W innym życiu

Kiedy myślę o mężczyźnie, który mi się podoba, często zadaję sobie pytanie, jaką kobietą byłabym będąc z nim… a zaraz potem- jakim on stałby się mężczyzną?

Tak wiele zmiennych pojawia się w życiu, tyle różnych sytuacji, które nagle mogą wszystko zmienić..

Nigdy jednak nie dochodzę do wniosku, że tak- z nim byłabym na pewno szczęśliwa. Bo nigdy nie wiem, jak sama zachowałabym się w innym związku.

Wówczas patrzę na szczęśliwego męża, który postawił dziś pergolę pod glicynię z resztek rusztowań, a z palety zrobił podporę do ogórków i myślę sobie, że takiego drugiego faceta, to ja bym już nigdzie nie znalazła. Znaczy się- jest wyjątkowy i niepowtarzalny. To chyba ja też, skoro nawet powieka mi nie drgnie patrząc na te instalacje?

Slow train soul- Twisted cupid

Spotkania autorskie – Krzysztof Szkurłatowski

Dot. post wyżej Będą jeszcze dwa spotkania autorskie. Ja niestety nie dam rady 😦 (w pracy nie udało się dostać wolnego i odległość.. :(), ale może ktoś z Was ma ochotę na spotkanie autorskie z kimś bardzo bardzo wyjątkowym ♡ Liczba miejsc w bibliotece ograniczona, więc trzeba decydować i zapisywać się szybko.. Już zazdraszczam każdemu, […]

Spotkania autorskie – Krzysztof Szkurłatowski

Straszne

– elo mamuś, a co oglądasz?- zapytał 12latek

– A wiesz, serial taki, ale on straszny jest. Nie możesz. Mogę z Tobą coś innego zobaczyć, nie Stranger Things.

– aaa, no to tylko się nie bój, bo tam jest taki jakby potwór bez twarzy. A wiesz już jak się skończy? Na którym jesteś sezonie?

– na pierwszym dopiero…

– A to ci nie będę nic mówił, tylko się nie bój.

No i się właśnie zaczęłam bać. Skąd on to wszystko wie…?

Pytanie

Hej, bardzo bym chciała, żebyście mi odpowiedzieli, jak to jest z obowiązkami domowymi w Waszych domach lub domach, które znacie.

Wiem, że są różne style zarządzania i różny podział obowiązków.

W domu mamy, to ona pierwsza, gotuje i sprząta- poza łazienką- tą tata wziął na siebie z uwagi na bardziej drażniące środki chemiczne. Mama ma ustalone godziny w ciągu każdego dnia, w czasie których odkurza, ściera kurze, prasuje. Codziennie.

Tata wiosnę spędza na ogrodzie. Lato w kuchni robiąc przetwory. On dba o porządek w garażu i piwnicy.

Wydaje mi się, że jakoś to funkcjonuje. Choć większość robi mama, to jednak tata dba o porządek.

U mojej siostry raz w tygodniu przychodzi sprzątaczka. W ciągu tygodnia siostra dba o to, by był porządek. Jej mąż jest pedantem. Wymaga. Układ zabójczy dla siostry, ja bym zwariowała. Wiele rzeczy ląduje po prostu w koszu, zanim się ktoś zorientuje 🙂

U szwagra tworzona jest lista- kto, co ma zrobić. Robią wspólnie wg listy i wykreślają kolejne zadania.

U mnie jest tak, że domem zajmowałam się zawsze sama. Wszystko było na mojej głowie (poza prasowaniem męskich koszul) i w końcu powiedziałam dość. A nawet więcej- zaczęłam robić minimum. Oczywiście, że trochę się to na mnie zemściło. Mąż nie przejął obowiązków. Niby go też denerwuje bałagan, ale jak się już zmobilizuje, ogarnia z wierzchu. Nie jest w stanie zrobić nic więcej poza schabowymi na obiad, kawą na śniadanie i kanapką z pomidorem. Chciałabym jakoś go obronić, ale nie potrafię. Jedyne, czego się nauczył, to opieki nad dziećmi- nie boję się ich z nim zostawić. Daje radę nawet z większą ilością dzieci. Ja nauczyłam się odpuszczania, bo inaczej bym zwariowała. U mnie jest nieidealnie. Ale też my jesteśmy nieidealni.

Jak jest u Was? Jaki model podziału obowiązków preferujecie? Czy jest tak, że czujecie, że Wasz partner zrzuca na Was zbyt wiele?

Trochę Was znam. Muszę przyznać, że w większości zaskakują mnie mężczyźni, którzy odwiedzają mojego bloga. Jeden z nich to miłośnik prasowania, drugi woli opiekę nad domem od pracy zawodowej, trzeci uwija się od samego rana z prasowaniem, gotowaniem i sprzątaniem łazienki, by zdążyć przed pracą, a także by jednocześnie odciążyć żonę. A żona jeszcze innego nigdy nie wykąpała swoich dzieci, nie gotuje, nie piecze, nie wiem co robi… I czasem się zastanawiam, gdzie jest normalność…?

Teściowa

Nie jest tajemnicą, że nie rozumiem teściowej. Ale ja mam chyba z nią lżej, niż ona ze mną.

Kiedyś kupiłam sobie zieloną kurtkę, pojechała i kupiła sobie zieloną kurtkę, inną, nigdy nie założyła.

Kiedyś dostałam perfumy, drogie. Tak długo chodziła, że je jej oddałam. Już sobie nie kupiłam. Ona nie używała.

Teraz kupiłam sobie buty. W ułamku sekundy dopadła i aż mężowi (mojemu) pokazała, jakie to fajne buty. Coś czuję, że była wczoraj w tym sklepie w poszukiwaniu takich butów.

Nie rozumiem też jej wczorajszego zachowania. Nie weszła do środka, nie pogadała z dziećmi w Dzień Dziecka. Przypięła dwa magnesy na lodówkę (nie daje prezentów do ręki, tylko podsuwa). Nie wypiła kawy. Pewnie pojechała do domu naładowana złą energią na złą synową. Bo nawet „Do widzenia” nie powiedziała. I chyba tylko dlatego, że nie czekałam z kwiatami w drzwiach na powrót teściowej.

Nie chce mi się już myśleć, drążyć, zabiegać, dopytywać, przepraszać czy prosić. Tylko jakoś mi szkoda. Bo ja się zwyczajnie boję z nią kontaktować.

Pada

A jak pada deszcz (a nawet grad podczas burzy, jak dziś), to nie idę na spacer lub przeczekuję…

Dziś poszedł w ruch ergonometr wioślarski (wczoraj już też „przepłynęłam 2 km w ciągu 30 min). Dzisiaj po 30 minutach „wiosłowania” poszłam na spacer. Do tej pory myślałam, że na 4 km się rozgrzewam- ale po dzisiejszym wiosłowaniu, znowu 4 km okazał się być tym najłatwiejszym…

Droga była mokra, aktywnych nie za wielu, ale wyszło piękne słońce i wszystko wkoło pachniało. Przeniosłam winniczka na drugą stronę ścieżki, żabce pomogłam wskoczyć na murek i tylko małego pisklaka zostawiłam… No trudno, nie mogłam nic zrobić.

Wczoraj, „niedaleko” mojego domu, odbywała się impreza firmowa. To cykliczne spotkania przedsiębiorców, w których miałam przyjemność brać we wcześniejszych latach udział. Pan P. przesłał mi zdjęcia i przekazał pozdrowienia od innych. Bardzo mi było miło, że pamiętają. A po grillu Pan P. wysłał mi zdjęcie pałacu. Lubię to miejsce…Mam stamtąd miłe wspomnienia.

Autor: Pan P., z którym jestem umówiona tam na herbatkę 🙂

Tak niewiele wystarczy…

Rozjechaliśmy się do swoich miejsc pracy. Mąż jednym autem, ja drugim, pożyczonym.

Pożyczyłam auto, bo mąż musiał w swoim wymienić szybę i nie wiedział, o której będzie wracał, więc nie mogliśmy- jak to robimy- jechać jednym.

Auto przy uruchomieniu puściło obłok czarnej chmury, uruchomił się alarm, choć miałam klucze, jechało jak koń. Galopem, truchtem, zrywem, kłusem…

Na wyświetlaczu masa zapalonych kontrolek, na które miałam nie zwracać uwagi, bo podobno to błąd systemu.

Kierownica kieruje sobie, ja sobie. Policja na poboczu…zatrzyma mnie i albo uzna za niepoczytalną, albo zabierze nie moje auto. Ufff udało się- dojechać i wrócić.

Po pracy próbowałam dodzwonić się do męża. Miał wziąć z chińskiej obiad dla dwojga, bo dzieci miały zjeść z kuchni polskiej. Mąż nie odbierał. Choć jego telefon połączony jest z zegarkiem i z radiem samochodowym. Nie odbierał, choć wielokrotnie próbowałam się dodzwonić. Syn podpowiedział, żebym zadzwoniła do teściowej. Nie mogłam jej tego zrobić. Dostaje spazmów, jak jej mąż wraz z synem oddala się od jej domu o kilometr. A przecież teściowie wracali pociągiem znad morza do domu.

W końcu mąż oddzwonił.

– Właśnie wracamy, Kotku.

– Ale kto „my”?

– No ja z rodzicami. Odebrałem ich w Szczecinie i wracamy sobie do domku. Nie słyszałam, jak dzwoniłaś, bo byliśmy w sklepie. Zostawiłem telefon w aucie.

***

Mąż pojawił się w domu o 18.30. Kupił dzieciom prezenty i dał, zanim zdążyłam wyjść z pokoju. Mi też dał wisiorek od jubilera, zatem spacer po galerii był owocny. Dziadek (teść) nie wszedł do domu, Babcia (teściowa) coś powiedziała, chyba „dzień dobry” i poszli. Nie zostali na kawie, choć proponowałam. Mąż synek taki dobry…

***

Nie wiedziałam, dlaczego go tak długo nie ma. Czy przywiezie ten obiad? Czy może zasnął za kierownicą i się zabił i leży w rowie, a przecież pada i grzmi… Nie powiedział, że odbierze rodziców (choć mieli pociąg bezpośredni ). Żona taka niedobra… Nawet dziadków pewnie przegoniła z domu…

***

Mąż nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie rozumie, dlaczego się nie cieszę. Ot, zwykłe nieporozumienie, nie wiedział, że odbierze rodziców ze Szczecina, przypadek…

Kocham Was :-)

Pisanie bloga, właściwie obecność tu, to dla mnie niesamowita przygoda. Niby nic. Niby kilka zdań wyrzuconych z głowy i wrzuconych do sieci. A jednak dzieje się magia… Ten blog ma drugie życie.

Mój telefon wstaje rano, razem z Wami. Wiem, kto rano przegląda posty. Wiem, kto pije kawę razem ze mną, a kto jest już w drodze do pracy. Lubię te pobudki.

Niektórych z Was poznałam bardziej, innych mniej. Mam wśród Was przyjaciół, dostaję od Was wsparcie, a także wiele powodów do uśmiechu!

Czuję się w Waszym gronie wyjątkowo!

Dzielicie się ze mną swoimi troskami, radościami, obawami i sukcesami! Każda dobra wiadomość sprawia mi wiele radości!

To niesamowite, że zasługuję na to, czym się ze mną dzielicie! Bo dzielicie się nie tylko w komentarzach, ale też w wiadomościach prywatnych.

Jesteście cudowni! Kocham Was! I bardzo, bardzo Wam dziękuję, że jesteście 🙂

Wiedzą o nas

O dobrych i złych stronach profilowania i sztucznej inteligencji będzie dziś w Radiu357

Zdjęcie z facebooka -post tu

Wspaniałe zdjęcie. Zapewne dolecieli na miejsce, a na lotnisku czeka na nich… No właśnie kto? Jej mamusia? Jeśli tak, to jest to wizyta zapoznawcza… A może przystojny kierowca? Nie… chyba, że ona jest tuż przed ślubem i zapatrzona jest w swojego przyszłego męża… A może to nie partner, tylko brat, a czeka na nich jego przyszły szwagier? Ona niemalże w pełni szczęśliwa, a on z lekkim stresikiem…

Wiedzą o mnie więcej, niż ja wiem o sobie…

Jęczenie

Do czasu, aż coś mnie nie wytrąci z orbity, po której się poruszam… będę jęczeć, marudzić lub milczeć.

A może po prostu tak czasem lubię? To byłaby najgorsza z opcji…

Wydaje mi się, że przeżywam rozstanie z miejscem, które polubiłam. W życiu rzucana byłam w różne miejsca, żyłam z różnymi ludźmi. Nauczyłam się być, nawiązywać relacje, ale nigdy nie byłam tam w 100 procentach. Do tej pory uważam, że jestem znikąd i tęsknię do miejsca, które będzie moje.

„Moje” było pierwsze mieszkanie, które wynajęłam przy okazji pierwszej pracy, w całkiem nowym miejscu, z nowym chłopakiem. Nawiązałam nowe znajomości, które okazały się chyba najtrwalsze w moim życiu. Choć miasto nie do końca było moje, to już wybrane ścieżki tak. Kiedy oddawałam klucze od mieszkania, pamiętam, że płakałam. A było to piąte miasto, w którym mieszkałam…nie wspominając ilości mieszkań… I pierwsze takie wzruszenie w moim życiu.

Tym razem tęsknię chyba do poprzedniej firmy: ludzi, miejsc, czasu na własność, nawet miasta… Choć byłam tam sama, brakowało mi domu, to jednak mam stamtąd masę pięknych wspomnień. Choć pracowałam w strefie przemysłowej, to obcowałam z naturą. Pokój hotelowy nie był więzieniem, bo w każdej chwili mogłam z niego wyjść i miałam dokąd. I miałam z kim.

Do nowej firmy, chyba podświadomie wzięłam polar z logo firmy poprzedniej. Niby na wszelki wypadek, jak zrobi się zimno. Ubrałam. Prezes to zauważył.

-Jest pani zimno?- zapytał, a ja kątem oka zobaczyłam, że mam otwarte w biurze oba okna.- Jak Pani będzie potrzebowała jakiegoś sweterka, czy coś, proszę mówić. Nawet buty mogłaby pani sobie kupić (bhp) i kask, to bym mógł panią niekiedy zabrać do innego zakładu.

I zamiast wytłumaczyć się z tego polara, przeprosić, czy coś… Cały czas myślałam, czy ja dostałabym sweterek prezesa, tego drugiego prezesa, czy może jest tu jakaś szafa ze sweterkami, o której nie wiem. I czy będę musiała podwijać rękawy, a przede wszystkim, czy te sweterki są mięciutkie…

No ale moja logika jest pokrętna, sposób myślenia wyjątkowy… myślę o tej sytuacji już drugi dzień i nie wiem nadal, co powinnam myśleć…

Zresztą… W nocy przyszedł do mojego łóżka mały. Wcisnął kościsty tyłek, oplótł łapkami i zasnął z uśmiechem na twarzy. Żeby go nie wybudzać, ustępowałam mu miejsca, dając przestrzeń i w sumie spałam wklejona w ścianę. Bolał mnie kręgosłup, jak cholera, ale nie chciałam wykonywać żadnych manewrów, by spał słodko jak najdłużej.

Włączyłam więc sobie historię o Tupaii– bardzo ciekawa. Po godzinie tej opowieści zostałam z jednym pytaniem…Czy kochanka, którą miał służyła mu jedynie do osiągnięcia obranego celu, czy może była tam miłość? Z chęcią wysłuchałabym historii o niej…o Taitance, która dzieliła łoże z innymi, a przez to przez chwilę była królową… Ale historia o Tupaii jest historią o mężczyznach, więc tam się tego dowiedzieć nie można.

We b

Our story begins… when the web was born…

– No i wszystko jasne…- westchnęła Salmiakowa zapoznając się z Mapą Przeznaczenia .

Wzięła kąpiel, wyciągnęła notes i napisała wg zalecenia o tym wszystkim, co chce przyciągnąć do swojego życia. Zapisała: dobre emocje, miłe słowa, myśli, okazje, pragnienia i możliwości.

A następnie kliknęła ENTER.

Nie spodziewała się niczego, bo tak najbezpieczniej. Jednak odpowiedź nadeszła od razu. Mało tego! W mgnieniu oka przeniosła się do tamtej chwili, kiedy też kliknęła ENTER.

– A nie masz bardziej bezpiecznych komunikatorów?- zapytał. I zaczęło się, jak wtedy, kiedy się poznali… a poznali się, kiedy internet jeszcze raczkował…

Salmiakowa się uśmiechnęła. Ludzie się nie zmieniają. Rozmowa toczyła się tak, jakby odeszli od komputera tylko na chwilę. Choć on zmężniał i nosi teraz garnitur, a ona… trochę kilo więcej. Z każdym kolejnym zdaniem uśmiechała się coraz bardziej, bo mama ma się dobrze, a w domku mieszka się lepiej. Bo nadal potrafi zarazić swoją pasją, jak kiedyś. Nawet Salmiakowa drażni go w ten sam sposób! To jak podróż w czasie!

– Jesteś, jak Stephen Hawking, który swoją teorią wszystkiego zarażał innych- powiedziała i pomyślała, że lubi zdrowo zakręconych wariatów. I jak zwykle zastanowiła się, dlaczego oni też ją lubią…

EDIT:A może tak jej się tylko wydaje…

Lepiej nie myśleć

Na chwilę wylogowałam się z życia. To szalenie przykra dla mnie sytuacja. Nie można wszak tak po prostu się zatrzymać, no chyba, że się ma zastępstwo. Ja nie mam.

Wszystko było nie w porę. Nie ten czas. Niemożność ukrycia się przed światem. Brak wytłumaczenia. Powinności, oczekiwania, potrzeby innych.

W końcu pękłam. Poddałam się. Opadłam mówiąc do męża ostatnie zdanie: Nie mam sił.

Kolejny raz oddałam mu ster w jego ręce.

Gdy zadzwonił telefon mamy jakiegoś dziecka, poprosiłam by odebrał. Usłyszałam „Tak, jest teraz w domu, ale niestety nie może rozmawiać. Oddzwoni później.” – jak w pracy. Typowe zastępstwo, odłożenie w czasie.

Potem wyszedł z domu. Do mamy na kolację, do kuzynki, by wesprzeć ją w przeprowadzeniu remontu. Dwa razy dzwoniłam, by poprosić go by wrócił, bo dzieci powinny zjeść kolację…

Jeśli kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że dzieci są głodne, a jednak nie wstaje, by dać im choćby kawałek chleba z masłem- powinna zapalić się czerwona lampka. Zapaliła się u dzieci.

Wrócił, ogarnął podstawy. Wesoło opowiadał, był podekscytowany. Nasz salon zamienił się w ekran telewizora: pstryk: dramat, pstryk: komedia, pstryk: obyczajowy, pstryk: przerwa ba reklamę. Pstryk: ona leży zwinięta w kłębek; pstryk: mężczyzna rozbawiony z talerzem pełnym kanapek i colą w ręku; pstryk: dzieci zdezorientowane niejasną sytuacją; pstryk: życie.

Kolejnego dnia wstałam. „No przecież nie umierasz, więc w czym problem?” – usłyszałam odpowiedź na pytanie, czy pomoże w śniadaniu, bo chyba nie zdążę. Zabolało, choć to takie „normalne”. Może wyolbrzymiam? To tylko odzywka.

Dostałam SMS z podziękowaniami od jego mamy, że tak świetnie on się zachował i taki piękny prezent. Jesteśmy cudowni. Dostałam telefon od kuzynki, że on jest taki cudowny, bo tak wiele wie, potrafi i jest taki pomocny. Odbiłam piłeczkę, że tak- jest cudowny, owszem potrafi, nie odmawia innej pomocy (ważne:innej). Może by go jednak któraś z pań wzięła pod swój dach?

Kolejnego dnia nadal błyszczał. Organizował, wspierał, pomagał, a dziś nawet wyjeżdża. W całym swoim obłędzie zaczęłam nawet myśleć, że jestem zazdrosna.

Powiedziałam mu jednak, że nawet zameldowanie w jednym mieszkaniu do czegoś zobowiązuje. Są jakieś podstawy współżycia społecznego. A każdy kolejny ruch kreuje przyszłość. Zaznaczyłam brak mojej obecności w jego życiu, moje zameldowanie na nierównych warunkach i wolność, do której dążymy.

Dziś znowu próbuję mnie ubezwłasnowolnić dobrą kawą, smacznym śniadaniem, miłym słowem, uśmiechem, przytuleniem, obecnością i chyba go kiedyś zabiję. Przez pomyłkę. W wyniku niepoczytalności raczej.