pomogło słuchanie muzyki, bo nie słyszę. Nie pomógł sen, choć miałam na niego ochotę. Nie pomaga to, że muszę spakować siostrzeńca i pozbierać jego porozrzucane po całym domu rzeczy. Nawet „O Północy w Paryżu” nie odwraca myśli.

…nigdy już nie będzie normalnie…

…nigdy nie będzie tak pysznych ciastek…

Jak to na urlopie

Siostra rozpoczyna urlop. Nie wiem, jak ona to zrobi i czy zdąży odpocząć, bo pracy miała ostatnio po pachy.

Zastanawia się, jak przeżyje rodzinny urlop, bo jej mąż, a mój szwagier- jest nie w sosie. A jak on jest nie w sosie, to najlepiej trzymac się z dala.

Przygotowałam więc dla niej zestaw ratunkowy. Do niewielkiego pudełka zmieściła się buteleczka nalewki malinowej od taty, mały kieliszek, żeby pić kulturalnie, małe ledowe podgrzewacze- by stworzyć nastrój, talerzyk na pralinki z pralinkami, bukiecik z lawendy i gwiazdki, które zbierają promienie słoneczne za dnia, a świecące nocą można wystrzelić z gumki w kosmos, wraz z wypowiedzianym życzeniem.

Nie zostawiłam sobie gwiazdki, by mnie nie kusiła. Jeden strzał, a Pan Salmiak zniknąłby w niewyjaśnionych okolicznościach… szwagier nie zniknie, zbyt twardo stąpa po ziemi.

Wiadomość

Zaskoczył mnie, zodiakalnego lwa (zodiakalną lwicę?) wczorajszy horoskop. A jednak ziarno prawdy było w nim zawarte…

Wywrócona do góry nogami

Dziś dzień wolny. W planach była cała masa rozrywek, którą przygotowałam dla latorośli. Plaża, lody, rowery, gry planszowe, karciane, geocaching, wygrał ich upór i nicnierobienie.

Podziękowałam za piękne książki, wygrane w Radiowej Czwórce i dostałam bardzo sympatyczną wiadomość zwrotną. Ktoś tam, po drugiej stronie ucieszył się z listu, podobnie, jak ja z wygranej. Rozochocona nowym konkursem, w którym można wygrać prezent marzeń dla kogoś, wysłałam zgłoszenie dla… bliskiej mi osoby z blogosfery, niestety- nie dzisiaj… dziś nie mieliśmy szczęścia.

Czekałam na powrót męża z pracy z Polityką w ręku.

Wrócił. Najpierw rozemocjonowany opowiedział o tym, że wykończyli Gatę, a gdy ochłonął powiedział „A Rabarbar jednak zmienił zdanie co do urlopu, więc…” I tu nie dokończył. Runął punkt 5 ze spisu, za nim szósty i kolejne. Jak to przesunąć urlop, skoro za bardzo nie ma już gdzie. Jakie to szczęście, że było już posprzątane po obiedzie. Rabarbar to silna osobowość- nic jej zarzucić nie mogę, ale mojego pełnego cnót męźczyznę kiedyś uduszę, zepchnę ze schodów, przejadę na podjeździe do domu lub utopię w wannie. Albo wszystko razem dla pewności.

Tymczasem zadzwonił Trzeci, rozpogodził mnie jak co dzień, złagodniałam i pomyślałam sobie, że wyobraźnia łagodzi obyczaje.

Sezon urlopowy

Ponieważ na dobre zaczyna się w firmie sezon urlopowy, a każdy z pracowników stęskniony jest spotkań towarzyskich, umówiliśmy się na firmowe spotkanie po pracy.

I nie miałam wyrzutów sumienia zamawiając wielką porcję sernika na ciepło z lodami i bitą śmietaną. Może tylko było mi głupio, bo chciałam płacić kartą biblioteczną. W tym lokalu ich nie akceptują…

Teściowa

-Powinnaś odwiedzić teściową- powiedziała mama, a we mnie odezwała się „potulna”, z którą mam przecież walczyć.

– Zobaczę, pomyślę, nie wiem – bełkotałam na głos, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć, by nie urazić „uczuć matek”. Nie lubię robić czegoś nieszczerze. Nie uśmiecham się nieszczerze i nie prawię komplementów nie czując potrzeby.

Poszłam. Pieszo. Słuchawki na uszach. Kupiłam loda. Słońce. Lato. Szłam za długo, bo mąż zdążył zadzwonić, że czeka.

Teściowa leżąca, właśnie wróciła z działki, co mnie uspokoiło, że ze zdrowiem nie tak źle, jak media podają. Widząc mnie przypomniała sobie o konieczności przyjęcia leków.

Zerknęłam na nowy nabytek zawieszony na ścianie. 12 zdjęć- na trzech ja, na jednym tylko mój mąż. Na innych dwóch moja szwagierka- pierwszy w rodzinie diabeł wcielony, bo drugie miejsce zajmowałam ja. Sądząc po ilości zdjęć, może jestem wyżej w rankingu? Może teściowa rzuca do tej tarczy zdjęć lotkami?

Jedno moje zdjęcie miało ponad 20 lat, z wesela w rodzinie męża. Drugie z ostatniego wesela, z foto budki, do której zaciągnęłam teściów 🙂 Było też zdjęcie z momentu zapoznania się naszych rodzin- mojej i męża.

Zastanowił mnie dobór zdjęć… ale też przypomniały mi się wszystkie wesela. Na ostatnim, w Bawarii- bawiłam się świetnie, wszystko dzięki połączeniu różnych tradycji. Na pierwszym, na którym byłam z mężem- też, bo było to pierwsze wesele, jakie przeżyłam w remizie strażackiej.

A moje? Na przygotowanie swojego miałam 2 miesiące. Wybrałam suknię ze złotym gorsetem (jedyna, jaka na mnie pasowała). Mąż wybierał garnitur i kamizelkę sam, ale sprzedawca wiedział, że ma sprzedać złotą kamizelkę. Bukiet zamówił mąż, a ja odwiedziłam kwiaciarnię i podpowiedziałam paniom, co lubię.

W sumie wszystko się udało. Gdybym miala organizować wesele przez dłuższy czas, może by do niego nie doszło 😂

Nie miałabym teściowej…

Ale piosenkę z wesela pamiętam…

Kasa

Piszę aneksy z podwyżkami płac. Najbardziej przykrą rzeczą jest moment podpisywania przez nich dokumentu i kręcenia nosem.

Za moich czasów nie było podwyżek. Dlatego złoszczę się, kiedy muszę słuchać margolenia. W zeszłym roku na stwierdzenie „nie podpiszę, bo za mało” wrzuciłam aneks do niszczarki. Chłopak się zdziwił. Musiał odkręcić sprawę.

Kierowca 10 tysięcy… nabijam kilometry z prędkością światła. Mam wyższe wykształcenie i bardzo odpowiedzialną pracę. Odpowiadam za innych, odpowiadam materialnie za swoje przewinienia. Nie śpię, gadam na głos do siebie, kiedy gonią mnie terminy, po nocach czasem śnią mi się egzaminy z czasów studiów i nauczyciele z LO. O pracy za 10 tysięcy mogę pomarzyć.

Nie każdy może być kierowcą TIRa. Mój kuzyn nie wytrzymał psychicznie po tym, jak widział śmierć swojego kolegi na trasie. Dzisiaj byłam świadkiem tego, jak kierowca bał się podpisać CMRkę (list przewozowy) choć to standardowa procedura, ale nie znał języków . Ja ostatnio pędząc drogą szybkiego ruchu byłam bliska płaczu, że się zgubię, a nie miałam sił na długą podróż. Sąsiadowi spadł kamień z serca, kiedy inny Polak poprowadził go drogami przez Hiszpanię. Ostatnie CV, jakie otrzymałam na stanowisko kierowcy było od absolwenta prawa. Jest czas, kiedy nie mogę zamówić transportu w firmie zajmującej się logistyką. Na ogłoszenie o pracę nie odpowiada nikt od 6 miesięcy. Ile to 10 tysięcy?

Jak znaleźć?

Kiedyś nurtowało mnie przez chwilę pytanie „Jak znaleźć kogoś do pary?” W pismach dla dziewczyn odpowiedzi na to pytanie padały zawsze w sezonie letnim. Podpowiedzi były różne. Najbardziej skuteczną była ta, by zamknąć oczy i wyobrazić sobie tego, którego szukamy. Zamknęłam, a potem pojawił się ten, z którym jestem. (Dobrze pomyśl o czym marzysz).

Były też takie, by zapamiętać czas i miejsce, kiedy taka osoba się pojawi. A potem spróbować spotkać ją o tej samej porze w tym samym miejscu.

Spróbowałam. Student ekonomii regularnie jeździł na uczelnię. Wsiadłam w jego autobus, poczekałam kilka przystanków i zaczepiłam, kiedy dojeżdżaliśmy w pobliże uczelni. Jeszcze nigdy nie jechałam tak długo tą trasą…

Ale nawyk obserwacji ludzi i powtarzalności spotkań mi pozostał. Odmierzam dzień zdarzeniami. Kiedy rudowłosa dziewczyną ciągnie do szkoły swojego syna, to znaczy że ja mam spóźnienie. Ukrainka pędząca do pracy na rowerze oznacza, że jestem o czasie. Chłopak maszerujący powolnie z reklamówką w ręku to znak, że należy zrobić kolację.

Ale są też inne przyjemności, jak mężczyzna idący na przystanek, który prowadząc rozmowę telefoniczną zawsze się uśmiecha, albo ten, który zamawiając windę mówi „kocham cię” w taki sposób, że dostaję gęsiej skórki.

A ja? Jestem jak burza. Nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy się pojawię, ale auto lubię parkować zawsze w tym samym miejscu.

czułość, seks, pandemia, praca

Przytulacz… ciekawe, jak bez niego radzą sobie w Warszawie ci, którzy się przyzwyczaili do możliwości odpłatnego przytulania przez profesjonalnego przytulacza.

Jutro mam przesiewowe badania kardiologiczne. Zadzwoniono do mojego męża z prośbą, by przekazał mi tą informację. Czyż to nie dziwne? Jak chcę odebrać wyniki badań męża, to muszę mieć upoważnienie, jak mnie zapraszają na badania, to przez męża. Co jeśli w sercu odkryją nie jednego mężczyznę? Może badania zlecił mój mąż? Chciałabym zobaczyć minę doktora, który odkrywając serce podzielone na przedsionki i komory zauważy wewnątrz panujący tłok i nieład przy jednoczesnym niedoborze przytulania. Bo mężczyźni będący w moim sercu nie przytulają fizycznie, poza najstarszym synem, któremu też niedługo minie taka potrzeba.

Ostatnio dziewczyny w swoich webinariach często mówią o potrzebie przytulania, do tego zalecają, by samemu się głaskać, obejmować i siebie przytulać. Co za czasy! Usłyszałam od jednego mężczyzny, że oni tego nie potrzebują. Dają sobie radę bez przytulania.

Czy przytulanie służy rozładowaniu napięcia emocjonalnego, a seks rozładowaniu napięcia seksualnego? Czy jeśli chodzi tylko o seks, to nie potrzebne są uczucia, a w związku z tym nie potrzebna jest gra wstępna? A jeśli nie ma gry wstępnej, to znaczy, że uczucie wygasło? Zatem wracając do przytulacza… i wiążąc to z uczuciem… to czy to się w ogóle udaje? I jak tu pracować z takim natłokiem myśli?

Niemniej jednak mogłabym powiedzieć przytulaczowi, w jaki sposób chcę, by mnie pogłaskał. Zresztą, czasem wydaje mi się, że jak kot, mam umiejętność wyłudzania dotyku, o ile jest chęć drugiej strony… Mogłabym, ale komu? Mąż ma problem z odsłuchem.

No więc chodzę z segregatorami po biurze, jak ta z filmu „Czego pragną kobiety”, której myśli mówią „nikt mnie nie kocha, nikt nie zauważy, kiedy zniknę”. Tylko sobie o niej pomyślałam, usłyszałam z boku słowa Wysoko Postawionego „No co tam?”. Nic nie znaczące pytanie, dające do myślenia, zwłaszcza, kiedy połączone jest z głębokim spojrzeniem w oczy.

-Nic- odpowiedziałam – skrzywdzono mnie – wskazałam ramię z siniakiem wielkości dużej śliwki, które od tygodnia ubarwia moje ramię po przyjętej szczepionce i uśmiechnęłam się, by zamaskować smutki.

-Hmmm… Nie wiedziałem, że lubisz takie ostre zabawy! – dodał Wysoko Postawiony.

I znowu pomyślałam, że mężczyźni myślą tylko o seksie. Panowie z produkcji potrafią sobie z tym radzić nawet w czasie pandemii, choć w radiu słyszałam, że teraz młodzi są bardziej skłonni do nawiązywania długotrwałych relacji, niż przygód na jedną noc. Po to, by mieć możliwość wspólnego spędzania czasu izolacji.

Nic to, w lodówce zakładowej jest zimna woda mineralna. Może pomoże.

jaka jestem?

-W tej sukience wyglądam chyba nie najlepiej – powiedziałam w stronę lustra, ale słowa skierowałam do przechodzącego obok męża.

-Oj tam, szybko wejdziesz do biura, usiądziesz za biurkiem, nikt nie zauważy.- skomentował mąż.

No i się zaczęło. Burza myśli. Jaka ja jestem nie taka. Mąż pojechał do pracy, a ja wyjmowałam sukienki i zastanawiałam się, czy w jakiejś będę może dobrze wyglądać… Za krótka, za obcisła, nie w tym kolorze. Nie na lato, nie do pracy. Nie ta figura, nie takie nogi, do takiej nie mam butów. Walizka spuchła. Kolejno wrzucałam to, co być może założę, plus kombinezon (bo wygodny), gdybym chciała posiedzieć w ogródku piwnym, plus krótkie spodenki i koszulka, gdybym chciała iść nad rzekę i poopalać nogi. Japonki, buty na obcasie, buty sportowe… Polar, gdyby nagle ochłodziło się po burzy…

Co ja znowu mam z tym wyglądem? Kogo to obchodzi, jak wyglądam? W restauracji hotelowej nie zwracam na siebie uwagi. Od razu widać, że nie trzymam się służbowego, korporacyjnego dress codu, nie jestem też turystką. Zachowuję się, jak mieszkaniec hotelu. Cichociemna.

Czasem chciałabym jednak wyglądać dobrze. Dla siebie. Nie widzieć siebie zmęczonej, ani trochę starszej, z większą ilością zmarszczek i mniej napiętą skórą. Czasem chciałabym być widzialna. Na przykład wtedy, kiedy mąż próbuje mi powiedzieć, że dla niego jestem ładna. Mogłabym uwierzyć. Wierząc kobieta porusza się inaczej, w inny sposób się uśmiecha, inaczej odgarnia włosy, inaczej czuje dotyk…

Wieczorem wstawiłam zdjęcie na jednym z portali społecznościowych. Pierwszy raz od…chyba od zawsze. Zazwyczaj firmowały mnie awatary, w końcu tylko ja w swojej społeczności ukrywałam się za obrazkiem. Ktoś zwrócił mi uwagę. Opublikowałam jedno i od razu poczułam, że oszukuję innych. Zdjęcie przecież nie oddaje wszystkiego. Jestem na nim ja w lepszej wersji, bez całego bagażu smutków, zmartwień, mijających lat i innych ciężarów.

Ostatnio spotkałam koleżankę, z którą nie widziałam się od czasu ukończenia szkoły podstawowej. Powiedziała, że nic się nie zmieniłam. Może jestem trochę bardziej podobna do mamy. Usłyszałam „wydaje mi się, ze jesteś taka sama, tylko dużo starsza”.

Zdjęcie na portalu od razu wzbudziło poruszenie. Nie potrafiłam odpowiedzieć na żaden komentarz. Lepiej jest jednak chować się za awatarem.

odganiacz ciem

Długo nie mogłam zasnąć. Jednym okiem oglądałam film Pamiętnik. Opowiada on historię chorej na Alzheimera kobiety, jej ukochanego i miłości, która ich połączyła.

Miłość…można kochać na tysiąc sposobów, a i tak nie ma jednego, idealnego modelu… na przykład takiego sprawdzonego przepisu, który nie porani serca. Co do choroby Alzheimera, ostatnio trochę o niej słyszę. Poznałam kobietę, której mąż jest chory. Od czasu do czasu dzieli się ze mną szczątkowymi fragmentami z wizyt u niego. Ostatnio była przygnębiona. Wzięła męża na spacer. Spacerowali, świeciło piękne słońce, a on był bez humoru. Zapytała się, czy jest na nią obrażony. Kiedy to powiedziała, dostrzegłam ogromny smutek w jej oczach. Robi dla niego tak wiele, ale niestety nie mogła zatrzymać go w domu. Ile wie on? Kiedy żyje świadomie, o czym wówczas myśli? Ich relacja jest teraz bardzo smutna, choć wciąż mają siebie…

Uchyliłam okno. Zgasiłam światło, ale niestety do pokoju wleciały ćmy. Nie mogłam zasnąć. Po zdjęciu soczewek niewidzialny wróg jest o wiele straszniejszy. Hotel zrezygnował z etatu przytulacza, z uwagi na niekończące się fale pandemii. Na szczęście pojawiła się nowa opcja- odganiacz ciem, który z zachowaniem dystansu społecznego potrafi czuwać nad spokojnym snem. Przed przyłożeniem głowy do poduszki włączyłam klimatyzację z opcją czasowego, samoczynnego wyłączenia. Zasnęłam.

Obudziłam się przemarznięta. Okazało się, że akurat w tym pokoju klimatyzacja działa nienagannie, jeśli chodzi o chłodzenie. Nie działa natomiast timer, więc schładzało mnie do samego rana. Obudziłam się opatulona po czubek nosa. Nawet sny mi pozamarzały, bo żaden się nie uwolnił tej nocy. Teraz roz*mar*zam…albo roz*ma*rzam się myślami o masowaczu stóp wypijając drugi kubek kawy.

A sterta dokumentów na biurku rośnie…